Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Sami w domu
 Blog  Menu

Inne blogi, na których się pojawiam:
- nadine-rosier,
- manga-to-lubie,
- bipolar-disorder.


Sami w domu

Pairing: Sariel x Rosier x Sunday. Tak, to JEST trójkąt.
Kolejna część: 08.11.2008r


Sami w domu

Rosier wygodnie siedział w fotelu i stukał, znalezionym gdzieś na półce, długopisem w, jeszcze pustą, kartkę. Zastanawiał się, co napisać w liście. Chciał nieco się wysilić, wyrazić coś więcej, niż zwykłe, powtarzane za każdym razem zdania, ale jakoś nic nie przychodziło mu na myśl. W końcu westchnął zrezygnowany i szybko nakreślił kilka słów. Klasnął w dłonie, wypowiedział formułkę odpowiedniego zaklęcia i położył palce na karteczce. Ta zniknęła, pozostawiając po sobie maleńki obłoczek dymu.

***

Sariel siedział przy biurku i zawzięcie studiował jedną z wielu swoich ksiąg. Nagle usłyszał cichy trzask i przed jego oczami pojawił się niewielki liścik, który opadł powoli na karty woluminu. Demon początkowo myślał, że to piórko, ale dopiero później zauważył, że znajduje się na nim tekst. Poprawił okulary i odczytał wiadomość zapisaną nieco koślawym pismem i roześmiał się, po czym podpalił liścik płomieniem świecy stojącej nieopodal.

***

Piątek i sobota szykują się być wolne. Bądź pierwszego dnia o osiemnastej. Nie zapomnij sake. Rosier.

***

- Czego ty się tak dzisiaj cały dzień cieszysz, co? - Nadine podejrzliwie spojrzała na swojego demona.
- Ja? Nie. Wydaje ci się. - Rosier natychmiastowo spoważniał.
- Jak nie, jak tak? Od samego rana morda ci się cieszy, że nie idzie nie zauważyć. Taki szczęśliwy jesteś, że możesz zostać?
- Ach, no wiesz... Odpocznę sobie i te rzeczy.
- Nie powiedziałabym. - dziewczyna krótko się zaśmiała. Demon wykazał nikłe zainteresowanie jej słowami - Dobrze wiesz, że Sunday miał iść ze mną i Carmen, ale niestety rozchorował się dzisiaj i zostaje w domu. My we dwie nie możemy od tak pozbyć się biletów, więc pójdziemy, ale chłopakiem ktoś się musi zająć. I tym kimś będziesz ty. Przed szóstą mamy być u nich. Oboje. - wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo. Twarz Rosiera stężała i znikł z niej wcześniejszy uśmiech.
- Mam ciągle siedzieć z chorym Sunday'iem?! Gdyby był zdrowy, to jeszcze, ale chory?! Muszę? - spojrzał błagalnie na Nadine.
- Ależ oczywiście. Obiecałam to Carmen i tym bardziej chłopakowi. Ucieszył się. Chcesz go zawieść? Czy może już coś sobie zaplanowałeś? - na twarzy dziewczyny pojawił się wredny uśmiech.
- Nic... - demon warknął i wyszedł z pokoju.

***

O umówionej godzinie Nadine wraz z Rosierem znaleźli się w domu Carmen. Sunday leżał w łóżku, przykryty kołdrą po uszy. Na jego policzkach widniały ogromne rumieńce i widać było, że z chłopakiem raczej nie jest najlepiej. Dziewczyny jedynie upewniły się, czy mają wszystko i wyszły z mieszkania bez słowa.
- Cześć. - Rosier przysiadł na brzegu łóżka chłopaka i uśmiechnął się bez entuzjazmu - Co ci jest?
- Um... Eee... Chory jestem... - głos Sunday'a był dziwnie niepewny - Czy... Czy mógłbyś... Mógłbyś zrobić mi herbaty? - chłopak jąkał się i jakby wstydził demona. Ten wstał i w ciszy poszedł do kuchni.
Cholera noo... Dosypię mu coś do tej herbatki tak, że zaśnie i obudzi się jutro. Wtedy będę mógł go zostawić, przecież nic mu się nie stanie. Wrócę do domu, zajmę się Sarielem i wszyscy będą zadowoleni. Zaśmiał się do siebie, gdy wyciągnął z kieszeni bliżej niezidentyfikowaną substancję i wsypał ją do kubka z parującym napojem. Z szerokim uśmiechem wrócił do pokoju, ale na widok tego, co zobaczył, naczynie wypadło mu z ręki i roztrzaskało się o podłogę. Na ten dźwięk chłopak szybko się odwrócił i spojrzał na demona.
- Su-sunday? A powiedz... Ty... Ty czasem nie jesteś chory? - Rosier spoglądał na chłopaka, który stał przy łóżku w samych krótkich spodenkach i wyciągał spod kołdry niezliczone ilości butelek wypełnionych gorącą wodą.
- Um... bo wiesz... właściwie, to ja nie chciałem nigdzie iść z Carmen i Nadine, ale wiesz... to by trochę dziwnie wyglądało i... dlatego stwierdziłem, że trochę poudaję. - Sunday niepewnie się uśmiechnął.
- Więc... - demon zawahał się - więc jesteś zdrowy?
- Tak. - chłopak kiwnął głową.
- No to ubieraj się. Wychodzimy. - w głosie Rosiera zabrzmiała taka nuta, że Sunday nie tylko nie ośmielił się sprzeciwić, ale nawet spytać, gdzie idą.

***

- Normalne. Bądź o osiemnastej. Jasne... Jest dwadzieścia po, a tego kretyna jeszcze nie ma. - Sariel mówił sam do siebie, co chwilę gniewnie prychając. Czego, jak czego, ale spóźniania się nienawidził. Nagle jego rozmyślania przerwał ledwo słyszalny trzask i do jego nosa dotarł delikatny zapach siarki - No nareszcie raczyłeś się pojawić! - jakie było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że białowłosy demon trzyma na rękach jakąś nieznaną mu postać.
- Taa, taa... Małe komplikacje były, więc wiesz...
- Ty zawsze stwarzasz jakieś komplikacje, Rosier. To jest normalne. Za to mniej normalne jest to, co właśnie robisz. Kto to w ogóle jest? - w jego głosie można było wyczuć ciekawość, ale i też gniew.
Sunday niepewnie przyglądał się nieznajomemu. Nie był pewny kim lub czym jest, ale miał wrażenie, że to demon. Objął Rosiera mocniej za szyję i spojrzał na jego twarz. Ta była raczej spokojna, nawet pojawił się na niej uśmiech, gdy demon zauważył spojrzenie chłopaka.
- Przywitaj się i przedstaw. Nie zwracaj uwagi na jego fochy, on tak zawsze. - wzruszył ramionami, gdy postawił Sunday'a na ziemi. Blondyn spojrzał na niego jeszcze raz, po czym odwrócił się w stronę nieznajomego:
- Dzień dobry, jestem Sunday, miło mi poznać. - delikatnie skinął głową, po czym spuścił wzrok.
- Taa... Dobry. Sariel. Powiedz Słodziaku, co ty tutaj robisz? Z tego, co mi wiadomo, to mieliśmy być z Rosierem sami. - wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo. Wciąż gniewnie przyglądał się chłopakowi zza swoich okularów.
- Odwal się cholero jedna od niego. Mówiłem ci już, że pojawiły się pewne komplikacje i to nie jest niczyja wina. Jak coś ci się nie podoba, to zjeżdżaj do domu. - demon wyraźnie zaczął się irytować, ale nieco uspokoił go Sunday, który przytulił się do jego ramienia.
- Ja przepraszam, nie wiedziałem, że to tak wyjdzie... - mocniej ścisnął rękę demona, ten zaś, objął go, przytulił i pogłaskał po głowie:
- Nie martw się, to nie przez ciebie. A skoro jesteśmy już tu wszyscy razem...
- To napijmy się sake. - dokończył Sariel i postawił na stole trzy gliniane butelki. Nie czekając na pozostałych chwycił swoją i pociągnął z niej duży łyk - Mmm... - zamruczał jak duży kot - Trochę mi tego brakowało.
- No chodź Sun, my też. - Rosier szeroko się uśmiechnął, usiadł w fotelu naprzeciw czarnowłosego, pociągnął chłopaka za rękę tak, że wylądował mu na kolanach i sam również napił się alkoholu - Oj Sariel masz rację... Dawno już tak nie piliśmy. - na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. Sunday zaś spoglądał na butelkę nieco niepewnie. W końcu jednak chwycił ostatnie naczynie i wziął mały łyk. Wcześniej jeszcze nigdy nie próbował sake, ale alkohol zasmakował mu i chłopak pił dalej.

***

Kilkanaście butelek później atmosfera niezwykle się rozluźniła. Wszyscy trzej siedzieli na podłodze, opierając się o siebie wzajemnie.
- Rosier, wiesz co? - pierwszy odezwał się Sariel, gdy ściągnął już okulary i odłożył na stolik.
- No co?
- Cholera, strasznie cię dupku nie lubię, ale nigdy nie mogę się powstrzymać przed tym. - nie mówił już nic więcej, tylko mocno pocałował demona. Sunday przyglądał się tej scenie z szeroko otwartymi oczami, ale nie zareagował.
- No co ty nie powiesz? - w głosie Rosiera obecna była ironia - A ja nie mogę powstrzymać się przed tym. - oparł dłonie na ramionach drugiego demona i pchnął go na ziemię. Usiadł na nim okrakiem, pochylił się i brutalnie wpił w jego wargi. Tego Sunday'owi było trochę za dużo, złapał Rosiera za rękę i zaczął odciągając go od Sariela. Pierwszy z nich nie bardzo wiedział, co się dzieje, zaś drugi był wyraźnie niezadowolony.
- Przestańcie! Jak tak możecie przy innych! - blondyn zbulwersował się.
- Och, czyżby Słodziaczek był zazdrosny o Rosierka? - Sariel uniósł się na łokciach i przyglądał chłopakowi spod przymrużonych powiek. Sunday zaczerwienił się i odwrócił głowę w bok.
- Phi! O niego? Kto by się nim przejmował! - starał się zachować spokój.
- To dobrze. Zapewne więc to nie będzie ci przeszkadzać. - demon zaśmiał się cicho i złapał Rosiera za ramiona, po czym przyciągnął go do siebie - Tobie też Śnieżynko to nie będzie przeszkadzało, prawda? - Rosier nie zdążył zareagować na "Śnieżynko", które według niego było bardzo, ale to bardzo obraźliwe, ponieważ Sariel od razu zamknął mu usta głębokim pocałunkiem. Sunday momentalnie zerwał się na równe nogi, rozdzielił demony i uderzył czarnowłosego w policzek. Rosier był wyraźnie zszokowany. Spoglądał to na jednego, to na drugiego. Chłopak był wściekły, a Sariel śmiał się pod nosem, mimo, że na jego bladym policzku widniał, wyraźnie odcinający się, czerwony ślad ręki chłopaka.
- No, no, no... I ty nie jesteś zazdrosny? - teraz demon roześmiał się w głos.
- Zamknij się! - Sunday wrzasnął i ponownie się zamachnął, aby go uderzyć, lecz tym razem Sariel był szybszy. Złapał chłopaka za nadgarstki, przyciągnął do siebie i pocałował tak, jak wcześniej Rosiera. Blondyn w starciu z demonem nie miał szans i szybko przestał się wyrywać. Gdy czarnowłosy puścił go, szybko odsunął się od niego i mocno przytulił do drugiego demona.
- Ej, słuchaj... Ty teges, no... Sariel, nie przesadziłeś trochę?
- Ja? Ależ oczywiście, że nie. Przecież i tak przyniosłeś go tu w wiadomym celu. Nasze spotkania zawsze się tak kończą, a że on się tutaj pojawił, to chyba nie robi różnicy, co?
- Sariel... Ty naprawdę jesteś pierdolnięty. Ja nie wiem, dlaczego wszyscy mówią, że ty jesteś najinteligentniejszy, najwspanialszy i takie tam jeszcze. Ty jesteś najnormalniejszym psycholem!
- Wiesz, Śnieżynko, geniusz od szaleństwa dzieli cienka granica. Ale powiedz... Myślisz o tym, prawda? Zastanawiasz się, jakby to było...
- Cholera, przestań! Sariel!
- Och, skoro nie chcesz... Cóż... Więc pójdę już. - skłonił się nisko, klasnął w dłonie, ale nie zdążył jeszcze wypowiedzieć zaklęcia, ponieważ coś, a raczej ktoś, mu przeszkodził.
- Wy mieliście jakieś plany na dzisiaj, prawda? I to moja wina, że wam nie wyszło, prawda? - Sunday uwiesił się na ramieniu Sariela i mówił mu wprost do ucha - Ja przepraszam, przepraszam, przepraszam!
- Rosier, Rosier, Rosier... Coś ty wymyślił, żeby zabierać go ze sobą? Dzisiaj?!
- Ty już dobrze wiesz, co. - białowłosy demon uśmiechnął się i wstał z podłogi. Podszedł do stojącej pary i najpierw polizał lekko opuchnięty policzek Sariela, wypowiadając przy tym zaklęcie regenerujące, a później delikatnie pocałował Sunday'a i objął go w pasie. Drugi demon, zaś, stanął za chłopakiem i odgarnął jasne włosy z jego karku. Najpierw dmuchnął na odkrytą skórę, a później lekko muskał ją ustami. Chłopak jęknął wprost między wargi całującego go Rosiera, ten powoli, bez pośpiechu sunął dłońmi po jego plecach, znajdując zapięcie jego tuniki i zsuwając ją z niego. Ułamek sekundy później jego zimne dłonie błądziły po nagiej skórze. Sariel również skorzystał z sytuacji, on jednak gładził klatkę piersiową blondyna, co jakiś czas drażniąc jego sutki.
Sunday czerpał dziwną przyjemność z pieszczoty dwóch demonów. Rosier był jak zawsze zimny i stanowił ogromny kontrast z ciepłym Sarielem. Chłopak ciągle wzdychał i cicho jęczał, podobała mu się cała ta sytuacja. Demony także robiły to z radością. Niemal równocześnie oderwały się od ust i karku chłopaka, aby połączyć własne wargi tuż nad jego ramieniem. Sunday poruszył się nieco zirytowany całą sytuacją, na co Rosier od razu zareagował, złapał go pod kolanami i wziął na ręce. Posadził chłopaka na fotelu, a sam uklęknął przed nim. Najpierw lizał i całował tors chłopaka, a następnie zniżał się coraz bardziej, w końcu dochodząc do jego męskości. Bawił się nią swoim językiem, powodując głośne westchnienia i chichot Sunday'a. W tym samym momencie znalazł się za nim Sariel. Objął demona w pasie i błądził dłońmi po jego torsie, okrytym czarną koszulą. Powoli rozpinał jej guziki, aby w końcu pozbyć się przeszkadzającego mu materiału. Gdy zrobił tu, przywarł ustami do zimnej, jasnej skóry na plecach Rosiera. Wodził nimi po całej ich powierzchni, czasami przygryzając i ssąc, zostawiając drobne, czerwone ślady. Sprawnymi palcami zjechał z torsu, przez brzuch do brzegu spodni białowłosego demona. Rozpiął pasek, rozsunął rozporek i wsadził jedną dłoń pod jego bieliznę, zaciskając palce na członku. Wywołał tym zduszony jęk, słysząc go mocniej przygryzł skórę na jego karku, rozcinając ją ostrymi zębami. W nagrodę otrzymał cichy śmiech demona, zachęcający do dalszych pieszczot.
Cała trójka trwała w tej pozycji, dopóki Sunday nie zaczął zbliżać się końca. Wtedy Rosier do swojej pieszczoty dołączył także palce, które leniwie i delikatnie zaczęły penetrować wnętrze chłopaka, dość szybko doprowadzając go do spełnienia. Po tym demon uniósł się, pocałował Sunday'a w usta, po czym zamienił się z nim miejscami. Sam usiadł wygodnie w fotelu, zaś blondyna podniósł niczym lekkie piórko i usadowił go tyłem do siebie, na swoich biodrach. Gdy wreszcie wszedł w niego, swoje pieszczoty dołączył także Sariel. Dłońmi pieścił członka, a językiem wodził po torsie chłopaka.
Tak intensywne pieszczoty, to dla Sunday'a było trochę za dużo. Doszedł dość szybko, nie dając satysfakcji ani jednemu, ani drugiemu demonowi. Na więcej jednak nie miał już siły i opadł na tors Rosiera, oddychając ciężko. Ten jedynie ponownie pocałował go, delikatnie wziął na ręce i odniósł do łóżka. Dokładnie przykrył go kołdrą, musnął wargami jego czoło i wyszedł z pokoju. W salonie czekał na niego Sariel:
- To było... Inne? - jego głos był nieco niepewny, co zdarzało się niezbyt często.
- Z nim tak jest zawsze. Jesteś zdziwiony, prawda? Ale sam też dzisiaj zmiękłeś. - Rosier zaśmiał się.
- To, że zmiękłem, nie znaczy, że już jestem usatysfakcjonowany. - prychnął - Wiesz co? Sake już nie ma... I co my teraz będziemy robić?
- Głupio się pytasz. Przecież jeszcze nie skończyliśmy, prawda? - pchnął go na podłogę i wpił się w jego usta. Najpierw delikatnie, tak, jakby całował Sunday'a, ale szybko się zreflektował i włożył w pocałunek o wiele więcej siły, niemal miażdżąc wargi Sariela - Tak, lepiej, nie sądzisz? - na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech.
- Ależ oczywiście... - ciepłe palce ponownie zacisnęły się na męskości białowłosego demona. Sariel poruszał dłonią szybko, dość gwałtownie. Rosier nie był mu dłużny i chwilę później, tym razem zimna, dłoń pieściła członek drugiego demona.
Obaj czerpali przyjemność z lekkości i delikatności pieszczot z Sunday'em, ale byli demonami. A demony pragnęły o wiele silniejszych doznań. Sariel i Rosier mogli właśnie dać je sobie nawzajem. Zanim doszło do sporu o to, który z nich będzie dziś dominował, rozległ się szczęk zamka, a w drzwiach pojawiła się wściekła Nadine i zatroskana Carmen.
- Ty gnoju posrany! - starsza z dziewczyn od razu rzuciła się na białowłosego demona - Ile razy mam ci powtarzać, że nie toleruję w tym domu przygodnych orgii, które dzieją się bez mojej wiedzy?! I popatrz na ten bałagan! Pod stołem dywan jest mokry od sake, a na fotelu... A na moim fotelu są plamy... Białe plamy od... - dziewczyna zamarła - ZABIJĘ CIĘ!
- I gdzie jest Sunday?! Chłopak jest chory, a ty się tak zabawiasz! - wtrąciła Carmen.
Rosier nie odzywał się. Uświadomił sobie, że już i tak ma kłopoty, więc nie chciał pogarszać sytuacji. Ku zaskoczeniu wszystkich to Sariel zabrał głos:
- Słodziak jest zdrowy, chociaż aktualnie zmęczony. No i może boleć go tyłek. Plamy wysprząta się zaklęciami, więc nie widzę kłopotu, ale ty... dupku jeden... - tu zwrócił się do białowłosego - Mówiłeś gnoju, że NIKOGO NIE BĘDZIE! Jeszcze się z tobą policzę... - demon nie był zdenerwowany, był wściekły. Chwycił okulary, klasnął w dłonie, wypowiedział zaklęcie i rozpłynął się w powietrzu.
- Um... przepraszam? - Rosier starał się zrobić jak najniewinniejszą minę, ale gdy był bez koszuli i z rozpiętym rozporkiem jakoś nie do końca mu się udało. Chwilę później dostał potężny cios w twarz, po którym szybko udał się za Sarielem do Drugiego Wymiaru. Jedyne, co po nim pozostało, to obłoczek dymu o zapachu siarki.

Nadine-sama 25/10/2008 13:08:21 [Powrót] Komentuj



imaginary-yaoi
229139

Dodaj do Ulubionych



Kontakt do mnie:
nadine1991@op.pl


Ksiega Gości

Archiwum
2015
Styczeń
2012
Grudzień
Marzec
Luty
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
2010
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Changes:
01. Czerwona wstążka i nienawiść
02. Nuda
03. Summertime
04. Drugi Wymiar
05. Sami w domu
06. Zapłata
07. Desperacja może być zgubna
08. Krew jak czekolada
09. Szpieg doskonały
10. Oko za oko
11. Zamiast psychologa
12. Pojedynek
13. Odrobina słodyczy
14. Urodzinowe niespodzianki
15. Garść wspomnień, czyli dawno temu w Drugim Wymiarze
16. Nienawiść
17. "...love is not a victory march..."
18. Dwa zgorzkniałe "skurwysyńskie wyjątki"
19. Cafe song
20. Ti amo
21. Liga Niezwykłych Dżentelmenów
22. Pęknięcia i dziury
23. Przy fortepianie
24. Uważaj na kobietę w czerwieni i tajemniczego mężczyznę
25. Gorące źródła
26. Zesłani
27. Kuma to Kitsune / Inu to Usagi / Ookami to Neko

Millenium love:
01. Spotkanie
02. Wspomnienia I
03. Wspomnienia II
04. Nowy początek

Fanfiki:
01. Distance (Axel x Demyx/Axel x Roxas; Kingdom Hearts
02. My december (Kurogane x Fay; Tsubasa Reservoir Chronicle)
03. Obietnica (Doumeki x Watanuki; xxxHOLiC)
04. Uwierzyć w... (Kyoya x Tamaki; Ouran High School Host Club)
05. Requiem (Suzaku x Lelouch; Code Geass)
06. Quincy archer hates you (Kurosaki x Ishida; Bleach)
07. Mała rzecz, a cieszy (Yamamoto x Gokudera; Katekyo Hitman Reborn)
08. Gwiazdy
09. Eternally (Riff x Cain; Count Cain)
10. One night stand (Isogai x Hiroto; Challengers/Koisuru Boukun)
11. It's raining, man (Gray x Natsu; Fairy Tail)
12. Being oneself (Koizumi x Kyon; The Disappearance of Haruhi Suzumiya)
13. Just the beginning (Satou x Souma; Working)

Durarara:
01. Ikebukuro night (Shizuo x Izaya)
02. Tramwaj (Shizuo x Izaya)
03.
Thin line (Shizuo x Izaya) Part I / Part II / Part III / Part IV / Part V / Part VI
04.
Lovers & Liars (Tsugaru/Shizuo x Izaya) Part I / Part II
05.
Full House (Shizuo x Izaya, Tsugaru x Psyche, Delic x Hibiya, Tsukishima x Hachimenroppi) Possessions & Slaves / Hidden sides
06. Papieros (Shizuo x Izaya)


Linki
Śmiechawka - forum dla ludzi, którzy lubią się śmiać


Ulubieni





©blog4u.pl