Blog
|
Menu
|
||
|
Inne blogi, na których się pojawiam: - nadine-rosier, - manga-to-lubie, - bipolar-disorder. Ogłoszenie + Full House - Hidden sidesOgłaszam około półtora miesięczną przerwę w działalności bloga. Na uniwerku zaczynają się ciężkie czasy, zamieszanie końcowosemetralne i sesyjne. Dodatkowo jeszcze skończyły mi się opowiadania, które miałam w zapasie. Wrócę po sesji, czyli w lutym.W międzyczasie zapraszam na bipolar disorder, gdzie coś powinno się pojawić. Dzisiaj kolejna część Full House, tym razem skupiająca się na innych postaciach. Pairing: Tsugaru x Psyche, Shizuo x Izaya, Tsukishima x Hachimenroppi, Durarara Kolejne opowiadanie: luty 2012r Full House - Hidden sides - Och! Już wraca, już wraca! - Psyche uśmiechnął się sam do siebie, słysząc, jak ktoś otwiera, a później zamyka za sobą drzwi. Chwilę później rozległ się, nieco zmęczony, głos Tsugaru: - Wróciłem - w pierwszej chwili blondyn zdziwił się, gdy odpowiedziała mu cisza. Mieszkało tutaj aż osiem osób, więc niezbyt często zdarzało się, żeby nikogo nie było. - Tsu-chan! - rozległo się radośnie i z kuchni wyskoczył Psyche w swoim różowym, falbaniastym fartuszku. I niczym więcej. - Psy...che? - Nee, Tsu-chan? Na co masz ochotę? - chłopak zbliżył się, lekko mrużąc oczy, z każdym słowem mówiąc coraz ciszej. - Na kolację? Kąpiel? Czy... na mnie? - ostatnie wyszeptał blondynowi do ucha, muskając je później ustami. - Psyche... A reszta? Co byś zrobił, gdyby... - nawet Tsugaru, jako najbardziej opanowany z czwórki blondynów miał problem z powstrzymaniem się od rzucenia się na swojego kochanka. - Tsu-chan, nie martw się. Iza-chan i Shizu-chan znowu demolują miasto, pewnie widziałeś, Deli-chan i Hibi-chan wyjechali przecież na wycieczkę, a Tsuk-kun i Roppi-chan są w szkole. Nee, Tsu-chan... - Psyche spuścił głowę, przybierając smutną minę. - Już ci się nie podobam? - może nie potrafił udawać i manipulować innymi tak, jak Izaya, ale to, co umiał, na Tsugaru wystarczyło bez problemu. Zwłaszcza, że nie zapomniał jeszcze odwrócić się bokiem do niego, przypominając, że oprócz fartuszka, nie ma na sobie nic innego. Wtedy jakakolwiek samokontrola, jaką jeszcze posiadał Tsugaru zniknęła. Blondyn podszedł do niego wolnym krokiem, mierząc go od stóp do głów. Psyche nieco się zmieszał i cofnął, zatrzymując na ścianie. Przez jego ciało przebiegł dreszcz, gdy poczuł jak Tsugaru wsuwa dłoń pomiędzy ścianę i jego plecy, a później powoli zsuwa, zatrzymując ją na jego pośladku i ściskając go. - Ależ skąd... - Tsugaru przygryzł jego ucho. - Podobasz mi się aż za bardzo - Psyche nie bardzo mógł mu odpowiedzieć, gdy blondyn sunął językiem od jego ucha, przez linię szczęki, aż do ust. Nie pocałował go od razu, przez krótką chwilę, która Psyche wydała się wiecznością, unosił swoje wargi nad jego. - Tsu-chan... - tylko tyle wystarczyło, aby pokonał dzielące ich milimetry i złączył ich usta w gorącym pocałunku. W tym samym czasie jego dłonie również nie próżnowały, jedną wciąż trzymał na pośladku Psyche, a drugą wsunął pod fartuszek. Najpierw gładził jego klatkę piersiową, co jakiś czas zahaczając palcami o jego sutki, ale nie poświęcał im zbyt wielkiej uwagi. Drażnił się z nim dalej, zsuwając dłoń niżej, do pępka i podbrzusza, ale nie robiąc nic więcej. Psyche zaczynał się niecierpliwić, więc zarzucił jedną nogę na biodro Tsugaru, mocniej przyciągając go do siebie, starając się przy tym ocierać o niego: - Tsu-chan... - wręcz wyjęczał z niezadowoleniem. - Nie przeciągaj - dodatkowo jeszcze wydął policzki. Tsugaru zaśmiał się w duchu, myśląc, że bez względu na to, jak bardzo Psyche stara się być seksownym uwodzicielem, to pewnych, zdaniem Tsugaru, uroczych, nawyków się nie pozbędzie. Ale blondyn właśnie za to go kochał. Teraz podniósł go, aby ten mógł objąć go w pasie obiema nogami. Obaj zgodnie stwierdzili, że do sypialni jest zbyt daleko - stół w kuchni był zdecydowanie bliżej. Nie minęło wiele czasu, nim Psyche leżał na blacie, plecami do Tsugaru, który właśnie przygotowywał go językiem. Żaden z nich nie zwrócił uwagi na to, że różowe ramiączko fartuszka zsunęło się z ramienia Psyche. - Tsu-tsu-chan... Wy...starczy... - chłopakowi udało się z siebie wydusić. Tsugaru wstał prawie od razu, uśmiechając się na widok kokardy tuż nad jego pośladkami, a później wszedł w niego, pochylając się i opierając o niego całym ciałem. Zajęci sobą w ogóle nie usłyszeli, że ktoś właśnie wrócił do mieszkania. Nie zwróciliby na to zupełnie uwagi, gdyby nie Roppi, który, nawet na nich nie spoglądając, podszedł do lodówki i wyciągnął z niej butelkę soku. Sam Hachimenroppi nie był jednak problemem - zaraz za nim wszedł Tsukishima: - Wróciliś... - nie dokończył, gdy zobaczył, co właśnie dzieje się na stole. Natychmiast oblał się głębokim rumieńcem i zamknął oczy, a później zaczął gorączkowo powtarzać - Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam... Mijający go w drzwiach Hachimenroppi złapał go za rękaw koszuli i z suchym: - Przeszkadzasz - pociągnął go do swojego pokoju. Tsugaru tylko przewrócił oczami, a Psyche roześmiał się w głos radośnie: - Nee, Tsu-chan, ale nie przerywaj - powiedział, spoglądając na niego spod przymrużonych powiek. Tsugaru wcale nie miał zamiaru przestawać. Hachimenroppi puścił rękaw Tsukishimy dopiero, gdy zamknął za sobą drzwi pokoju. Nic nie mówiąc, blondyn usiadł w kącie, położył torbę na kolanach i schował twarz w dłoniach. Roppi z kolei usiadł na łóżku i położył brodę na dłoni ręki opartej o kolano. Uważnie wpatrywał się w blondyna, który wciąż był wyraźnie czerwony na twarzy. - Tsukishima, wszystko w porządku? - spytał. Mimo, że jego głos był całkowicie wyprany z emocji, sam fakt, że zadał takie pytanie świadczył wiele. Gdyby blondyn wciąż nie był tak zawstydzony sytuacją z kuchni, właśnie umierałby ze szczęścia. - Oi, Tsukishima... - Roppi ciężko westchnął i wyprostował się. - Chodź tu - jakie było jego zdziwienie, gdy blondyn energicznie pokręcił głową. - Tsukishima - powtórzył, ale jego reakcja i tym razem była taka sama. Hachimenroppi już miał dać sobie z nim spokój, ale nagle uderzyła go niespodziewana myśl. - Tsuki... Nie mów, że cię to małe... przedstawienie... podekscytowało - robił małe przerwy między ostatnimi słowami, jakby szukając odpowiednich, żeby wyrazić to, co chciał. Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu, gdy Tsukishima nagle nabrał głośno powietrza, prostując się i wpatrując w niego szeroko otwartymi oczami. - Chodź tutaj - powtórzył ostatni raz. Tym razem blondyn posłuchał. Wstał powoli, podszedł ociągając się, nie podnosząc wzroku z podłogi. Gdy stanął przed Hachimenroppim, ten pociągnął go za rękę i posadził na łóżku. Sam wstał i przykucnął przed nim. - To niezdrowo tak się powstrzymywać, wiesz? - powiedział jeszcze, spoglądając na niego z dołu. Blondyn nie zdążył nic odpowiedzieć, głośno wciągając powietrze i zarywając usta dłonią, gdy Hachimenroppi, bez zbędnych wstępów, rozpiął jego rozporek i do razu zaczął pieścić go ustami. Jak zawsze, Tsukishima doszedł dość szybko, niemal natychmiastowo panikując i zaczynając przepraszać, widząc białą stróżkę spływającą po brodzie Hachimenroppiego. Ten, zupełnie tym nie przejęty, wytarł ją palcem, a później go oblizał, patrząc blondynowi prosto w oczy. - Roppi-san... - Tsukishima powiedział słabo, całkowicie poddając się dłoniom, które popchnęły go na łóżko. Zagryzł wargę, obserwując, jak Hachimenroppi rozbiera się, a później siada na nim okrakiem, wciąż oblizując palce. Gdy stwierdził, że są odpowiednio wilgotne, sam zaczął się przygotowywać, wiedząc, że Tsukishima tego nie zrobi, bojąc się wyrządzenia mu jakiejkolwiek krzywdy. Co właściwie było równoznaczne temu, że w ogóle nie będzie uprawiał z nim seksu, bo to przecież "jeszcze gorsze, niż same palce". Hachimenroppi nawet nie starał mu się tego wszystkiego tłumaczyć, nie wyprowadzał go z błędu, uważał, że to nie jest potrzebne, skoro wystarczało, kiedy sam przejmował inicjatywę. W międzyczasie nieco się zapomniał, zbytnio skupiając na swoich palcach. Gdy stwierdził, że wystarczy, otworzył oczy i spojrzał na blondyna. Na jego twarzy znów pojawiło się coś, co można było nazwać uśmiechem, gdy dotarło do niego, że chłopak był bliski dojścia kolejny raz, od samego patrzenia na niego. Postanowił zlitować się nad nim i nic już więcej nie przeciągać. Shizuo i Izaya wrócili do domu razem, choć przez cały czas udawali, że w ogóle na siebie nie zwracają uwagi. Izaya jednak co jakiś czas zerkał na Shizuo, myśląc, czy czasem nie pociął go zbyt mocno i czy blondyn nie stracił przez niego zbyt dużo krwi. Z kolei Shizuo z niezadowoleniem obserwował jak Izaya lekko kuleje. Zastanawiał się, czy to od znaku drogowego, którym podciął mu nogi, czy może od śmietnika, przed którym Izaya ledwo uskoczył, lądując dość nienaturalnie. Obaj zdziwili się, gdy w dotarła do nich cisza panująca w mieszkaniu. Była to rzadkość, więc zaciekawieni rozglądali się po pomieszczeniach, które mijali. W kuchni panował nienaganny porządek, ale zdążyli też zauważyć kompletny brak obiadu. Shizuo przeklął pod nosem, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, jaki jest głodny. Z kolei Izaya opierał się o wejście do salonu, uśmiechając się w swój charakterystyczny sposób. Na kanapie siedział Tsugaru i z uśmiechem głaskał po głowie śpiącego na jego kolanach Psyche. W rogu pokoju, w swoim ulubionym fotelu siedział Hachimenroppi i, jak zwykle, czytał jakąś książkę. Oczywiście nie zabrakło siedzącego niedaleko Tsukishimy, który, również jak zwykle, wpatrywał się w niego jak w obrazek. Izaya zauważył jednak, że nie było to jego normalne zapatrzenie się, gdzieś w jego oczach kryło się coś zupełnie innego. Coś, co za każdym razem ekscytowało go do granic możliwości, gdy Shizuo patrzał na niego w ten szczególny sposób. Wspomniany blondyn właśnie stanął za nim, opierając brodę o jego głowę. - Waaah! Shizu-chan! Nie udało ci się przygnieść mnie niczym w mieście, to teraz sam chcesz mnie zmiażdżyć? - Shizuo odburknął coś niezrozumiale, a później odsunął się i pociągnął go w kierunku łazienki. - Chodź się umyć. I pokaż co z twoją nogą - Izaya w odpowiedzi uśmiechnął się tak, jak na co dzień robił to Psyche: - Ach, Shizu-chan, jak ja kocham, kiedy tak o mnie dbasz - o dziwo w jego słowach nie było ani krzty złośliwości. Nadine-sama 17/12/2011 20:35:10 [komentarzy 4] Komentuj Being oneselfOstrzegam przed spoilerami do kinówki Suzumiyi, zaznaczam też, że jeżeli ktoś w/w kinówki nie zna, może nie do końca połapać się, o co tutaj chodzi. Ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle.Dodatkowo jeszcze: zawsze staram się nigdy tego nie robić, chcę jak najbardziej trzymać się kanonu, ale niestety musiałam tutaj nieco nagiąć oryginalną fabułę. Pairing: Koizumi x Kyon, The Disappearance of Haruhi Suzumiya. Kolejne opowiadanie: 17.12.2011r Being oneself - John Smith?! To ty jesteś John Smith?! - Haruhi trzymała Kyona za szalik i potrząsała nim z całej siły. Tuż za nią stał Koizumi, przyglądając się całej sytuacji ze zdezorientowaniem. Nie miał pojęcia, kim był chłopak nazywający siebie Johnem Smithem, nie rozumiał też, dlaczego na jego twarzy pojawiła się ulga, gdy go zobaczył. Kyon bardzo szybko zauważył odmienne zachowanie tego Koizumiego. Właściwie były to tylko drobne szczegóły, ale nie umknęły jego uwadze. Jak na przykład to, że w kawiarni kompletnie mu nie uwierzył i miał go za kompletnego idiotę. Do tego jeszcze wyraźnie odczuwał cynizm i niezadowolenie w jego słowach. Starał się tego po sobie nie okazywać, ale był tym bardzo rozczarowany. Miał nadzieję, że Koizumi będzie dla niego jakimś wsparciem. Tak, jak zawsze. Kyon oczywiście nigdy by nie przyznałby na głos, że był Koizumiemu wdzięczny za to, że zawsze był obok, że zawsze pomagał. Nawet, jeśli irytował go swoim zachowaniem, ciągnącymi się w nieskończoność monologami, w których używał wielu długich, trudnych słów, a które niemal niczego nie tłumaczyły. Teraz jednak nie było nawet tego, była tylko wyraźna niechęć i nieprzyjazne spojrzenie. Koizumi zawsze był dobrym obserwatorem. Bez względu na to, czy był "starym" Koizumim, czy Koizumim z nowej rzeczywistości. Tak, jak Kyon obserwował jego, tak i on obserwował Kyona. Od samego początku czuł, że coś z tym chłopakiem jest nie tak. Nie mógł wymazać ze swojej pamięci widoku ulgi i radości na jego twarzy, gdy go zobaczył. Odczuł sadystyczną przyjemność widząc, jak, jakiekolwiek by one nie były, nadzieje Kyona rozpadają się w drobne kawałeczki. Nie miał zamiaru być dla niego miły. Nie podobało mu się zainteresowanie, które Kyon wzbudził w Suzumiyi. Był po prostu zazdrosny. Nie zdawał sobie jeszcze tylko sprawy, kogo to uczucie tak naprawdę dotyczyło i do czego mogło doprowadzić. Obaj nie bardzo wiedzieli, jak doszło do tego, że znaleźli się w mieszkaniu Koizumiego. Kyon tłumaczył sobie to tym, że nie chciał wracać do domu, w pewnym sensie bał się być sam. Nawet, jeśli to nie był dobrze znany mu Koizumi, to chociaż wyglądał jak on, co dodawało mu trochę otuchy. Przez cały czas panowała między nimi dość nieprzyjemna cisza, ale Kyon nie wiedział, co mógłby powiedzieć. Koizumiemu z kolei w ogóle to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - czuł dziwną satysfakcję widząc, jak Kyon miota się wewnętrznie, przejęty i zestresowany całą sytuacją. Ale chciał więcej, więcej, jeszcze więcej. Nie rozumiał dlaczego, ale pragnął zobaczyć go pogrążonego w całkowitej rozpaczy. Dlatego też przerwał ciszę: - Jaki on jest? - Kto? - zaskoczony Kyon nie bardzo wiedział, o co Koizumi go pyta. - Ten drugi... - prychnął - ja. Kyon nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć, spuścił więc tylko spuścił głowę, milcząc. - Po twojej reakcji wnioskuję, że jest zupełnie inny. - podszedł i złapał go za brodę, zmuszając do spojrzenia na siebie. Uśmiechnął się ze złośliwą satysfakcją, widząc zdezorientowanie, niepewność i smutek w jego oczach. - Nie... nie aż tak... bardzo... - Kyon wydusił z siebie, uciekając wzrokiem przed jego spojrzeniem - To tylko szczegóły. - mówił po cichu - Tylko drobne szczegóły. I to jest najgorsze. Koizumi gniewnie ściągnął brwi i popchnął go na ścianę: - Najgorsze? Najgorsze?! - podniósł głos - Najgorsze jest to, że pojawiasz się znikąd i burzysz cały mój poukładany świat! Suzumiya-san jest teraz tobą wręcz niezdrowo zainteresowana, a mi wmawiasz, że nie jestem mną. Jeśli nie jestem sobą, to kim? Negujesz moją egzystencję? Mówisz, że nie powinienem istnieć?! - Kyon szeroko otworzył oczy, w których malowało się przerażenie. Nigdy, przenigdy nie widział zdenerwowanego Koizumiego, a co dopiero mówić o takim wybuchu złości. - K-koizumi... Ja nie... - Kim dla ciebie jest Koizumi Itsuki? Kim on jest, że ja nie mogę być nim? Przecież ja jestem Koizumi Itsuki! - Koizumi pochylał się nad nim tak nisko, że niemal stykali się nosami. Wzdrygnął się zaskoczony, gdy zobaczył swoje własne odbicie w oczach Kyona. Szeroko otwartych oczach, które mówiły mu więcej, niż usta, które tylko bezgłośnie otwierały się i zamykały. Nie miał pojęcia, dlaczego pochylił się jeszcze trochę, łącząc ich usta w silnym, pozbawionym jakiejkolwiek delikatności, pocałunku. Nie zwrócił uwagi na to, jak Kyon mocno zaciska palce na rękawach jego marynarki, zignorował też to, że chłopak starał mu się wyrwać i odepchnąć go. Nie pozwolił mu na to. Odsuwając się tylko kilka centymetrów powiedział cichym głosem, w którym czaiła się jakby groźba - Jeśli uważasz, że nie jestem Koizumim, to pokażę ci, jak bardzo się mylisz, pokażę ci, jak bardzo prawdziwy jestem. - nie zwlekając popchnął go na łóżko i zawisł nad nim, szybko pozbawiając go koszuli, a później rozpinając rozporek jego spodni. W tym momencie Kyon przestał się buntować i wyrywać. Zdał sobie sprawę z tego, że było to kompletnie bez sensu, wiedział, że nie miał szans. Nie był też w stanie powtrzymać łez, które zaczęły napływać do jego oczu. - Koizumi, Koizumi, Koizumi, Koizumi... - zaczął nieświadomie powtarzać. Wtedy Koizumi przestał. Pochylił się i oparł czoło o jego ramię. - To nie mnie wołasz, prawda? Nie mnie... Bo ja nie jestem twoim Koizumim... - powiedział cicho i wstał, a później wyszedł do drugiego pokoju. Obaj nie zamienili ze sobą słowa aż do następnego dnia, gdy, wraz z Haruhi, Mikuru i Nagato znaleźli się w sali, gdzie w pierwotnym świecie Kyona znajdowała się SOS Brigade. Wtedy udawali, jakby poprzedniego dnia nic między nimi się nie wydarzyło. Koizumi zauważył tylko, że Kyon ucieka przed nim wzrokiem. A Kyon zwrócił uwagę na to, że uśmiech Koizumiego, który zawsze gościł na jego twarzy był wymuszony. Przestał myśleć o czymkolwiek innym, gdy na komputerze pojawiła się wiadomość od Nagato. Przepełniła go nadzieja, wiedział, że ma szansę na powrót do swojej prawdziwej rzeczywistości. Kyon powoli otworzył oczy i rozejrzał się dookoła. Leżał na łóżku szpitalnym, a niedaleko niego siedział Koizumi i obierał jabłka. Uśmiechnął się, gdy zobaczył, że chłopak się obudził. Kyon wiedział, że tym razem jest to prawdziwy, szczery uśmiech. - Och... w końcu się obudziłeś. - do jego uszu dotarł spokojny, ciepły głos. Kolejny raz nie mógł powstrzymać łez. Zdziwiony Koizumi zerwał się z fotela i podszedł do niego szybkim krokiem - Wszystko w porządku? - pochylił się nad nim, zabierając rękę, którą Kyon zasłonił twarz. Powoli, jakby bojaźliwie, otarł dłonią jego mokry policzek. Wtedy Kyon otworzył oczy i spojrzał wprost na niego. Wystarczył ułamek sekundy, żeby Koizumi pochylił się, lekko go całując, a kolejny ułamek sekundy później, Kyon zarzucił mu ręce na szyję i mocno przyciągnął do siebie. Nadine-sama 3/12/2011 13:31:43 [komentarzy 1] Komentuj Full House - Possessions & SlavesBezczelna autoreklama: na bipolar disorder nowa notka. O konwentach.Dzisiaj Durarara, ale w nieco innym podejściu. Co się stanie, gdy w jednym mieszkaniu upchniemy Shizuo, Izayę i ich (prawie) wszystkie osobowości alternatywne? Prawie wszystkie, ponieważ będzie Tsugaru, Psyche, Delic, Hibiya, Tsukishima i Hachimenropp, a Shitsuo i Sakurayę sobie podarowałam. Na wszelki wypadek dodam jeszcze, że to, że pojawia się Tsugaru, w ogóle nie znaczy, że opowiadanie ma jakikolwiek związek z Lovers & Liars. Muszę też zaznaczyć, że to pierwszy, ale nie ostatni raz, kiedy wykorzystam "Full House". Dodam jeszcze tylko, że to, co w pewnym momencie robią Shizuo i Delic zawsze mi się marzyło i wydaje mi się dość fascynujące (nie tylko ze względu na to, że to akurat ta dwójka). Pairing: powiedzmy, że Shizuo x Izaya w różnych konfiguracjach osobowościowych, oczywiście Durarara. Kolejne opowiadanie: 03.12.2011r Full House - Possessions & Slaves Shizuo miał dzisiaj zły dzień. Nawet bardzo zły dzień. Jedyne, o czym teraz myślał, to ciepły posiłek, gorąca kąpiel i łóżko. Tak, pójście spać było idealnym rozwiązaniem. Miał nadzieję, że mieszkająca z nim banda nie zakłóci tego planu na resztę dnia. Gdy otworzył drzwi, z kuchni wyszedł radośnie uśmiechający się Psyche w różowym fartuszku z falbankami. - Witaj z powrotem, Shizu-chan. W tym samym momencie z pomieszczenia na chwilę wyjrzał Tsugaru, w ciszy kiwając mu głową. - Mhm... wróciłem. - blondyn odburknął wyraźnie zmęczony i niezadowolony. - Obiad będzie za kilka minut. - z tymi słowami Psyche wrócił do kuchni, Shizuo zaś poszedł do salonu. Stanął jak wryty, gdy zobaczył, co się tam dzieje, a chwilę później rzucił się na Delica, który przygwoździł Izayę do kanapy i mocno go całował. Izaya już od dłuższego czasu zastanawiał się, dlaczego w ogóle pracuje w tym pokoju, zamiast pójść do siebie. Siedzącego w kącie Hachimenoroppiego nie zauważał, ponieważ ten jak zwykle nie zwracał na siebie uwagi, skupiony na czytaniu książki. Podobnie Tsukishima był znośny – po prostu siedział i wpatrywał się w Roppiego maślanym wzrokiem. Izaya zaśmiał się pod nosem, wyobrażając sobie Shizuo z taką miną. Większy problem stanowili Hibiya i Delic. Obaj byli wyjątkowo hałaśliwi, zwłaszcza teraz, kiedy, znowu, się kłócili. Hibiya wyzywał blondyna od wieśniaków, prostaków i plebsu, a Delic już nie wytrzymał i naśmiewał się z jego wyniosłej, książęcej postawy. - Phi! Nawet nie zasługujesz na niesamowitego mnie! - Hibiya rzucił zirytowanym tonem i ostentacyjnie odwrócił się, nawet nie spoglądając na blondyna - Rób sobie co chcesz. W tym momencie na twarzy blondyna pojawił się uśmiech godny Izayi: - Ależ oczywiście. To, co stało się później nastąpiło tak szybko, że Izaya nawet nie zdał sobie sprawy z tego, co się dzieje. Nagle został położony na kanapie, odległość między nim a blondynem drastycznie się zmniejszyła, a następne, co zarejestrował, to usta Delica na jego własnych i uparty język domagający się rozchylenia warg. Kilka sekund później do jego uszu dotarł wściekły ryk i, tak nagle, jak się pojawił, tak szybko ciężar Delica zniknął. Shizuo oczywiście nie zastanawiał się nad niczym, tylko, tak jak zawsze, dał się ponieść instynktowi. Z chęcią mordu w oczach rzucił się na Delica, łapiąc go za kołnierz koszuli i odciągając od Izayi. - Ach... Shizuo, wróciłeś? - Delic starał się zachować spokój, gdy odpowiedziało mu jedynie głuche, wściekłe warknięcie. Shizuo spojrzał na ciężko oddychającego Izayę, który zdezorientowany leżał na kanapie. - Delic. Nigdy. Więcej. Nie. Dotykaj. Tego. Co. Moje! - blondyn wycedził, ponownie przenosząc na niego swoje spojrzenie. Delic był pewien, że najbliższe kilka dni spędzi w szpitalu. Jakże się zdziwił, gdy zamiast pięści Shizuo na swoim policzku, poczuł, jak były barman wręcz miażdży jego usta własnymi, siłą pogłębiając pocałunek. Gdy początkowy szok minął, Delic nie był dłużny. Ich pocałunek nie należał do delikatnych pieszczot, była to zawzięta walka o dominację - gdy Shizuo mocno przygryzł jego wargę, Delic odwdzięczył się tym, samym, dodatkowo jeszcze wplatając palce we włosy Shizuo i mocno je na nich zaciskając. Shizuo syknął krótko i oparł kolano między udami Delica, popychając go do tyłu. Mimo lepszej techniki, Delic, jak zwykle, przegrał z Shizuo, w końcu tu nie chodziło o to, kto jest lepszy, tylko kto jest silniejszy. Po dłuższej chwili Shizuo odsunął od siebie Delica, złapał Izayę, zarzucił go sobie na ramię i wyszedł do jednej z sypialni. - Hooo, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że Shizuo może być taki zazdrosny. - Delic zaśmiał się, spoglądając na Hibiyę. Chłopak, wciąż cały czerwony na twarzy, wstał i szybko podszedł do Tsukishimy, który obserwował wcześniejsze przedstawienie szeroko otwartymi, przestraszonymi oczami. Blondyn wzdrygnął się, gdy Hibiya pojawił się obok niego, a po chwili cały zesztywniał, gdy ten na dłuższą chwilę zetknął ich usta. - Ha! Ja też tak mogę! - Hibiya wycelował palcem w Delica, po czym uciekł do swojego pokoju. Przetworzenie sytuacji zajęło zdzwionemu blondynowi dłuższą chwilę, ale szybko doszedł do siebie i ruszył za nim. W tym samym momencie Tsukishima, ze łzami w oczach, podszedł na kolanach do Hachimenroppiego i złapał go za rękaw. - Roppi-san, Roppi-san, to nie tak, ja nie chciałem! To Hibiya-san, Hibiya-san... - niewiele brakowało, żeby blondyn wybuchł płaczem. Hachimenroppi, nawet na niego nie spoglądając, przewrócił kartkę książki, którą czytał, a później poklepał Tsukishimę po głowie: - Mhm... Z kolei Tsugaru i Psyche stali w drzwiach do kuchni i obserwowali całą sytuację, od momentu, gdy usłyszeli wściekły krzyk Shizuo. - Nee, Tsu-chan... Widzisz, jakie z nich głupki? - Psyche zaśmiał się, przytulając się do ramienia blondyna. - Psyche... Dlaczego zaraz głupki? - Tsugaru westchnął. - No bo robią głupie rzeczy, Tsu-chan. I kto teraz będzie jadł obiad? - Nie martw się. Teraz się zmęczą, później będą głodni. - blondyn uśmiechnął się delikatnie i pocałował Psyche w czoło. Shizuo zatrzasnął za sobą drzwi, a później, niezbyt delikatnie, rzucił Izayę na łóżko: - Shizu-chan... Wątpię, żeby fakt, że to Delic mnie zaatakował wiele zmienił, prawda? - blondyn warknął tylko w odpowiedzi, po czym mocno go pocałował: - Nikt nie będzie dotykał tego, co moje. - w jego głosie słychać było groźbę. - Yay, Shizu-chan... Jaki zazdrosny i zaborczy. - Izaya zmrużył oczy i uśmiechnął się pod nosem. Chciał objąć Shizuo i przyciągnąć go do siebie, do kolejnego pocałunku, ale blondyn mu na to nie pozwolił, łapiąc jego nadgarstki lewą ręką i z łatwością przytrzymując je nad jego głową. - Dzisiaj będzie po mojemu. - wyszeptał mu do ucha, muskając je wargami, a później przygryzając. Wolną ręką podciągnął do góry jego ciemnoszarą koszulkę, odsłaniając blady tors, który zaraz zaczął pokrywać lekkimi pocałunkami. Gdy Izaya rozluźnił się na tyle, że zapomniał o tym, że jest skrępowany, Shizuo zamienił lekkie muśnięcia ust na przygryzanie, tak, że w niektórych miejscach nawet pokazała się krew. Za pierwszym razem Izaya wydał z siebie zaskoczony jęk, a później starał się uciec swoim ciałem przed Shizuo, ale ten był od niego o wiele silniejszy. Mimo wszystko blondynowi przeszkadzały jego ciągłe ruchy, więc odwrócił Izayę na brzuch, tak, że opierał się o niego całym ciałem. Ta pozycja irytowała Izayę jeszcze bardziej. Dopiero teraz dotarło do niego, że oprócz tych nieznośnych, drażniących pieszczot, Shizuo nie robił zupełnie nic. Mimo to ledwo już wytrzymywał, chcąc czegoś więcej, chcąc Shizuo. Uśmiechnął się sam do siebie i zaczął poruszać biodrami, prowokująco ocierając się o blondyna. - Nee~, Shizu-cha~an... - powiedział przyciszonym głosem, przeciągając samogłoski - Wystarczy, Shizu-chan... - mimo, że nie otrzymał odpowiedzi, Izaya wiedział, że dobrze zrobił, ponieważ czuł na swojej skórze, jak jego usta wyginają się w zadowolonym uśmiechu. Shizuo szybko pozbył się spodni i bielizny Izayi, swoje jedynie zsunął, a później od razu, bez wcześniejszego przygotowania, wszedł w niego jednym ruchem. Izaya głośno nabrał powietrza i mocno zacisnął palce na pościeli. Shizuo wciąż uśmiechał się z zadowoleniem. Izaya czuł to za każdym razem, gdy usta blondyna dotykały jego pleców lub karku. - Oi, Hibiya. - Delic bezgłośnie zamknął za sobą drzwi. Chłopak siedział na brzegu łóżka z nogą założoną na nogę. Nawet nie spoglądając na blondyna wysyczał: - Dla ciebie Hibiya-sama, prostaku. - dopiero teraz skierował na niego wzrok. W takich momentach Delic zawsze zastanawiał się, skąd u Hibiyi brało się czasami to zimne, władcze spojrzenie - I na kolana przede mną. - także ton jego głosu pozbawiony był wszelkich uczuć. Blondyn uniósł jedną brew, ale posłuchał. - "To będzie zabawne." - pomyślał, podchodząc do niego na kolanach - Hibiya-sama... - powiedział cicho, nie podnosząc głowy. - Hoo, czyżby w końcu udało mi się cię wytresować? - Hibiya oparł stopę o ramię blondyna. Delic nie zwlekając ani chwili, chwycił ją w dłonie i ucałował jej wierzch. Odsuwając się na kilka centymetrów uśmiechnął się pod nosem, czując, jak Hibiya lekko drży pod dotykiem jego dłoni i ust. Zachęcony zaczął obsypywać nagą stopę Hibiyi delikatnymi pocałunkami i muśnięciami języka, kierując się coraz wyżej. Zerknął na jego twarz, gdy był na wysokości jego kostki. Wiedział, że wygrał, kiedy zauważył, że Hibiya już ma bardzo zaczerwienione policzki i przymknięte oczy. Ale grał dalej, był pewien, że będzie warto. Dlatego też zaczął pieścić również drugą stopę chłopaka, najpierw gładząc ją palcami, a później przenosząc na nią usta. Wtedy usłyszał ciche: - Delic... - Tak, Hibiya-sama? - wciąż nie podnosił wzroku, nie przerywał też pieszczot. - Tutaj wystarczy... Więcej, Delic. - w tym momencie blondyn był niezwykle szczęśliwy, że potrafił nad sobą panować, w przeciwieństwie do Shizuo. Gdyby nie to, sam już nie wiedział, co by zrobił z tym chłopakiem. Przez głowę przebiegła mu myśl, żeby udawać, że nie wie, co znaczy "więcej", ale stwierdził, że na dzisiaj wystarczy już złośliwości. Po obiedzie Tsugaru usiadł na kanapie, a chwilę później na jego kolanach usadowił się Psyche. Blondyn czule go objął i znów pocałował w czoło, uwielbiał to robić, zwłaszcza, kiedy chłopak wtulał się w niego jeszcze bardziej. Przyjemna chwila relaksu nie trwała jednak zbyt długo, gdyż, niemal w tym samym momencie, z dwóch różnych sypialni, wyszło dwóch blondynów. Obaj mieli zmierzwione włosy i niedbale zapięte koszule. Jakby tego było mało, pierwszy odezwał się Delic: - Psyche-chan... - a drugi Shizuo: - ...obiad… Blondyni spojrzeli na siebie z gniewnie ściągniętymi brwiami i, ku ich jeszcze większej irytacji, powiedzieli w tym samym momencie: - Zjemy u siebie. - niewiele brakowało, by rzucili się sobie do gardeł, ale w pokoju rozległ się radosny śmiech Tsugaru. Rzadko można było coś takiego usłyszeć, więc nagle atmosfera całkowicie się rozluźniła. Psyche wstał i wyszedł do kuchni, skąd zawołał: - A Iza-chan i Hibi-chan? Stojący w drzwiach Delic odpowiedział: - Wezmę dla niego też, chociaż nie wiem, czy do jutra wystawi głowę spod kołdry. - Shizuo przewrócił oczami, zirytowany jego uśmieszkiem. - Shizu-chan, a Iza-chan? - Jak chce, to niech sam sobie... - nie zdążył dokończyć, gdyż z sypialni rozległo się głośne: - Shizu-chaaaaaaan, przynieś mi obiad. Sam nie wezmę, przez ciebie nie mogę nawet wstaaaaaać. Psyche zaśmiał się pod nosem, widząc, że teraz to Delic jest zirytowany. Gdy obaj wyszli z kuchni, a chłopak wrócił do Tsugaru, powtórzył znowu: - Tsu-chan, to naprawdę są głupki... - i zaśmiał się radośnie. Nadine-sama 19/11/2011 15:45:31 [komentarzy 2] Komentuj It's raining, manZawsze chciałam napisać coś z tym pairingiem, ale nie miałam pomysłu. Zawsze chciałam napisać opowiadanie w tym stylu, ale nie wiedziałam, jak się za to zabrać. W końcu połączyłam oba swoje... pragnienia i wyszło właśnie to opowiadanie. I jestem z niego zadowolona.Na bipolar disorder notka na temat ostatnich "świąt". Pairing: Gray x Natsu, Fairy Tail Kolejne opowiadanie: 19.11.2011r It's raining, man - Nee, nee, ale Charles... - Lucy uśmiechnęła się pod nosem, widząc, jak Happy kolejny raz stara się przypodobać białej kotce. - Ale oni są uparci, prawda Wendy? - powiedziała teatralnym tonem, nachylając się jej do ucha. Dziewczynka tylko przytaknęła, załamując ręce. - Lucy-san, a gdzie jest Natsu-san? To dziwne, że nie są razem. - Hm... Jakby się tak zastanowić, to nie tylko Natsu zaginął. Nie widać też nigdzie Graya. I Juvii. Jest późno, więc może wrócili już do siebie? Ja też będę się zbierać. - blondynka powoli wstała i owinęła się płaszczem. Ostatnimi dniami pogoda nie należała do najlepszych, a w powietrzu wisiał ciężki deszcz. Jak na zawołanie, zaraz po tym, gdy wyszła na zewnątrz, spadły pierwsze krople. Na szczęście nie zepsuło to jej dobrego humoru, ponieważ spodziewając się deszczu, Lucy miała przy sobie parasol. Nie zdążyła dojść daleko, gdy zobaczyła dobrze znaną jej postać. Juvia stała tyłem do niej i wychylała się zza rogu, jakby kogoś uważnie obserwując, starając się pozostać niezauważoną. Lucy bez namysłu podeszła do niej i klepnęła w ramię: - Juvia jest bardzo zajęta. Proszę nie przeszkadzać Juvii. Juvia chce się dowiedzieć, gdzie ostatnio znika Gray-sama. Słysząc to, blondynka tylko przewróciła oczami: - Nie łatwiej byłoby go po prostu zapytać? - na to już Juvia nie odpowiedziała, jedynie mocno się zaczerwieniła i wróciła do obserwowania Graya. Po chwili ciszy, nagle się odwróciła: - Juvia już wie! Lucy-san idzie tam, gdzie Gray-sama, więc ona pewnie, pewnie... - aż się zapowietrzyła. Lucy z kolei ciężko westchnęła i kolejny raz zaczęła jej tłumaczyć, że nic jej z Grayem nie łączy. Oczywiście nic z tego do Juvii nie docierało, ale blondynka czuła się z tym jakoś lepiej. Gdy skończyła swój monolog, nieco zainteresowana, wyjrzała zza rogu. Zobaczyła stojącego nieopodal Graya, który wyraźnie na kogoś czekał. Po dość długiej chwili napięcia, obie dziewczyny uniosły brwi w zadziwieniu, widząc, że z naprzeciwka nadchodzi Natsu. Jakby tego było mało, nie nawiązała się między nimi żadna kłótnia, zamiast tego zaczęli gdzieś razem iść. - Dziwne, dziwne, bardzo dziwne... - Lucy wymamrotała pod nosem. Juvia z kolei rzucała jakieś zirytowane przekleństwa w kierunku Natsu, niemal natychmiast ruszając za nimi. Blondynka, pchnięta ciekawością, postanowiła jej towarzyszyć. Niezbyt często można było zobaczyć, jak Gray i Natsu się nie kłócą. Spokojna atmosfera pomiędzy magami była jednak jedyną anomalią. Gdy Lucy chciała już zrezygnować, obaj gwałtownie skręcili w bramę jednego z budynków. To oczywiście wydało się Lucy podejrzane. Rzuciła okiem na Juvię, która wciąż posyłała Natsu mordercze spojrzenia. Ostrożnie, powoli, żeby pozostać niezauważone, wychyliły się zza rogu. Ledwo udało im się zauważyć, jak Natsu i Gray znikają za którymiś drzwiami. Ku radości Juvii, drzwi te nie zamknęły się za nimi, zostały wciąż lekko uchylone. Dziewczyna odetchnęła głęboko i zajrzała do środka. Lucy stanęła tuż za nią, również zaciekawiona tym, co może dziać się w pokoju. Aż wstrzymała oddech widząc, jak Gray przypiera Natsu do ściany i go... W ostatniej chwili zdążyła zasłonić usta Juvii i stłumić jej krzyk, na widok tego, jak Gray całuje Natsu. Sama Lucy kompletnie nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Zwłaszcza, kiedy zobaczyła, jak Gray, wciąż nie odrywając swoich ust od ust Natsu, jedną ręką opiera się o ścianę, a drugą wsuwa pod jego kamizelkę. Jakby tego było mało, Natsu zarzucił mu ręce na szyję, mocniej przyciągając go do siebie. - Nie wierzę... - Lucy wymamrotała nieświadomie, wciąż mocno trzymając Juvię, ale już nie zdając sobie z tego spawy. Założyłaby się o wszystkie swoje magiczne klucze, że Gray uśmiechnął się, gdy Natsu zaczął się o niego ocierać. Niedługo później po jej plecach przebiegł dreszcz, gdy do jej uszu zaczęły dobiegać ciche pojękiwania i pomruki. - Gray... pospiesz się... - blondynka nie mogła uwierzyć w to, że Natsu mógł brzmieć w taki sposób. W jego głosie czuć było błagalną prośbę, niecierpliwe ponaglenie i, przede wszystkim, niezaspokojone pożądanie. Głośno nabrała powietrza, gdy Gray wsunął dłoń w spodnie Natsu, na co ten westchnął z zadowoleniem. Całkiem straciła oddech, gdy niedługo później chłopak widocznie się spiął, mocno zaciskając palce na ramionach Graya, a następnie rozluźnił się z głośnym jękiem. Po krótkim momencie, który jej wydał się wiecznością, Gray pochylił się nad nim i powiedział mu coś na ucho, przy okazji lekko je przygryzając. Lucy szeroko otworzyła usta, gdy Natsu skinął głową i osunął się na kolana. Blondynka nagle jakby oprzytomniała, chwyciła Juvię za rękę i odciągnęła ją od drzwi, jakby od tego zależały losy świata. Gdy wyszły na zewnątrz, w ogóle nie zauważyły ogromnej ulewy. Każda z nich, powolnym, ociężałym krokiem, ruszyła w kierunku swojego mieszkania. Z kolei Gray i Natsu jeszcze przez długi, długi czas w ogóle nie zwracali uwagi na otaczających ich świat. Nadine-sama 5/11/2011 12:40:10 [komentarzy 0] Komentuj Lovers & Liars IIPamiętałam. Tym razem rozdział dzień wcześniej, ponieważ jutro i pojutrze będę na konwencie. Jeśli ktoś też wybiera się na JAPANicon w Poznaniu, może na mnie gdzieś tam wpaść.Druga i ostatnia część tego opowiadania. Pairing: Tsugaru/Shizuo x Izaya, Durarara Kolejne opowiadania: 05.11.2011r Lovers & Liars II - Hmmmh... - Izaya obudził się i przeciągnął, przerywając niespokojną drzemkę Tsugaru, w którą blondyn zapadł tuż przed świtem. - Izaya-san, dzień dobry. - Tsugaru uśmiechnął się delikatnie. Izaya odwzajemnił gest, chociaż Tsugaru był pewien, że nie był to szczery uśmiech - Śniadanie? - spytał, podnosząc się z łóżka, chociaż z góry znał już odpowiedź. - Nah, Tsu-chan, muszę wracać, praca czeka. Namie pewnie się złości, że jeszcze mnie nie ma. Znowu oskarży mnie o lenistwo. - zaśmiał się, kończąc się ubierać - Pa, Tsu-chan. - rzucił jeszcze w drzwiach, po czym wyszedł. W tym momencie Tsugaru był już pewien swojej decyzji. To była ich ostatnia wspólna noc. Wiedział, że nic z tego nie będzie, że, bez względu na to, co czuje do Izayi, nie stanie się dla niego "Shizu-chan". Z racji, że Tsugaru przyjechał do Tokio tylko na jakiś czas, żeby trochę zmienić otoczenie, miał bardzo dużo wolnego czasu. Teraz postanowił go wykorzystać, żeby dowiedzieć się, kim jest "Shizu-chan". Teoretycznie najłatwiej byłoby spytać Izayę, ale nie chciał tego robić, bo wiedział, że wynikłaby z tego bardzo krępująca sytuacja. Nie miał jednak pojęcia, jak zabrać się do tych poszukiwań. Dlatego też właściwie bez celu szedł przez Shinjuku, w końcu trafiając do Ikebukuro. Zrezygnowany przysiadł na murku, popijając napój w puszce, który kupił gdzieś po drodze. - Nee, nee, Yumacchi, patrz! Niemożliwe! Shizu-chan nie jest w stroju barmana! - gdzieś z oddali dobiegł go ożywiony, żeński głos. Szybko spojrzał w jego kierunku, gdy usłyszał "Shizu-chan". Zaraz później obok niego stała, nieco młodsza niż on, dziewczyna w ciemnym ubraniu. Wzdrygnął się, gdy pochyliła się, dokładnie przyglądając się jego twarzy - Yumacchi! To nie Shizu-Shizu! - wyprostowała się i odwróciła do swojego towarzysza, bardzo zdziwiona - Bardzo przepraszam, pomyliłam cię z kimś innym. - powiedziała jeszcze do Tsugaru, który wbił w nią równie zdziwione spojrzenie. Gdy Erika i Walker mieli już odejść, blondyn wstał i złapał dziewczynę za nadgarstek. Bez zastanowienia rzucił: - Kim jest Shizu-chan? Erika miała mieszane uczucia. Wydało jej się dziwne, że ktoś w Ikebukuro szukał informacji u przypadkowych przechodniów. Izaya był na tyle znany, że nawet przyjezdni wiedzieli, że jeżeli chcą się czegoś dowiedzieć, najlepiej będzie skontaktować się z nim. Oczywiście to, że nie byli świadomi konsekwencji kontaktowania się z nim, to inna sprawa, ale czym jest życie bez ryzyka? Po chwili jednak, widząc szczere, proszące spojrzenie blondyna postanowiła mu pomóc. Zwłaszcza, że pytał o Shizuo, więc nie musiała się martwić, że w jakikolwiek sposób mu zagrozi. Zwróciła uwagę na to, że jej rozmówca wyraźnie się zainteresował, kiedy wspomniany został Izaya. Od razu zauważyła, jak zmarszczył brwi, gdy powiedziała, że się nienawidzą, starają się zabić za każdym razem, gdy tylko się zobaczą. Cała sprawa bardzo ją zainteresowała, ale wolała się w to zbytnio nie mieszać. Jeszcze. Może później wyjdzie z tego coś ciekawego. - Yumacchi, jak myślisz? Może to jakiś dramatyczny trójkąt miłosny? - zaśmiała się, na co chłopak tylko pokręcił głową z politowaniem. Park w Ikebukuro był o tej porze bardzo spokojny. Erika powiedział Tsugaru, że bardzo często można spotkać tutaj Shizuo, więc blondyn postanowił, że dobrze byłoby tam pójść, skoro chce go znaleźć. Po drodze uważnie analizował wszystko, czego się dowiedział. Informacje były zwięzłe i sensowne, tworzyły spójną całość. Ale to, co wiedział Tsugaru nie bardzo pasowało mu do tego obrazka nienawiści. Chociaż gdy pomyślał o tym, jak Izaya oszukuje wszystkich dookoła, chowając przed nimi swoje prawdziwe "ja", odnalazł w tym zdecydowanie więcej sensu. Już na miejscu, rozejrzał się dookoła. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, gdy na jednej z ławek zobaczył blondyna ubranego w strój barmana. Podszedł do niego, pytając: - Heiwajima Shizuo-san? Shizuo nie był zadowolony z tego, że miał wolny dzień. Gdyby był z Tomem, miałby coś, co odciągnie jego uwagę. A tak siedział teraz na ławce w parku, trzymając w ustach niezapalonego papierosa i starając się myśleć o niczym. Odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy, skupiając się na przyjemnie ciepłych promieniach słońca. Wyprostował się i otworzył oczy, gdy usłyszał, nieco niepewne, ale bardzo spokojne: - Heiwajima Shizuo-san? Miał ochotę zignorować osobę, która przerwała mu tę chwilę spokoju, ale zmienił zdanie, gdy zobaczył, że naprzeciw niego stoi wysoki, bardzo do niego podobny blondyn. - Tak. - rzucił sucho, ledwo tłumiąc wściekłe warknięcie. Tsugaru nie zraził się, był przygotowany na podobną, a nawet gorszą reakcję, po tym, co powiedziała mu Erika. - Ja... Chciałem porozmawiać. - Shizuo w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami, zirytowany jego obecnością - Heiwajima-san, to ciebie Izaya-san nazywa Shizu-chan, prawda? - Tsugaru aż cofnął się dwa kroki, gdy Shizuo skierował na niego spojrzenie pełne nienawiści. Zaryzykował jeszcze, zadając kolejne pytanie - Izaya-san... Kim dla ciebie jest Izaya-san? - stoicki spokój nie opuszczał go nawet wtedy, gdy Shizuo wstał i podszedł do niego tak blisko, że niemal stykali się czołami. Były barman wściekle zmrużył oczy i warknął: - Nie mam pojęcia po co ci to, i nic mnie to właściwie nie obchodzi, ale jeżeli przeszkadzasz mi tylko dlatego, że masz ochotę na pogawędkę o tym dupku z kompleksem boga, to lepiej daruj sobie. Kim dla mnie jest? Jednym wielkim problemem i źródłem innych problemów. Nienawidzę go, nie mogę go znieść, chcę go zamordować własnymi rękoma. - bezwiednie zacisnął dłonie w pięści - I w ogóle nie obchodzi mnie co, z kim i gdzie robi po nocach. - odsunął się, ponownie siadając na ławkę, tym razem odpalając papierosa. Po mocnym zaciągnięciu się dodał jeszcze - Zadowolony? - Heiwajima-san, podobno znacie się od wielu lat, więc wydaje mi się, że powinieneś wiedzieć, że Izaya-san nigdy nie pokazuje po sobie tego, co naprawdę czuje. - Shizuo mruknął coś tylko niezrozumiale, a Tsugaru usiadł obok niego - Bez względu na to, jakie stwarza pozory, Izaya-san nie jest szczęśliwy. Właściwie powiedziałbym, że jest bardzo nieszczęśliwy. - I dobrze mu tak. - wyrwało się Shizuo, który tylko udawał, że nie zwraca na blondyna uwagi. - Heiwajima-san, co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że to wszystko przez ciebie? - Tsugaru przerwał, czekając na jakąkolwiek odpowiedź, ale tym razem Shizuo milczał - Izaya-san... Izaya-san umawia się tylko z blondynami. Blondynami wyższymi od niego, raczej dobrze zbudowanymi. I raz wyrwało mu się, że oczy powinny być niebieskie tylko zza niebieskich szkieł okularów. A gdy się zapomni w trakcie... w łóżku lub gdy śpi, zdarza mu się powtarzać "Shizu-chan". Heiwajima-san - Tsugaru skierował na Shizuo spokojne spojrzenie swoich niebieskich oczu - W takich momentach chyba nie mówi się o kimś, kogo się nienawidzi, prawda? W bardziej oczywisty sposób chyba nie można się zachowywać. Shizuo zaciągnął się ostatni raz, wyrzucając papierosa do stojącego obok kosza. - Dlaczego mi to mówisz? - w końcu się odezwał - Przecież idealnie pasujesz do opisu... ulubionego typu Izayi. Minus oczy. - skrzywił się, celowo zapominając o "Shizu-chan". - Heiwajima-san, ja chcę, żeby Izaya-san był szczęśliwy. Ze mną nie będzie, ponieważ "Shizu-chan" to nie ja. - po tych słowach Tsugaru wstał i odszedł, zostawiając Shizuo samego. Tym razem Izaya do niczego się nie zmuszał. Nie chciał spotkać się z Shizuo, więc unikał Ikebukuro jak ognia. Był w pełni świadom, że w końcu będzie musiał tam pójść, ponieważ będzie to miało negatywny wpływ na jego pracę, ale wciąż to odkładał: - Dzisiaj nie, może jutro. Jeśli nie jutro, to pojutrze. - powtarzał sobie dzień za dniem. Minęły już prawie dwa tygodnie, ale bez względu na to, jak długo myślał o tym, dlaczego Shizuo go pocałował, nie mógł dojść do żadnej sensownej konkluzji. Dodatkowo jeszcze, zupełnie nagle, zadzwonił do niego Tsugaru mówiąc, że wyjeżdża i najprawdopodobniej już nigdy się nie spotkają. Izaya nie był z tego zadowolony, ponieważ blondyn był dla niego idealnym partnerem. Może nawet zbyt idealnym. Nigdy mu się nie sprzeciwiał, spełniał jego zachcianki, zawsze miał dla niego czas i nigdy, nigdy nie był na niego zły, na jego twarzy nigdy nie pojawił się grymas nienawiści. Nie tak, jak ktoś, do kogo był tak bardzo podobny. Jego myśli zatoczyły kolejne koło, znów wracając do Shizuo. Zrezygnowany Izaya spuścił głowę, dotykając ust opuszkami palców, po czym westchnął ciężko: - Izaya, kogo ty chcesz oszukać? Siebie? Oszukasz wszystkich, tylko nie siebie... - zatrzymał się w pół kroku, gdy zobaczył, że obok drzwi do jego mieszkania stoi Shizuo - Shizu-chan... - wyrwało mu się cicho, zanim doszedł do siebie, postanawiając zignorować blondyna. Czuł się nieswojo pod jego uważnym spojrzeniem, gdy otwierał drzwi. - Izaya... - cały się spiął słysząc jego głos. Ale szybko przywdział jedną ze swoich masek. Z kpiącym uśmiechem odwrócił się w jego stronę i niemal wysyczał: - Shizu-chan... Stęskniłeś się? Brakuje ci mnie w Ikebukuro, mimo, że zawsze mnie stamtąd wypędzasz? - nie spodziewał się, że Shizuo wepchnie go do jego własnego mieszkania i przyprze do ściany. Gdy spojrzał w jego oczy nie zobaczył tak dobrze mu znanej wściekłości, a spokój i powagę. Poczuł się jeszcze dziwniej. - Nienawidzę cię. Tak cholernie cię nienawidzę. - szept Shizuo dźwięczał w jego uszach - Za wszystkie moje problemy, które powodowałeś, za to, że jesteś aroganckim dupkiem z kompleksem boga, za to, że chcesz kontrolować wszystko i wszystkich, za to, że wciąż udajesz i nie jesteś szczery z innymi i sobą, za to, że... za to... - Shizuo nie skończył wypowiadać swojej myśli, tylko pochylił się, całując Izayę, który tym razem go nie odepchnął. Zanim, niemal nieśmiało, uchylił usta, Shizuo, zupełnie inaczej niż poprzednio, delikatnie muskał je swoimi wargami, nie żądając, lecz wręcz błagając o pogłębienie pocałunku. Izaya zapomniał się, czując nikły zapach i smak papierosów Shizuo, który wręcz go odurzał. To właśnie blondyn przerwał pocałunek, nie odsuwając się jednak od niego, pochylając się nad nim tak, że dotykali się czołami. Uśmiechnął się lekko, zdając sobie sprawę z przyspieszonego oddechu Izayi. Opuścił jedną z rąk, którymi opierał się o ścianę, tuż obok jego głowy i powoli, zaczynając od jego ramienia, sunął aż do dłoni, gdzie splótł ich palce. Wciąż patrząc mu w oczy, wciąż szepcząc, spytał: - Chociaż raz, jeden jedyny, nie możesz być szczery? - Shizu-chan... - Izaya był w stanie wydusić z siebie tylko tyle, ale wolną ręką objął Shizuo za szyję i przytulił się do niego, opierając głowę o jego ramię. Blondyn uśmiechnął się, udając, że nie czuje, jak jego koszula robi się w tym miejscu wilgotna. Objął Izayę w pasie, całując czubek jego głowy. Teraz był pewien, że był to dobry pomysł. Od rozmowy z Tsugaru cały czas się wahał, bał się, że to kolejny z pomysłów Izayi, żeby uprzykrzyć mu życie. Coś jednak mówiło mu, że blondyn był z nim szczery, dlatego też zaryzykował. I nie żałował tego. Z rozmyślań wyrwał go Izaya, który podniósł głowę i pocałował go zachłannie. Niewiele czekając zaczął popychać Shizuo w kierunku sypialni, gdzie z kolei od razu pchnął go na łóżko. Blondyn uśmiechnął się jeszcze bardziej, gdy zdał sobie sprawę, jak bardzo Izaya jest zdesperowany. Z kolei Izayi cała ta sytuacja wydawała się surrealistyczna, ale mimo wszystko chciał skorzystać z niej jak najwięcej. Może to tylko ten jeden raz? Może w ten sposób Shizuo mści się za te wszystkie lata? Przestał o tym myśleć, gdy w końcu znaleźli się na łóżku. Wciąż zachłannie go całując, usiadł okrakiem na jego biodrach, wciąż się o niego ocierając, i szybkimi ruchami rozpiął kamizelkę i koszulę Shizuo, a później je ściągnął. W końcu oderwał się od jego ust, zsuwając się niżej i rozpinając mu spodnie. Uśmiechnął się do siebie, gdy zauważył, że uzyskał zadowalającą reakcję. Nie tracąc ani chwili dłużej, jakby bojąc się, że nagle Shizuo go odepchnie, rozmyśli się, zaczął pieścić go ustami. Zamruczał z zadowoleniem, gdy blondyn wplótł palce w jego włosy. Jęknął zaskoczony, gdy po dłuższej chwili Shizuo pociągnął go do góry, do kolejnego zachłannego pocałunku, w tym samym momencie mocno łapiąc jego pośladki. Izaya westchnął wprost w jego usta, znów zaczynając się o niego ocierać. Widząc i czując tak zdesperowanego Izayę, Shizuo sam tracił nad sobą kontrolę. Szybko ściągnął jego koszulkę, a później zmienił ich pozycję tak, że to teraz Izaya leżał pod nim. Chwilę napawał się tym widokiem, a później pozbył się jego spodni. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu dreszcz, gdy Izaya chwycił jego dłoń i zaczął, najpierw lizać, a później ssać jego palce, patrząc mu w oczy: - Shizu-chan... Shizu-chan... - jego głos brzmiał niemal błagalnie, Shizuo nie wytrzymał i zabrał dłoń, od razu wsuwając w niego dwa wilgotne palce, na co z ust Izayi wyrwał się wtedy niemy krzyk. Shizuo całował i przygryzał jego szyję i obojczyki, zostawiając czerwone ślady. - Shizu-chan... - Izaya wciąż powtarzał, tracąc oddech. Blondyn stwierdził, że jest wystarczająco przygotowany i wszedł w niego. Aż wstrzymał oddech, gdy Izaya zacisnął palce na jego ramionach, poddając się oszałamiającemu uczuciu gorąca, które szybko rozeszło się po całym jego ciele. Nie wytrzymali długo. Izaya doszedł szybko i głośno, pociągając za sobą Shizuo. Zanim blondyn ochłonął, Izaya zdążył już zasnąć. Położył się obok niego i odgarnął mu włosy z czoła, całując je później. Objął go i przysunął bliżej do siebie, gdy Izaya lekko uśmiechnął się przez sen, wtulając się w niego z cichym "Shizu-chan" na ustach. "Shizu-chan", którego teraz Shizuo nie zamieniłby na nic innego. Nadine-sama 21/10/2011 17:23:50 [komentarzy 3] Komentuj Lovers & Liars IDzisiaj pierwsza z dwóch części kolejnego opowiadania do Durarary. Z racji, że nie dało się (sensownie) podzielić inaczej, tym razem obie części będą dłuższe, niż poprzednio.Jeśli ktoś ma ochotę poczytać o stereotypie złej i groźnej pani z dziekanatu, zapraszam na bipolar disorder. Pairing: Tsugaru/Shizuo x Izaya, Durarara Kolejna część: 21.10.2011r (jeśli nie zapomnę, a jak nie, to dopiero 24.10 - w weekend wybieram się na JAPANicon w Poznaniu) Lovers & Liars I Dzień od samego początku nie zapowiadał się najlepiej. Shizuo zapomniał zasłonić okno, więc obudziły go promienie słońca, padające mu wprost na twarz. Jakby tego było mało, z niewiadomych mu przyczyn, w lodówce nie było już mleka, mimo, że był przekonany, że me jeszcze zapas. W dodatku na krześle wisiała zniszczona koszula, którą poprzedniego wieczoru pociął mu Izaya. Na samą myśl jego humor popsuł się jeszcze bardziej. Po wyjściu z domu Shizuo nie miał już problemów, ale nie cieszyłby się z tego, gdyby wiedział, że to tylko cisza przed burzą. Późnym wieczorem Tom powiedział, że muszą odwiedzić jeszcze jedno miejsce, ponieważ jeden z dłużników jest wyjątkowo kłopotliwy i chyba tylko Shizuo sobie z nim poradzi. I właśnie wtedy się zaczęło. Oczywiście Shizuo poradził sobie z klientem, ale nie o to chodziło. Chodziło o to, że znaleźli się w gay barze, a, po odebraniu pieniędzy, Tom zostawił go, idąc jeszcze na chwilę do właściciela lokalu, który był jego znajomym. Nie, żeby homoseksualiści przeszkadzali Shizuo. Skąd. Nie miał nic przeciwko. No chyba, że, tak, jak teraz, gapili się na niego, niemal śliniąc, z wyraźną chęcią zaciągnięcia do łóżka. Chociaż na kobiety zachowując się w ten sposób reagował identycznie, więc może jednak nie była to sprawa płci. Szeroko otworzył oczy, gdy zauważył, jak w jego kierunku zmierza mężczyzna, mający na sobie COŚ we wściekłych kolorach, teoretycznie pasujących do, zdaniem Shizuo przerażającego, ostrego makijażu. Ostentacyjnie odwrócił wzrok od mężczyzny, który kojarzył mu się z papugą. Miał nadzieję, że ten ominie go i podejdzie do baru, obok którego stał blondyn. Shizuo jednak szybko przestał o tym myśleć, gdy jego uwagę przykuło coś zupełnie innego - raczej drobna, szczupła sylwetka mężczyzny w przylegającym, ciemnym ubraniu, które wyglądało zadziwiająco normalnie w tym otoczeniu. Jednak nie chodziło tutaj o strój, a o ruchy tej osoby. Mężczyzna, a może nawet chłopak, poruszał się powoli, idealnie z rytmem głośnej muzyki, prowokująco tańcząc nad nogami siedzącego przed nim na krześle innego mężczyzny. Shizuo uważnie śledził wzorkiem każdy jego ruch. To, jak niemal niezauważalnie kołysał biodrami w przód i w tył, prawie ocierając się o uda swojego towarzysza. Zmrużył oczy, gdy czarnowłosy jedną rękę położył na jego ramieniu, a drugą wplótł w jasne włosy, pochylając się, a później... - Hooo... Czyżby nasz mały diabełek skradł kolejne serce? - Shizuo usłyszał niski, wyraźnie męski głos, który starał się imitować kobiecy sposób mówienia. Rzucił krótkie, zirytowane spojrzenie na przybysza, którym okazał się być wściekle kolorowy mężczyzna. Nic nie odpowiedział, ignorując go - Och... Ale spodobałbyś mu się... Bardzo, bardzo. - kontynuował, a Shizuo miał wrażenie, że ten rozbiera go wzrokiem - Takie cudowne ciało i blondyn... Zupełnie jak nasz mały diabełek lubi. Bawi się tylko z takimi. Shizuo musiał przyznać, że, bez względu na swoją płeć, "mały diabełek" był zdecydowanie atrakcyjny, a po takim przedstawieniu, Shizuo obojętne było, czy miałby do czynienia z kobietą czy z mężczyzną. Obiekt jego zainteresowania właśnie przestał tańczyć i powiedział coś towarzyszowi do ucha, po czym obaj skierowali się w stronę baru, w stronę Shizuo. Gdy się odwrócili, blondyn nie mógł uwierzyć własnym oczom, starał się wyprzeć tę informację całym swoim umysłem, ale nie mógł. Izaya. Izaya. Izaya. To był Izaya. Shizuo nie poczuł zwykłej wściekłości, po prostu stał, zszokowany tym, co właśnie się stało. Izaya bawił się dzisiaj świetnie. Uwielbiał takie dni jak ten, zwłaszcza, że miał dobre towarzystwo. Nabrał ochoty na alkohol, więc namówił swojego partnera na przejście się do baru. Gdy był już prawie przy nim, zauważył coś, co mu się zdecydowanie nie spodobało. Wysoki, przystojny blondyn w stroju barmana, który jednak na pewno tu nie pracował. Stanął jak wryty, odwzajemniając zszokowane spojrzenie. - Shizu-chan... - wymamrotał z niedowierzaniem, mając ochotę uciec. Nagle poczuł dłoń na ramieniu i ciepły oddech na uchu. - Izaya-san, coś nie tak? - to przywróciło go do rzeczywistości. Odwrócił się do niego, jak zwykle chowając się za jedną ze swoich masek. Tym razem był to dwuznaczny uśmiech: - Ależ skąd, Tsu-chan. Wszystko w porządku. Ale straciłem ochotę na drinka. Za to nabrałem jej na coś zupełnie innego. - powiedział, lekko mrużąc oczy i oblizując wargi. Tsugaru zrozumiał aluzję i na jego spokojnej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Jednak "wszystko w porządku" Izayi nie do końca go przekonało i, zanim poszedł za nim do wyjścia, spojrzał w stronę baru, gdzie zauważył blondyna, który też uważnie mu się przyglądał. Shizuo nie wiedział, jak zareagować, gdy ich spojrzenia się spotkały. Nie był pewien, ale miał wrażenie, że Izaya wręcz spanikował na jego widok. Aczkolwiek wydało mu się to absurdalne. "Ten cholerny drań i panika? Niemożliwe." Chwilę później zwrócił uwagę na towarzyszącego mu mężczyznę. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy zauważył, jak bardzo jest do niego podobny. Przy takim oświetleniu ktoś mógłby łatwo pomylić go z Shizuo. Różnili się jedynie strojem, tamten miał na sobie jeansy i białą koszulę z niebieskim wzorem. Shizuo zmarszczył brwi, gdy ich spojrzenia spotkały się po tym, jak Izaya odszedł w kierunku wyjścia. Tsugaru może nie znał Izayi zbyt długo, ale dobrze wiedział, że ten zazwyczaj chowa się za przeróżnymi maskami, udając kogoś, kim w rzeczywistości nie jest, fałszując uczucia i naginając prawdę do swoich korzyści. O ile nie zajmował się handlem informacjami. Oczywiście wtedy też zdarzało mu się manipulować klientami, ale fakty były najważniejsze. Dopiero podczas seksu lub gdy spał, Izaya pokazywał swoje prawdziwe oblicze. Dlatego też myśl o blondynie, którego widzieli wcześniej nie dawała Tsugaru spokoju. Izaya dziwnie na niego zareagował, a ponadto, gdy w końcu znaleźli się w łóżku, też zachowywał się inaczej niż zwykle. Teraz Tsugaru przyglądał się jego śpiącej twarzy, odgarniając niesforne, czarne kosmyki z jego czoła. Mimo, że nie powinien, bo "to nie związek, nie ma tu miłości", poczuł się zraniony, gdy Izaya wymamrotał przez sen: - Shizu-chan... Minęło kilka dni od tego wydarzenia, a Shizuo wciąż nie mógł zapomnieć, tego, co widział. Z tym, że taniec tej osoby, mimo, że była mężczyzną, podobał mu się zdecydowanie za bardzo, pogodził się jeszcze w momencie, gdy z uwagą śledził każdy ruch tej postaci. Gorzej jednak było z myślą, że to Izaya. Shizuo nigdy nie był zainteresowany mężczyznami, ale playboyem zmieniającym kobiety jak rękawiczki również nie był. Zwłaszcza, że zdecydowana większość ludzi słysząc "Heiwajima Shizuo" traciła ochotę na jakiekolwiek znajomości, nie mówiąc już o tych bliższych. Oczywiście były jeszcze prostytutki, ale Shizuo niezbyt za nimi przepadał, ponieważ uwielbiały naciągać klientów, a i po takim "biznes seksie" czuł się trochę pusty w środku. Wracając myślami do Izayi, Shizuo rozpamiętywał różne sytuacje z jego osobą. Dopiero teraz dotarło do niego, że jego śmiertelny wróg rzeczywiście jest atrakcyjny. Może i był zbyt szczupły czy drobny jak na mężczyznę, ale miał w sobie "to coś", co przyciągało do niego ludzi. No i był przystojny, na co Shizuo wcześniej nigdy nie zwrócił większej uwagi, nienawidząc jego uśmieszku, który doprowadzał go do szału. Wtedy przypomniał sobie, jak Izaya uśmiechał się do tamtego blondyna i pomyślał, że chciałby, żeby ten uśmiech był skierowany w jego stronę. Gdy sens tej myśli dotarł do niego, uderzył pięścią w najbliższą ścianę i warknął wściekle. Idący obok niego Tom aż podskoczył z zaskoczenia. - Shi-shizuo... Spokojnie... - powiedział do niego. Zauważył, że z blondynem od kilku dni coś jest nie tak, jest raczej poddenerwowany, zdecydowanie bardziej, niż zwykle, i wciąż usilnie nad czymś myśli. - Ach... Tom-san, przepraszam. - Shizuo szczerze mu odpowiedział i spuścił głowę. Tom cicho się zaśmiał, w takich chwilach blondyn przypominał mu winnego szczeniaczka. Bez względu na to, co myśleli wszyscy inni, Tom wiedział, że Shizuo wcale nie jest żadną straszliwą bestią Ikebukuro. Dlatego też często się o niego martwił. To, że Shizuo nigdy nie mówił mu o swoich problemach, nic nie znaczyło, Tom wyczuwał je w zmianach jego nastroju. Zawsze chciał mu pomóc, ale nigdy nie wiedział, jak. Tom ciężko westchnął i spojrzał przed siebie. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu zimny dreszcz, gdy zobaczył, że niedaleko stoi Izaya. Znów przeniósł wzrok na Shizuo, tym razem zaniepokojony z zupełnie innego powodu. Zdziwił się, gdy blondyn jeszcze nie ruszył, by znów starać się zamordować handlarza informacjami. Przez dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem, aż Izaya odwrócił się i powoli zaczął odchodzić. Dopiero w tym momencie Shizuo krzyknął: - Izaya! - chociaż w jego głosie nie było wściekłości. Ten z kolei nie odwrócił się, tylko przyspieszył, na co blondyn szybko poszedł za nim. - No to się zaczęło. - powiedział pozostawiony sam sobie Tom. Shizuo szybko dogonił Izayę i złapał go za ramię, przypierając do ściany. - Yaa, Shizu-chan, dzisiaj niczym we mnie nie rzucasz? - czarnowłosy powiedział prowokująco. Shizuo uważnie przyglądał mu się dłuższą chwilę, zdając sobie sprawę, że jego uśmieszek już go nawet tak bardzo nie irytuje. Chociaż wciąż wolałby tamten uśmiech - Shizu-chan? - w tym momencie blondyn niewiele myśląc pochylił się i pocałował go. Mocno i pożądliwie. Izaya nie miał zbyt dużej ochoty pojawiać się w Ikebukuro, ponieważ nie chciał natknąć się na Shizuo. Ale praca, to praca, a on, jako najlepszy informator nie mógł sobie pozwolić na to, żeby ją zaniedbać. Był dość szczęśliwy, gdy przez cały dzień nie natknął się na blondyna. Już miał wracać do siebie, do Shinjuku, gdy zauważył go niedaleko. Chciał uciec niezauważony, ale mu się to nie udało. Spodziewał się, że Shizuo, tak, jak zawsze rzuci się w jego kierunku, bez względu na wszystko, ale on po prostu stał, patrząc na niego. Izaya źle się z tym czuł, więc odwrócił się, powoli odchodząc. Wiedział, że powinien rzucić jakiś złośliwy komentarz, ale w ogóle nie miał na to ochoty. Wzdrygnął się i przyspieszył kroku, gdy usłyszał jak Shizuo go woła. Bez wściekłości w głosie. Bez wściekłości. To spowodowało, że poczuł się jeszcze bardziej nieswojo, ale postanowił w ogóle nie reagować. Okazało się to błędem, gdy poczuł, jak Shizuo łapie go za ramię i przypiera do ściany. Niewiele myśląc, Izaya rzucił jakąś złośliwość, która, ku jego zdziwieniu, została zignorowana. Shizuo tylko uważnie, z powagą na twarzy, przyglądał mu się. - Shizu-chan? - powiedział zbity z tropu, a wtedy Shizuo pochylił się i pocałował go. Najpierw Izaya cały zesztywniał, ale za chwilę uległ pokusie. Przez jego umysł przebiegła myśl, że każdy poddałby się, czując te usta i język na swoich wargach, wręcz żądające pogłębienia pocałunku. Natychmiast poczuł smak papierosów, które palił Shizuo, i zwrócił uwagę na to, że ich nikły zapach unosi się dookoła niego. Tak, jak normalnie tego nienawidził, tak teraz w ogóle mu to nie przeszkadzało. Gdy po kilku sekundach dotarło do niego, co właśnie robi, odepchnął od siebie blondyna, przy okazji szybko dobywając noża i rozcinając jego policzek. Zaskoczony Shizuo przyglądał mu się, dotykając krwawiącej rany. Izaya nie miał zamiaru kiedykolwiek wspominać ostatniego spotkania, ale w tym momencie wydało mu się to idealnym sposobem na zirytowanie go. Chciał go rozwścieczyć. Chciał, żeby gonił go zaułkami Ikebukuro i groził mu śmiercią. Chciał, żeby wszystko było normalne. - Arara... Shizu-chan... Czyżby atmosfera gay baru ci się udzieliła i nagle zainteresowałeś się mężczyznami? Och... A może zawsze byłeś, tylko tak skrzętnie to ukrywałeś, że nawet ja, wspaniały informator o tym nie wiedziałem? - nic. Zupełnie nic. Zero reakcji. Nie tylko takiej, jakiej oczekiwał, ale nawet jakiejkolwiek innej. Nie zniósł tego. Nie mógł, nie był w stanie. Przeklął pod nosem i rzucił się do ucieczki, mając nadzieję, że skoro Shizuo zachowuje się inaczej, niż zwykle, również nie będzie go gonił. Tym razem miał rację. Tsugaru właśnie szykował sobie kolację, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Ledwo gdy je otworzył, poczuł, jak ktoś popycha go na ścianę, zatrzaskuje za sobą drzwi i natychmiast go całuje. - Izaya-san... - odsunął go od siebie zdziwiony. Fakt, to zazwyczaj Izaya inicjował ich spotkania, ale nigdy nie robił tego w taki sposób. Zawsze wcześniej się umawiali, nawet, jeżeli Izaya miał ochotę na spontaniczny seks, to dzwonił do niego kilka minut wcześniej. - Tsu-chan... - w jego głosie słychać było niemal desperację, gdy skierował na niego błagalne spojrzenie. Tsugaru nie mógł odmówić. Wiedział, że nie powinien, bo źle się to dla niego skończy, ale zaczynał coś do niego czuć. Nawet nie tyle, co zaczynał, on już coś do niego czuł. Przez całe jego ciało przebiegł dreszcz, gdy Izaya, na nic nie czekając od razu rozpiął mu spodnie i zsunął je nieco, najpierw pieszcząc go ręka, a chwilę później osuwając się na kolana i biorąc go do ust. Izaya nie robił tego często, więc to była kolejna rzecz, która dała Tsugaru do myślenia. Tylko, że teraz w ogóle nie mógł się na tym skupić. Oparł się plecami o ścianę, poddając się ogarniającej go fali przyjemności. Niedługo później przenieśli się do łóżka. Izaya cały czas starał się utrzymać kontrolę, ale z czasem przychodziło mu to coraz trudniej. W końcu leżał pod Tsugaru, głośno jęcząc i tracąc oddech. Blondyn czuł już, że jest blisko, gdy całe jego ciało drżało jeszcze bardziej. O mało cały nie zesztywniał w bezruchu, gdy Izaya doszedł, cicho powtarzając: - Shizu-chan, Shizu-chan... - a z jego oczu potoczyło się kilka łez. Tsugaru zacisnął zęby, udając, że nie słyszy. Tej nocy nie mógł zasnąć, tym razem ciepło drugiego, tulącego się do niego ciała nie relaksowało go tak, jak zawsze, tylko powodowało, że był jeszcze bardziej spięty. Gdy Izaya uciekł, Shizuo skierował się do swojego mieszkania. Powoli docierało do niego, co się stało. Nie mógł zrozumieć uczucia, które pojawiało się w nim na samą myśl o tym, że Izaya mógł uśmiechać się, dotykać, być kogokolwiek innego. Wiedział tylko, że to raczej nie miało zbyt wiele wspólnego z tym, że "to Heiwajima Shizuo będzie tym, który zabije Oriharę". Przecież to już nie chodzi o to, gdy w grę wchodzą pocałunki. Zamykając za sobą drzwi, Shizuo dotknął ust opuszkami palców. Przypomniał sobie, jak Izaya zesztywniał, a później odwzajemnił pocałunek, żeby za chwilę odepchnąć go od siebie i jeszcze zaatakować. Blondyn przeniósł dłoń na policzek, ścierając zaschniętą krew. Zastanawiał się, dlaczego Izaya nie odepchnął go od razu, tylko dopiero po tym, gdy rozchylił usta, pozwalając mu... - Argh... - zirytowany uderzył pięścią w szafkę i sięgnął do kieszeni po papierosy. Tej nocy starał się o tym nie myśleć, zwłaszcza, kiedy dotarło do niego, że Izaya mógł się zapomnieć, bo Shizuo był podobny do tamtego blondyna. Nadine-sama 8/10/2011 15:07:02 [komentarzy 2] Komentuj One night standDo Minu: Nie wiem, czy pojawią się jeszcze jakieś opowiadania z Katekyo, bo aktualnie nie mam pomysłów. Chociaż chciałabym napisać coś z Dino i Hibarim albo jakiś pairing z Byakuranem.Kolejny raz, bezwstydnie promuję swojego innego bloga. Zapraszam na bipolar disorder. Tak, jak obiecywałam - dzisiaj coś innego. Fanfik do mangi shounen ai i jej kontynuacji yaoi. Aczkolwiek tutaj bohaterami są postacie poboczne. Pierwotna wersja jest bez ostatniego akapitu, ale ta dwójka to chyba moje ulubione postacie z mangi, więc... Pairing: Isogai x Hiroto - Challengers, Koisuru Boukun. Kolejne opowiadanie: 08.10.2011r (miejmy nadzieję, że teraz studia nie będą się nade mną znęcać tak, jak rok temu). One night stand - Ale Angel-kun-! - Nie, nie, nie, nie, Hiroto, nie! Isogai usłyszał podniesione głosy, a chwilę później ktoś wybiegł z przejścia pomiędzy budynkami i wpadł na niego. Jęknął niezadowolony, bo nie dość, że się przewrócił, to jeszcze ten ktoś wylądował na nim. - Ach... Uch... Przepra... TY! - gdy postać podniosła wzrok i spojrzała na niego, jej nastrój od razu się zmienił. Isogai przewrócił oczami i zaśmiał się pod nosem. - Miło cię widzieć, Morinaga-kun. - powiedział najsłodszym głosem, na jaki było go stać w tym momencie. Morinaga z kolei podniósł się tak szybko, jak tylko mógł. - Ty, ty, ty... Co ty tu robisz?! Nawet nie próbuj zbliżyć się do senpai! - wycelował w niego palcem, a później odwrócił się na pięcie i odszedł. - Arara... Angel-kun się straszliwie zezłościł. Wszystko w porządku? - Isogai dopiero teraz zwrócił uwagę na drugiego mężczyznę, który pochylił się, wyciągając do niego rękę, pomagając mu wstać. - Mhm, myślę, że tak. - Isogai otrzepał się i spojrzał w stronę, w którą odszedł Morinaga - Czy do niego kiedykolwiek dotrze, że mnie Souichi nie interesuje? - westchnął ciężko, mamrocząc pod nosem. - Masz ochotę na drinka? - z zamyślenia wyrwał go Hiroto - To właściwie moja wina, że Angel-kun na ciebie wpadł. W dodatku widać, że nie ma zamiaru nawet przeprosić, więc... - Właściwie... czemu nie? - Ach! Więc to ty! Ten straszliwy, uparty rywal! - Hiroto zaśmiał się radośnie, na co Isogai tylko zmarszczył brwi. - Problem w tym, że tylko Morinaga tak myśli! - blondyn żywo gestykulował - I w ogóle, kto by go chciał? Przecież Souichi to psychopata! Chociaż mnie akurat się boi. - uśmiechnął się pod nosem z zadowoleniem. - Angel-kun jest uparty. Nic do niego nie dociera. - Hiroto wzruszył ramionami, ale za chwilę na jego twarzy pojawiło się zmartwienie - Czasami myślę, że to się może źle dla niego skończyć. - tym razem to Isogai wzruszył ramionami: - Jego sprawa, jego sprawa. - po czym spojrzał na zegarek - Uch... Będę musiał zbierać się do hotelu. - Hotelu? - Tak, jest tu gdzieś niedaleko. - Isogai wstał, powoli szykując się do wyjścia. - Ach... - Dzięki za towarzystwo dzisiaj. Wieczory w delegacjach są takie nudne, jeśli jest się samemu. - najpierw westchnął, a później uśmiechnął się lekko. - Ależ nie ma problemu, mi też było miło. - Hiroto odwzajemnił uśmiech. - Dobranoc. - Dobranoc... Ach! Isogai! - zawołał w ostatniej chwili. - Hm? - blondyn zatrzymał się w pół kroku, odwracając się w jego stronę. - Jeśli... Jeśli będziesz się jeszcze nudził i będziesz miał ochotę, zawsze możesz tu wpaść. - Jasne. - kiwnął głową, wychodząc - Gay bar, huh? - dodał pod nosem, będąc już na chodniku. Isogai właściwie nie miał zamiaru znów iść do tego baru, ale nuda wzięła górę. Stwierdził też, że pójście gdziekolwiek indziej nie zagwarantuje mu przecież dobrego towarzystwa. A Hiroto akurat był odpowiednim towarzyszem rozmowy dla niego. No i Isogai niespecjalnie przejmował się całą tą homoseksualną otoczką. Jakby mógł skoro Kurokawa był jego najlepszym przyjacielem? Może i poczuł się trochę nieswojo, gdy po wejściu duża część spojrzeń skierowała się na niego, ale nie pokazał tego po sobie. Tak, jak wczoraj, usiadł przy barze, opierając się o niego łokciem i podpierając głowę dłonią. Uśmiechnął się pod nosem, spoglądając na Hiroto, który jeszcze go nie zauważył, zajęty robieniem drinka dla jednego z klientów. W końcu jednak się odwrócił i szeroko uśmiechnął na jego widok. - Isogai! Nie spodziewałem się, że przyjdziesz. - Hm? Ach, właściwie nie miałem zamiaru, ale stwierdziłem, że co mi jednak szkodzi? - blondyn odpowiedział z rozbrajającą szczerością - W końcu nikt i tak się tu na mnie nie rzuci. - lekko wzruszył ramionami. - Huh? Ach... - na krótką chwilę mina Hiroto zrzedła - Więc ty nie...? - Ja? Nie... To tylko Morinaga tak myśli po całym tym zamieszaniu z karaoke. A przyjaźniąc się z Kurakawą przestałem na to wszystko zwracać uwagę. - Hiroto nic nie odpowiedział, więc po dłuższej chwili Isogai dodał jeszcze - To źle? Mam się stąd wynieść? - Nie, skąd... Czego się dziś napijesz, Isogai? Hiroto nie pokazał po sobie, że na początku przejął się tym, że Isogai nie jest gejem. Zresztą i tak szybko przestał, przecież wcale nie wymagał od niego związku, zadowoliłby się tylko jedną, wspólną nocą. No i przecież miał doświadczenie z takimi facetami. A Isogai wydał mu się łatwym celem, skoro, mimo wszystko, przyszedł tu ponownie. Jednak dwa dni później frustracja Hiroto powróciła. Bez względu na to, jak bardzo się starał w jakikolwiek sposób oczarować Isogaia, ten wydawał się być całkowicie odporny. Gdy kolejnej nocy blondyn wyszedł, wciąż zupełnie niezainteresowany, Hiroto, zamiast się poddać, postanowił zmienić taktykę. Jeśli formy pośrednie nie skutkowały, to czas na bezpośredni atak. Swoją frustrację i upór tłumaczył sobie tym, że przecież był w stanie zdobyć każdego, nawet jeśli był heteroseksualnym facetem. Pomijając oczywiście Morinagę, ale on sam jest beznadziejnym przypadkiem. Isogai, jak co wieczór, zastanawiał się, dlaczego tu właściwie wraca. Niezbyt często, nawet mimo dobrej atmosfery, zdarzało mu się iść ponownie do tego samego baru. A zwłaszcza kilka dni z rzędu. Porzucając jednak tę myśl, wszedł do środka. Zdziwił się, widząc Hiroto siedzącego przy barze, a nie stojącego za nim. Podszedł i usiadł obok, a zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Hiroto odezwał się pierwszy: - Och, Isogai! Już jesteś... Zastanawiałem się, czy będę długo czekał i czy w ogóle przyjdziesz. - uśmiechnął się do niego, lekko przykrzywiając głowę. - Eh? - Mam dzisiaj wolne, ale nie chciałem cię zostawić samego. - Ach... Reakcja Isogaia zdecydowanie zadowoliła Hiroto. Przez krótką chwilę spoglądał mu jeszcze w oczy, a później powoli odwrócił się, skupiając się na rurce, którą bawił się w pustej szklance po drinku. - Chcesz zostać tutaj, czy pójdziemy gdzieś indziej? - Hiroto przerwał ciszę, wyrywając towarzysza z zamyślenia. - Chodźmy, nie będziesz przecież pił w barze, w którym pracujesz. - Isogai wstał i mrugnął do niego okiem. Hiroto uśmiechnął się do siebie z zadowoleniem i poszedł za nim do wyjścia. Niedługo później zaczęli wręcz pielgrzymkę po przeróżnych barach. W żadnym nie spędzili zbyt wiele czasu, ale za to pili dość dużo. Właściwie ani Hiroto, ani Isogai, nie wiedzieli dokładnie, jak i kiedy znaleźli się w hotelowym pokoju blondyna. Isogai może nie miał żadnych ukrytych zamiarów, ale Hiroto wręcz przeciwnie. Dodatkowo jeszcze do tej pory wszystko szło po jego myśli. Obaj byli pod wpływem alkoholu, więc Hiroto wiedział, że wszystko pójdzie łatwiej, a w razie czego, następnego dnia wszystko będzie można zwalić właśnie na to, że do najtrzeźwiejszych nie należeli. Gdy tylko w zasięgu jego wzroku pojawiło się łóżku, Hiroto przystąpił do ataku. Isogai był od niego niewiele wyższy, więc z łatwością przyciągnął go do pocałunku. Początkowo blondyn cały zesztywniał, żeby po chwili go od siebie odepchnąć: - Hiroto. - rzucił ostro, spoglądając na niego ze ściągniętymi brwiami. Ale Hiroto tylko się uśmiechnął, a później zmrużył oczy, oblizując wargi. Był pewny siebie. Wiedział, że Isogai się podda. Wszyscy się poddawali. Dlatego też, nie czekając długo, pociągnął blondyna do kolejnego pocałunku. Tym razem nie został odepchnięty. Gdy znaleźli się już na łóżku, bez koszul, Hiroto uśmiechał się z zadowoleniem, widząc, że Isogai wcale nie jest bierny - złapał go za biodra, przyciągając do siebie i ocierając o niego. Hiroto niemal się zapomniał, gdy Isogai zsunął nieco dłonie, przenosząc je na jego pośladki. Dopiero, gdy chciał zmienić ich pozycję, Hiroto nie pozwolił mu na to, chcąc wciąż kontrolować sytuację. Zszedł niżej, rozpinając jego spodnie i zsuwając je, po czym nie czekając na nic, od razu zaczął pieścić go ustami i językiem. Niecierpliwiąc się, w międzyczasie pozbył się też reszty swojego ubrania i starannie przygotowywał się palcami. Nie mogąc już dłużej wytrzymać przestał, chcąc poczuć w sobie coś innego, niż tylko swoje palce. W tym momencie jednak jego kontrola nad sytuacją się skończyła, zanim zdążył zrobić cokolwiek, Isogai siłą zmienił ich pozycję i bez ostrzeżenia połączył ich usta w mocnym, pożądliwym pocałunku, w tym samym czasie wchodząc w niego. Hiroto pomyślał, że brak kontroli wcale nie jest taki zły. Hiroto obudził się nieco obolały, ale wypoczęty. Rozejrzał się dookoła, a po chwili dotarło do niego gdzie jest i co stało się poprzedniej nocy. Uśmiechnął się sam do siebie, przewracając się na drugi bok. Zdziwił się, gdy zobaczył, że łóżko jest puste. Usiadł i rozejrzał się ponownie. Dopiero teraz zwrócił uwagę na leżącą na szafce nocnej kartkę. Sięgnął po nią i przeczytał: W pracy. Dzisiaj wracam do domu. Isogai Z niedowierzaniem wpatrywał się w te kilka słów. Zgniótł karteczkę i rzucił gdzieś w kąt. Swoją złość i rozczarowanie tłumaczył sobie tym, że przecież to on zawsze wszystkich zostawiał, wychodził, gdy partner spał i znikał bez śladu. Przecież nie był Morinagą. Nie oczekiwał nic więcej, niż tylko jednej, wspólnej nocy. Przez cały następny tydzień Hiroto był zły na siebie. Mimo, że starał się o tym nie myśleć i zachowywać normalnie, nawet Morinaga, wciąż będąc w swoim małym świecie trudnej miłości do Tatsumiego, zauważył, że coś z nim jest nie tak. Zrzucił winę na przeziębienie, przeklinając się w duchu i zaczynając pilnować się jeszcze bardziej, niż zwykle. Nawet dobrze mu to wychodziło przez kolejnych kilka tygodni. Aż pewnego dnia, gdy wychodził z pracy do domu, ktoś przyparł go do ściany i pocałował. Hiroto zaczął się szarpać, chociaż nie mógł zbyt wiele zrobić, ponieważ napastnik mocno trzymał oba jego nadgarstki. Chwilę później szeroko otworzył oczy ze zdziwienia, widząc, kto przed nim stoi: - Isogai... - Cześć. Powinienem wpaść prędzej, powiedzieć cokolwiek, a nie tak tylko… ale takie zamieszanie było z tym przeniesieniem i przeprowadzką. Straszne, straszne. Kompletnie na nic czasu nie było. Głupio wyszło. - Isogai uśmiechnął się przepraszająco. - Huh? Przeniesienie? Przeprowadzka? O czym ty...? - Hiroto był zdezorientowany. - Hm... To ci nie mówiłem? Może nie, bo o pracy właściwie nie rozmawialiśmy. Zresztą... Kto by chciał? Ale do rzeczy, do rzeczy. - kontynuował, widząc jego niezadowolone spojrzenie - Przeniesienie, ponieważ teraz będę na stałe pracował w tutejszej siedzibie naszej firmy, bo i tak co chwilę musiałem tu przyjeżdżać. No to wiadomo, od razu też przeprowadzka, bo przecież muszę gdzieś mieszkać, nie? No chyba, że zaproponujesz wspólne mieszkanie u ciebie. Hiroto wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami, a po chwili zaczął nieskładnie, odwracając wzrok: - Ale... Dlaczego...? Bo ja... sam... Myślałem, że... Ty nie... - dopiero po chwili dotarło do niego, że w tym momencie słowami zbyt wiele nie przekaże. Dlatego też objął Isogaia za szyję i przyciągnął do kolejnego pocałunku. Nadine-sama 24/09/2011 11:16:42 [komentarzy 3] Komentuj Thin line VIZmieniłam nieco listę opowiadań. Fanfiki z Durarary są oddzielnie. Po pierwsze dlatego, że już jest ich dużo, a po drugie - będzie ich więcej.Dzisiaj ostatnia część Thin line, za dwa tygodnie inny fandom. Nawiązując jeszcze do poprzedniej części - w przypadku pourazowej utraty pamięci, gdy wspomnienia wracają, zazwyczaj to, co działo się pomiędzy zapomina się całkowicie lub pamięta niektóre fragmenty. Niezbyt często pamięta się zupełnie wszystko. Czyli tak, jak w przypadku Izayi. Pairing: Shizuo x Izaya - Durarara Kolejne opowiadanie: 24.09.2011r Thin line VI Shizuo nie zaczął dnia najlepiej. O mało nie zaspał do pracy, wybiegając z domu w pośpiechu nie zwrócił uwagi na zachmurzone niebo, przez co kilka minut później całkowicie przemókł, bo nie wziął parasola. W poprawie jego samopoczucia nie pomagali też dłużnicy, uciekając się do zmyślania rzewnych, teoretycznie wzbudzających współczucie wymówek, na temat tego, dlaczego nie mają pieniędzy. Tyle szczęścia, że po południu przestało padać. Idąc z Tomem przez Ikebukuro, mijał właśnie Russia Sushi. Aż się zatrzymał, gdy zobaczył, jak drzwi się otwierają i wychodzi uśmiechnięty Izaya, trzymając paczuszkę z sushi, zapewne ootoro, jak łatwo można było się domyślić. Gdy zauważył Shizuo też się zatrzymał, natychmiast przestając się uśmiechać. Niewiele by brakowało, a pokazałby po sobie jak bardzo jest zmieszany. Tom powoli odsunął się na bok, spodziewając się najpierw złośliwego komentarza informatora, następnie wybuchu złości Shizuo, a później kolejnej walki "na śmierć i życie". Jakie było jego zdziwienie, gdy Izaya rozejrzał się dookoła, a później bez słowa obrócił się na pięcie i zaczął uciekać. A Shizuo wciąż stał bez ruchu, wpatrując się tylko w stronę, w którą uciekł Izaya. Po dłuższej chwili odwrócił się do niego i spytał: - Tom-sam, idziemy dalej? Izaya zwolnił dopiero kilka przecznic dalej, gdy uświadomił sobie, że Shizuo go nie goni. Zdziwiony zatrzymał się całkowicie i usiadł na ławce w pobliskim parku. Z zadowoleniem stwierdził, że jego sushi jest całe i zaczął jeść. Palcami. Tak zawsze lepiej smakowało. Po dłuższym czasie, gdy nic już mu nie zostało oprócz delikatnego posmaku ootoro po jedzeniu, nie zauważył nawet, jak ktoś usiadł obok niego. - Więc w końcu pojawiłeś się w 'bukuro. I to tylko po to, żeby zajrzeć do Russia Sushi, a na mój widok od razu zacząć uciekać? Izaya zerwał się z ławki przestraszony, od razu łapiąc za nóż w kieszeni. - Och... Shizu-chan... Samotny? - Izaya nawet nie zdawał sobie sprawy, jak mało ironicznie zabrzmiał. - Co byś zrobił, gdybym ci powiedział, że tak? - Shizuo spojrzał mu prosto w oczy. Tym samym spojrzeniem jak prawie trzy tygodnie temu, gdy obudził się obok niego w łóżku. Po plecach Izayi przebiegł zimny dreszcz. Ta sytuacja zdecydowanie mu się nie podobała. Zwłaszcza, że nie był w stanie wymyślić żadnej odpowiedzi. Blondyn wstał i podszedł do niego. Izaya zrobił krok w tył i mocniej zacisnął palce na nożu - Izaya... - Shizuo powiedział cicho, wyciągając rękę w jego stronę. Zapominając o trzymanym ostrzu, Izaya zamknął oczy i skulił się w sobie, oczekując ciosu, który jednak nie nastąpił. Zamiast tego Shizuo delikatnie dotknął jego policzka, a później przesunął dłoń trochę niżej, na jego szyję. Czuł, jak Izaya drży pod opuszkami jego palców, wiedział, że to ze strachu, ale nie chciał o tym myśleć. Ze zdwojoną siłą dotarło do niego, jak bardzo mu tego brakowało. Zaśmiał się w duchu, kolejny raz przypominając sobie o tej cienkiej linii. Palce jednej ręki wplótł w jego miękkie włosy, a drugą objął go w pasie, przyciągając do siebie. Nie zwlekając dłużej pocałował go. Nie zraził się tym, że Izaya mocno zacisnął usta, delikatnie muskał je wargami i językiem, uspokajająco gładząc palcami kark i tył jego głowy. W końcu Izaya nie wytrzymał, wręcz nieśmiało rozchylając wargi. Wciąż się nie spiesząc, Shizuo pogłębił pocałunek. Teraz był pewien, że to było właśnie to, czego chciał. Bez względu na to, co mogli o tym myśleć inni, bez względu na to, co było kiedyś. Nie liczyła się burzliwa przeszłość. Liczyło się tu i teraz. To Shizuo przerwał pocałunek, nie odsuwając się jednak, tylko spoglądając Izayi w oczy. On z kolei, nie wiedząc, jak zareagować, pochylił się, opierając czoło o ramię Shizuo i chowając twarz. - Izaya, ja... - Shizuo zaczął miękkim szeptem, ale Izaya przerwał mu kręcąc głową: - Nie mów, nie mów tego. - powiedział ledwo słyszalnym głosem. Shizuo westchnął, ale posłusznie nic już więcej nie mówił. Izaya właściwie nie wiedział, jak się znaleźli w mieszkaniu Shizuo. Dotarło to do niego dopiero, gdy leżał na jego łóżku, a Shizuo pochylał się nad nim, przez krótką chwilę patrząc mu w oczy zanim kolejny raz go pocałował. Tym razem Izaya od razu rozchylił wargi, pozwalając na więcej. Mało tego, sam objął Shizuo za szyję, przyciągając go mocniej do siebie. W przeciwieństwie do poprzedniego razu, który pamiętał tylko blondyn, nie było żadnych gwałtownych, zachłannych ruchów. Gdyby Izaya był w stanie myśleć teraz o czymkolwiek, dziwiłby się temu, że bestia Ikebukuro może być tak delikatna. Shizuo się nie spieszył. Wiedział, że, w przeciwieństwie do niego, Izaya wciąż jest zdezorientowany i bał się, że w każdej chwili może po prostu spanikować, zmienić zdanie i uciec. A tego Shizuo by chyba nie wytrzymał. Nie przestając go całować, wsunął dłonie pod jego koszulkę. Delikatnie się uśmiechnął, gdy Izaya westchnął wprost w jego usta, wyraźnie nadstawiając się pod dotyk. Dodało mu to pewności siebie. Wciąż jednak się nie spieszył, powoli, na nowo odkrywając jego ciało. - Shizu-chan... - Izaya co jakiś czas nieświadomie powtarzał cichym głosem. Zasłonił usta dłonią, przygryzając jej wierzch, gdy Shizuo zsunął jego spodnie, dotykając go przez bieliznę. Blondyn znów się uśmiechnął i, wsuwając dłoń pod bieliznę, pochylił się, liżąc i całując spód jego dłoni. Sunął ustami po jego policzku, aż do ucha. Lekko łaskocząc je językiem powiedział: - Chcę cię słyszeć. - w tym samym momencie zwiększając intensywność pieszczot. Izaya, może posłusznie jego prośbie, może znów nieświadomie, jęknął. Robił to coraz częściej, gdy Shizuo zostawiał na jego skórze czerwone ślady, biegnące od lewej strony jego szyi, aż do prawego biodra. Samo słuchanie jego głosu doprowadzało Shizuo do szaleństwa, sam już ledwo nad sobą panował. Izaya od dłuższego czasu leżał pod nim nagi, gdy on sam pozbył się ledwie koszuli i rozpiął spodnie. Nie mogąc dłużej czekać, dość szybko, ale wciąż ostrożnie przygotował go palcami. Izaya zacisnął dłonie na jego ramionach, gdy w końcu wszedł w niego, przez dłuższą chwilę się nie ruszając, a później utrzymując stałe, wolne tempo. Nie wytrzymali zbyt długo, Izaya doszedł z głośnym "Shizu-chan", blondyn z kolei po cichu, znów mocno go całując. Po kilku minutach Izaya znów zaczął w miarę trzeźwo myśleć. Nie miał żadnego wytłumaczenia na to, co się właśnie stało. Ciężko było mu się pogodzić z tym, że gdzieś tam w środku był nawet szczęśliwy, że, paradoksalnie, czuł się bezpiecznie, leżąc w łóżku Shizuo i będąc przez niego mocno obejmowanym. Ale nie był sam, to paskudne uczucie pustki, które towarzyszyło mu od trzech tygodni zniknęło. Lekko wodził palcem po nadgarstku Shizuo, już nie bojąc się, że te silne ręce mogą go skrzywdzić: - Shizu-chan. - powiedział cicho, raczej bezwiednie. Wzdrygnął się, gdy blondyn musnął wargami jego kark, myślał, że ten już śpi. Przez jego ciało przebiegł przyjemny dreszcz, po tym, jak poczuł ciepły oddech za swoim uchem i usłyszał ciche, nieśmiałe: - Izaya... Izaya, kocham cię... Nic nie odpowiedział. Nie musiał. Wystarczyło, że zacisnął palce na jego dłoni i Shizuo wiedział. Wiedział, że mimo, że nigdy nie był uważany przez niego za człowieka był teraz dla niego ważniejszy, niż wszyscy ludzie razem wzięci. Nadine-sama 10/09/2011 15:22:44 [komentarzy 6] Komentuj Thin line VPrzypominam o bipolar disorder.Pairing: Shizuo x Izaya - Durarara Kolejna część: 10.09.2011r Thin line V Gdy Izaya się obudził, nie był zbyt zadowolony. Nie mógł sobie przypomnieć, co robił poprzedniego dnia, a uważał, że to najważniejsze, żeby zrozumieć, dlaczego bolą go wszystkie mięśnie i... - Że co?! - zerwał się do siadu, zauważając, że nie jest sam. Szybko rozejrzał się dookoła, sprawdzając, czy aby na pewno jest u siebie. Dopiero wtedy przyjrzał się swojemu towarzyszowi. Ogarnęło go niemal przerażenie, gdy dotarło do niego, że to Shizuo. Przestraszył się jeszcze bardziej, gdy uświadomił sobie, że obaj są nadzy - Niemożliwe, niemożliwe, niemożliwe... - powtarzał sam do siebie, starając się zrozumieć, co właściwie się stało. Zesztywniał, gdy jedyne, co sobie przypomniał to kilku podejrzanych mężczyzn, którzy otoczyli go w jakimś zaułku. Było ich zdecydowanie za dużo, żeby sam sobie poradził. Wzdrygnął się, gdy usłyszał szelest pościeli. Spojrzał na Shizuo, który właśnie się budził. Spodziewał się wybuchu złości, ale jakże się zdziwił, gdy nic takiego nie nastąpiło. Shizuo spoglądał na niego, a Izayę wręcz zszokowało to, że jego oczy o ciepłej, bursztynowej barwie mogą być tak spokojne. Nigdy zbytnio im się nie przyglądał, zwłaszcza, że zazwyczaj były ukryte za niebieskimi szkłami okularów, ale i tak spodziewał się czegoś zupełnie innego. Całe jego wcześniejsze wyobrażenie o Shizuo rozbiło się na drobne kawałki, gdy blondyn wyciągnął dłoń i pogładził go po policzku, prostując się. Izaya ledwo rejestrował co się dzieje, ale udało mu się w porę odsunąć, gdy Shizuo zbliżył się do niego, chcąc go pocałować. Dopiero wtedy do blondyna dotarło, że coś jest nie tak: - Izaya? Wszystko w porządku? - spytał z troską w głosie. Izaya kilkakrotnie otworzył i zamknął usta, nie wiedząc, co zrobić. Czuł się z tym bardzo niekomfortowo. Jak on, Orihara Izaya, mógł nie wiedzieć, co zrobić lub powiedzieć?! W końcu jednak nieco się opanował, choć w rzeczywistości w ogóle nie przypominało to opanowania: - Wynoś się stąd! Natychmiast się stąd wynoś, Shizu-chan! - wybuchł, niemal panicznie wymachując rękoma. Nie zwrócił uwagi na to, jak Shizuo szeroko otworzył oczy. Wstał szybko z łóżka, owijając się prześcieradłem, a później ruszył w kierunku łazienki. Aż się zatrzymał, gdy poczuł, jak coś spływa po jego udzie. Shizuo wpatrywał się w drzwi jeszcze długo po tym, jak zatrzasnęły się za Izayą. Shizuo powoli podniósł się z łóżka, zbierając swoje porozrzucane po całym pokoju ubrania. Szybko narzucił je na siebie, nie bawiąc się nawet w zapinanie kamizelki. Zabrał wszystkie swoje rzeczy i wyszedł, nie patrząc za siebie. Czuł się okropnie. Izaya wyszedł z łazienki po dwóch godzinach, które w całości spędził pod prysznicem. Z niemal obrzydzeniem spojrzał na łóżko, na którym wyraźnie było widać, że zeszłej nocy nie służyło tylko do spania. Szybko się ubrał i wyszedł do drugiego pokoju. Zobaczył, że jego koszulka leży na podłodze, przy wyjściu z kuchni. Niezadowolony zmarszczył nos, idąc w jej kierunku. Kolejna fala negatywnych emocji zalała go, gdy zobaczył panujący w niej bałagan. Zwrócił też uwagę na resztki leżącego na stole sushi. - Ootoro... - powiedział sam do siebie, nie mając jednak ochoty nawet ruszać go palcem. - Hej, hej, hej, co tam słychać, Shizuo-kun? - po drugiej stronie rozległ się radosny glos Shinry - Jak tam Orihara-kun? - w odpowiedzi otrzymał jedynie głuche warknięcie - Shizuo? Wszystko ok? - ton lekarza nabrał powagi. - Chyba odzyskał pamięć. Nie jestem pewien. Ale sądząc po jego reakcji dzisiaj rano, to tak. - Shizuo zakomunikował monotonnym głosem, po czym natychmiast się rozłączył. Nie chciał rozmawiać z Shinrą. Nie chciał rozmawiać z nikim. Chciał być sam. - Celty... chyba mamy problem... - Shinra odwrócił się do swojej ukochanej, tym razem wybierając numer Izayi. - Tak? - aż wzdrygnął się, gdy usłyszał niezadowolony głos informatora. - Uch... Um... Wszystko w porządku? - spytał. Miał wrażenie, że ostatnio nadużywa tego zdania. - Ależ oczywiście, że tak, miło, że pytasz! - Izaya rzucił sarkastycznie, wciąż nie panując nad sobą - Nie mam pojęcia, co się ostatnio działo, gdy spojrzałem w kalendarz zobaczyłem, że mam około dwutygodniową dziurę w pamięci, a w moim... - zaciął się - mieszkaniu jest ta cholerna bestia! Czy mógłbyś mi to z łaski swojej wytłumaczyć?! - Shinra znał go na tyle dobrze, że wiedział, że gdy Izaya okazuje aż tyle emocji, nie chowa się za swoimi maskami, jest nadzwyczajnie poruszony. Wiedział, że teraz wszystko trzeba jak najszybciej wyjaśnić. - Ok... Zaraz u ciebie będę. Tylko... Nie pozabijaliście się z Shizuo? - spytał jeszcze, na co odpowiedział mu już tylko głuchy sygnał zakończonego połączenia - Celty... Nie tylko mamy problem. Mamy ogromny problem. Shinra nie czuł się najlepiej pod ostrym spojrzeniem Izayi. Z tego wszystkiego nie wiedział, co powinien powiedzieć. W końcu jednak jakoś zaczął, a później poszło mu już z górki. Uważnie przyglądał się twarzy Izayi, ale ten już w całości panował nad sobą, więc nie zdradzał po sobie niczego. Słuchał, w ogóle nie odwracając spojrzenia od Shinry. Jego tłumaczenia wydały się Izayi dosyć sensowne. Rozumiał, że Shinra nie chciał go w swoim "miłosnym gniazdku" z Celty, mógł nawet, w nieco naciągany sposób, zgodzić się z tym, ze Shizuo był odpowiednią osobą, do przebywania z nim. Nie mógł jednak zrozumieć, dlaczego spali razem. Nago. Ba! Po bardzo intensywnym seksie, który zaczął się jeszcze w kuchni, i który wciąż przypominał o sobie zmęczeniem mięśni, czerwonymi śladami na szyi i lekkim bólem jego... Pokręcił głową nawet nie chcąc o tym myśleć. Zanim przyszedł Shinra zdążył wysprzątać kuchnię i pozbyć się pościeli, którą po prostu wyrzucił. Nawet nie myślał o jej praniu. Miał wrażenie, że nic to nie da. Zaraz po otrzymaniu wyjaśnień wyprosił Shinrę i usiadł w swoim ulubionym, obrotowym fotelu. Podkulił nogi i objął rękoma kolana, patrząc przez okno na pełne życia Shinjuku. Tak, jak ten widok zawsze go fascynował, tak teraz był mu kompletnie obojętny. Zaczął myśleć o tym, co mogło się dziać przez ostatnie dwa tygodnie. Shizuo nie mógł sobie znaleźć miejsca. Nawet w swoim mieszkaniu czuł się jak zwierzę zamknięte w klatce. Gdy w końcu położył się na łóżku, wpatrując się w jeden punkt na suficie, dotarło do niego, jak bardzo czuł się zraniony. Zraniony przez Izayę, swojego odwiecznego wroga. Powinno mu się to wydać niczym, zupełnie niczym, przecież Izaya już nie raz robił w jego życiu ogromny bałagan. - Ale nie taki... - powiedział cicho sam do siebie. Tak, jak wcześniej nie dopuszczał do siebie tych myśli, tak teraz uderzyły w niego ze zdwojoną siłą - Bo miłość i nienawiść dzieli cienka linia, co? - zamknął oczy, marząc o tym, żeby sen przyszedł jak najszybciej. Po długim czasie siedzenia na fotelu Izaya stwierdził, że najwyższy czas pójść spać. Wchodząc do sypialni czuł się trochę niepewnie. - Weź się w garść, cholera. - warknął, udając, że tak na prawdę nic go nie obchodzi. Położył się na łóżku, przykrywając świeżą pościelą. Przez długi czas leżał w bezruchu, gdy w końcu dotarło do niego, jakie jego łóżko jest ogromne, zimne i puste. - To śmieszne. - starał się odrzucić od siebie tę myśl, ale sen nie nadchodził. W końcu wstał z niezadowoleniem, chwycił leżący na krześle koc i przeniósł się na kanapę. Tutaj chociaż było mniej miejsca. - Shizu-chan... Co to wszystko znaczy? - powiedział nieświadomie, zaciskając palce na kocu. Kolejne dni mijały jakby cały świat żył gdzieś obok Shizuo. Tom znów się o niego martwił, ale wiedział, że nic z blondyna nie wyciągnie. Niedawno skończyli dzisiejsze ściąganie długów i właśnie wracali do biura. Gdzieś w alejce, którą mijali, rozległy się podekscytowane głosy: - Ha, ha, ha! Już prawie miesiąc nie ma go w biznesie. - Tak, tak! I dzięki temu interes się kręci! To był świetny pomysł. - Taaak, pozbycie się Orihary było idealnym pomysłem. Tom wzdrygnął się, gdy Shizuo nagle się zatrzymał. Przeraził się, gdy na niego spojrzał, już od bardzo, bardzo dawna nie widział go aż tak wściekłego, biła z niego wręcz chęć mordu. Nawet nie pomyślał o tym, żeby go powstrzymać, gdy ten skręcił w alejkę. Wyciągnął tylko telefon, od razu dzwoniąc po pogotowie, wiedząc, że właściciele, przed chwilą tak szczęśliwych, głosów skończą bardzo, bardzo źle. - Och, czemu zawdzięczam zaszczyt tej wizyty? - Izaya rzucił ironicznie, otwierając drzwi Celty. - [Shinra się o Ciebie martwi. Sam nie ma czasu, żeby wpaść, więc zrobiłam to ja.] - odpowiedziała jej cisza - [I... Wiesz może coś na temat tego, kto Cię zaatakował?] - Nieszczególnie mnie to interesuje. - Izaya powiedział z beztroską w głosie. Miał mieszane uczucia co do tej sprawy. Z jednej strony chciał się odegrać w swój typowy, okrutny sposób, ale z drugiej... Miało to związek także z Shizuo, a o tym wciąż nie chciał myśleć. - [Rozumiem... Więc pewnie nie wiesz, że dwa dni temu ci ludzie znaleźli się w szpitalu.] - Ooooh... - Izaya westchnął z udawanym współczuciem - Karma jest taka sprawiedliwa, nieprawdaż? - [To Shizuo...] - Co Shizu-chan? - zadowolony uśmieszek Izayi zbladł nieco, ale mężczyzna wciąż umiejętnie krył się za jedną z wielu swoich masek. - [To on ich tak urządził. Podobno natychmiast po tym, jak przypadkiem usłyszał, że to oni Cię zaatakowali.] - Oya... Celty-san, nie uważasz, że to dość nieprawdopodobne? Prędzej bym uwierzył, gdybyś powiedziała mi, że postawił im za to kolejkę. - Celty, gdyby mogła, westchnęłaby i pokręciła głową. - "Izaya jest zbyt uparty." - pomyślała, a później napisała - [Mów, co chcesz, ja wiem swoje. I uważam, że to ważna informacja.] - Nie uważasz, że ocenianie wartości informacji to moje zadanie? - Izaya odpowiedział z wyraźnym niezadowoleniem w głosie. Celty nie mówiąc już nic więcej wyszła, zostawiając go samego - Shizu-chan coś takiego? Dlaczego nie może być tak, jak było wcześniej?! - warknął, uderzając pięścią w stojącą obok szafkę. Zrezygnowany spojrzał na zegarek i stwierdził, że ma już dość wszystkiego jak na jeden dzień. Niedługo później, gotowy już do położenia się spać, stanął w drzwiach sypialni i zmierzył łóżko niezadowolonym spojrzeniem. A później wrócił do salonu, gdzie, tak jak codziennie, położył się na kanapie i przykrył kocem. Znów nie mógł zasnąć, tym razem nie tylko dlatego, że kanapa była niewygodna, czy przez, wcześniej mu nieznane, uczucie pustki czy samotności, ale dlatego, że nie mógł przestać myśleć o tym, czego dowiedział się od Celty. Nadine-sama 27/08/2011 11:48:00 [komentarzy 4] Komentuj Thin line IVNowa część dzień wcześniej, ponieważ jadę jutro nad morze. Mam nadzieję, że pogoda dopisze...Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to zapraszam na mojego nowego bloga: Bipolar disorder. Pairing: Shizuo x Izaya, Durarara. Kolejna część: 27.08.2011r Thin line IV Niedługo po tym, gdy Shizuo wyszedł bez słowa, Izaya przeniósł się do biurka, na którym stał jego komputer. Miał pewien problem z przypomnieniem sobie hasła, ale w końcu mu się udało. Z zainteresowaniem przeglądał nazwy plików. Z tego, co powiedziała mu Celty, dowiedział się, że jest handlarzem informacjami, więc większość odpowiedzi na jego pytania powinna znajdować się właśnie gdzieś tutaj. Zatrzymał się, gdy zauważył plik o nazwie: "Heiwajima Shizuo". Zwrócił uwagę na to, że jest to też jeden z największych plików z informacjami. Bez zastanowienia otworzył go i zaczął czytać. Zdziwił się, gdy zobaczył, że pierwsze wpisy dotyczą kilku lat wstecz, czasów, gdy jeszcze byli w szkole. Mimo, że miał sobie za złe, w jaki sposób to osiągnął, Shizuo cieszył się, że Izaya został w mieszkaniu. To, że nie chciał być z nim widziany w jakiejkolwiek innej sytuacji, niż morderczy pościg to jedna sprawa, ale chciał też być sam. Chciał trochę o tym wszystkim pomyśleć, chociaż wydawało mu się, że wiele to nie pomoże. Jedyne wnioski, do jakich doszedł to fakt, że aktualnie nie chcieli się zabić. Zastanawiał się także, czy nie dzieje się tak tylko dlatego, że Izaya nic nie pamięta. Odrzucił jednak tę myśl, biorąc po uwagę to, że on sam zachowywał się nie tak, jak powinien, jeszcze gdy Izaya był nieprzytomny. Wolał się nie zastanawiać, co to mogło znaczyć, wiedział, że kiedy zostanie to powiedziane lub chociaż pomyślane, nie będzie już dla niego odwrotu. I nawet, jeżeli teraz wszystko ułożyłoby się dobrze, nie miał pojęcia, co stałoby się, gdy Izaya odzyska pamięć. Shinra mówił, że tego typu sytuacje się zdarzają i wspomnienia zazwyczaj wracają. Tylko nigdy nie wiadomo, kiedy to się stanie. Może dziś, za tydzień, za kilka miesięcy lub jeszcze dłużej. Shizuo ciężko westchnął, stając przed apartamentowcem, w którym mieszkał Izaya. Gdy wszedł, zobaczył, że ten siedzi przed komputerem, z zainteresowaniem coś czytając. - Wróciłem. - rzucił pod nosem tak, że sam ledwo się usłyszał. Położył zakupy i portfel Izayi na stole w kuchni, a później stwierdził, że pójdzie do siebie. Nie będzie przecież cały czas chodził w jednej koszuli. Tak właśnie powiedział Izayi, który odpowiedział tylko skinieniem głowy. Shizuo zastanawiał się, czy wiadomość w ogóle dotarła do jego świadomości, ale stwierdził, że to właściwie nie jest jego problem. Gdy Shizuo znalazł się w końcu w swoim małym mieszkaniu poczuł się lepiej. Jego cztery ściany były dla niego swoistym azylem, miejscem, gdzie mógł być kompletnie sam. Powoli rozebrał się, nie dbając o to, gdzie kładł ubrania. Gdy został w samych spodniach wziął jeszcze z lodówki butelkę mleka, którą szybko wypił, a później poszedł pod prysznic. Ciepła, spływająca po jego ciele, woda przyjemnie go relaksowała, tak, że chociaż na chwilę mógł zapomnieć o wszystkich swoich problemach. Jednak wszystko to, co dobre, szybko się kończy. Wyszedł, owijając się jednym ręcznikiem w pasie, a drugim, mniejszym, niedbale wycierając włosy. Nie przejmując się tym, że wciąż jest mokry, otworzył szafę i zaczął wyciągać rzeczy, które mogłyby mu się przydać. Szykując ubrania, czuł, jakby pakował się na szkolną wycieczkę. Zaśmiał się sucho do tej myśli, przypominając sobie, jaką katastrofą skończyła się jedna z nich. Oczywiście nie byłoby problemu, gdyby nie Izaya, który oczywiście musiał go sprowokować. - Ciekawe, jaką katastrofą ta "wycieczka" się skończy... Mimo, że gotowy był już dużo wcześniej, Shizuo nie spieszył się zbytnio. Stwierdził, że Izaya sam sobie nie zrobi krzywdy, a godzina samotności mniej lub więcej mu nie zaszkodzi. Gdy przechodził obok Russia Sushi, został entuzjastycznie przywitany przez Simona: - Shi-zu-o! Jak miło cię widzieć! Wybierasz się gdzieś? Zjedz sushi! Sushi przed wycieczką dobre! - zaczął komentować, widząc sportową torbę, która niósł blondyn. Shizuo już miał mu odmówić, kiedy pomyślał, że sushi na kolację wcale nie będzie takim złym pomysłem. Wszedł więc do środka i zamówił odpowiednią, jego zdaniem, ilość dla nich dwóch. W ostatniej chwili dodał: - I jeszcze ootoro... Z racji, że Shizuo wziął ze sobą klucz, wszedł do mieszkania po cichu, nie, tak, jak miał w zwyczaju, wyważając drzwi. Wewnątrz panowała cisza, czasami przerywana kliknięciem myszki. Nic nie mówiąc wszedł do kuchni, gdzie zauważył, że zakupy, które wcześniej przyniósł leżały tak, jak je zostawił, w ogóle nieruszone. Ledwo nad sobą panując, powstrzymał wybuch gniewu i skierował się do ogromnego pokoju, który jednocześnie pełnił rolę salonu, biura i archiwum. Tam zobaczył Izayę, który był niemal przyklejony do monitora. Podszedł do niego, kładąc mu rękę na ramieniu, przez co zaskoczony Izaya aż podskoczył na swoim obrotowym fotelu: - Shizuo... - spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami. - Co ty robiłeś przez cały dzień? - Cały dzień? - zapytał zdziwiony. - Tak, cały dzień. - dopiero wtedy Izaya rozejrzał się dookoła i dotarło do niego, że za oknami powoli zaczyna robić się ciemno. - Niemożliwe... - powiedział cicho, znów spoglądając na ekran komputera. Lektura pliku o Shizuo, którą niedawno skończył, i zastanawianie się nad pewnymi szczegółami, tak go wciągnęły, że w ogóle nie zdawał sobie sprawy z upływu czasu. Ani z tego, jaki jest głodny. Właśnie w tym samym momencie głośno zaburczało mu w brzuchu. Nieco się zarumienił, starając się to ukryć nerwowym śmiechem. - Mam sushi. - Shizuo wskazał skinieniem głowy w stronę kuchni. - Waaaah! Sushi! - ucieszył się Izaya, energicznie zeskakując z fotela i wybiegając z pokoju. Shizuo nie mógł powstrzymać uśmiechu, który zawitał na jego ustach na ten widok. Usiedli przy stole, Izaya tak głodny, że nawet nie bawił się w używanie pałeczek, tylko jadł palcami. Shizuo, starając się tego po sobie nie pokazywać, uważnie przyglądał się jego ruchom, temu jak jego długie, szczupłe palce delikatnie łapią pojedyncze kawałki i przenoszą je do ust. Przez jego ciało przeszedł dreszcz, gdy zobaczył, jak ten wysuwa język by je oblizać. Zmieszany nagle stracił apetyt, tylko przesuwając poszczególne kawałki pałeczkami. - Mmm... ootoro! - wyrwało go z bezmyślnego transu, w jaki wpadł. Podniósł wzrok i zobaczył Izayę z przymkniętymi oczami, na którego twarzy malowała się niemal czysta rozkosz. - Hm? Shizuo? - Izaya zauważył jego intensywne spojrzenie i spytał z zainteresowaniem, przekrzywiając głowę na bok - Ach! Wiem! Pewnie też masz ochotę na ootoro. Uch... - udał, że się zamyślił - Dobrze, podzielę się z tobą. - uśmiechnął się szeroko - W końcu gdyby nie ty, w ogóle nie jadłbym teraz takich pyszności. - wziął do ręki wspomniany kawałek sushi i podsunął Shizuo. Blondyn niemal machinalnie otworzył usta, fakt, że właśnie je Izayi z ręki w ogóle nie docierał do jego świadomości. Co więcej, niby przypadkiem, oblizał jego palce, na co Izaya wyraźnie się zarumienił i, nieco zbyt gwałtownie, zabrał dłoń. Wtedy właśnie Shizuo całkowicie stracił nad sobą panowanie. Wstał, sięgnął przez stół, chwytając Izayę za koszulkę, pociągając go w górę do pocałunku. Izaya, początkowo zaskoczony, szybko doszedł do siebie i nie był dłużny. Wyciągnął ręce, obejmując go za szyję i wplatając palce w blond włosy. Gdy po dłuższej chwili odsunęli się od siebie, ich oddech był już ciężki i przyspieszony. Stracili jakiekolwiek resztki logicznego myślenia, które zastąpione zostały przez czyste pożądanie. Shizuo szybko obszedł stół, a Izaya odwrócił się, siadając na blacie. Zatopili się w kolejnym, głębokim pocałunku, Shizuo posesywnie obejmując Izayę, który z kolei zarzucił mu ręce na szyję i nogi na biodra, jeszcze mocniej go do siebie przyciągając. Dosyć szybko dotarło do nich, że same pocałunki im nie wystarczą. Izaya błądził dłońmi po barkach i plecach Shizuo, poruszając przy tym biodrami, ocierając się o niego. Shizuo z kolei ściągnął z niego koszulkę, sunąc dłońmi po jego klatce piersiowej. Blondyn przerwał pocałunek, powoli przenosząc usta na linię jego szczęki, a później szyję. Skubał zębami delikatną skórę, z zadowoleniem obserwując czerwone ślady, które po sobie zostawiał. Jeszcze większą satysfakcję poczuł, gdy Izaya coraz intensywniej się o niego ocierał, w ogóle nie kryjąc swojego podniecenia. Shizuo zresztą był w podobnej sytuacji, spodnie były już nieprzyjemnie ciasne, a samo pocieranie przez materiał nie bardzo mu wystarczało. Niemal w tym samym momencie sięgnęli nawzajem do swoich rozporków, znów łącząc usta w gorącym, głębokim pocałunku, nad którym obaj starali się przejąć kontrolę. Pierwszy skapitulował Izaya, którego dotyk Shizuo doprowadzał niemal do szaleństwa. Jęknął z niezadowoleniem, gdy Shizuo odsunął się od niego i wyprostował. Chwilę później jednak zamruczał z zadowoleniem, gdy blondyn postawił go na ziemi i odwrócił tyłem do siebie, opierając się o niego całym ciałem. Znów stracił panowanie nad sobą, gdy poczuł, jak Shizuo całkiem zsuwa z niego spodnie i bieliznę. Jęknął kolejny raz, tym razem z bólu, gdy Shizuo od razu wsunął w niego dwa palce. Ale wiedział też, że Shizuo robi to dlatego, że sam już nad sobą nie panuje. Zresztą ból szybko został zastąpiony przez przyjemność, a Izaya czuł, że już dłużej nie wytrzyma, gdy nagle Shizuo zabrał palce. Jęknął z niezadowoleniem, które jednak znikło niemal natychmiast, gdy poczuł w sobie coś zupełnie innego. Shizuo oparł się o niego całym ciałem, przez chwilę nie ruszając się, tylko skupiając się na tym niesamowitym uczuciu. Nigdy nie spodziewał się, że będzie robił coś takiego z Izayą, ale teraz o tym nie myślał. Tak samo jak Izaya nie myślał już o tym, o czym jeszcze przed chwilą czytał. Ich przeszłość się nie liczyła, liczyło się tu i teraz. Blondyn już przy pierwszym ruchu bioder poczuł, ze długo nie wytrzyma. Ale obserwując Izayę wiedział, że nie tylko on jest bliski spełnienia. Izaya nie był już w stanie nawet utrzymać się wyżej, tylko położył się na stole, z chwili na chwilę jęcząc coraz głośniej, co jeszcze bardziej podniecało Shizuo. Pierwszy doszedł Izaya, najprawdopodobniej z imieniem Shizuo na ustach, ale ten nie zwrócił na to uwagi, nie wytrzymując nagłego spięcia jego mięśni, przez które sam doszedł. Przez pewien czas tylko opierali się o stół, starając się chociaż trochę uspokoić oddech, co przychodziło im raczej z trudem. Izaya odwrócił się przodem do Shizuo, przyciągając go do kolejnego pocałunku, po którym cichym, zachrypniętym głosem powiedział tylko jedno słowo: - Łóżko. - tej nocy nie zaznali zbyt wiele snu. Nadine-sama 12/08/2011 10:58:30 [komentarzy 5] Komentuj |
53821 Dodaj do Ulubionych Fanfiki i oryginalne opowiadania, wszystko w klimacie cudownej męsko-męskiej miłości. Perwersyjna Nadine-sama zaprasza. YAOI BANZAI! Kontakt do mnie: mail: nadine1991@op.pl gg: 2818894 Ksiega Gości Archiwum 2011 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Kwiecień 2010 Październik Wrzesień Sierpień Czerwiec Styczeń 2009 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2008 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Changes: 01. Czerwona wstążka i nienawiść 02. Nuda 03. Summertime 04. Drugi Wymiar 05. Sami w domu 06. Zapłata 07. Desperacja może być zgubna 08. Krew jak czekolada 09. Szpieg doskonały 10. Oko za oko 11. Zamiast psychologa 12. Pojedynek 13. Odrobina słodyczy 14. Urodzinowe niespodzianki 15. Garść wspomnień, czyli dawno temu w Drugim Wymiarze 16. Nienawiść 17. "...love is not a victory march..." 18. Dwa zgorzkniałe "skurwysyńskie wyjątki" 19. Cafe song 20. Ti amo 21. Liga Niezwykłych Dżentelmenów 22. Pęknięcia i dziury 23. Przy fortepianie 24. Uważaj na kobietę w czerwieni i tajemniczego mężczyznę 25. Gorące źródła 26. Zesłani 27. Kuma to Kitsune / Inu to Usagi / Ookami to Neko Millenium love: 01. Spotkanie 02. Wspomnienia I 03. Wspomnienia II 04. Nowy początek Fanfiki: 01. Distance (Axel x Demyx/Axel x Roxas; Kingdom Hearts 02. My december (Kurogane x Fay; Tsubasa Reservoir Chronicle) 03. Obietnica (Doumeki x Watanuki; xxxHOLiC) 04. Uwierzyć w... (Kyoya x Tamaki; Ouran High School Host Club) 05. Requiem (Suzaku x Lelouch; Code Geass) 06. Quincy archer hates you (Kurosaki x Ishida; Bleach) 07. Mała rzecz, a cieszy (Yamamoto x Gokudera; Katekyo Hitman Reborn) 08. Gwiazdy 09. Eternally (Riff x Cain; Count Cain) 10. One night stand (Isogai x Hiroto; Challengers/Koisuru Boukun) 11. It's raining, man (Gray x Natsu; Fairy Tail) 12. Being oneself (Koizumi x Kyon; The Disappearance of Haruhi Suzumiya) Durarara: 01. Ikebukuro night (Shizuo x Izaya) 02. Tramwaj (Shizuo x Izaya) 03. Thin line (Shizuo x Izaya) Part I / Part II / Part III / Part IV / Part V / Part VI 04. Lovers & Liars (Tsugaru/Shizuo x Izaya) Part I / Part II 05. Full House (Shizuo x Izaya, Tsugaru x Psyche, Delic x Hibiya, Tsukishima x Hachimenroppi) Possessions & Slaves / Hidden sides Linki Śmiechawka - forum dla ludzi, którzy lubią się śmiać Ulubieni ©blog4u.pl |