Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Imaginary yaoi - world full of passion
 Blog
Photobucket
 Menu
Photobucket

Inne blogi, na których się pojawiam:
- nadine-rosier,
- manga-to-lubie,
- bipolar-disorder.


Ogłoszenie

Żadnych wymówek. Jedyne, co mam do powiedzenia to:
1. Od zimy 2011/2012 nie napisałam nic po polsku.
2. Pod koniec czerwca 2014 coś mnie ruszyło i znów zaczęłam pisać. Po angielsku. Nie idzie mi łatwo (i nie chodzi tutaj o język), nie idzie mi szybko, ale jakoś idzie.
3. Można mnie znaleźć tutaj.
4. Na tym blogu prawdopodobnie już nigdy nic nowego się nie pojawi.
5. Jeżeli ktokolwiek chciałby się ze mną w jakiś sposób kontaktować (chociaż nie wydaje mi się to zbyt prawdopodobne...) - to przez tumblr lub któryś z adresów mailowych podanych z prawej strony.

Nie mam pojęcia, czy w ogóle ktoś tutaj nadal zagląda i/lub czeka (jeśli tak, to ogromne DZIĘKUJĘ i PRZEPRASZAM), ale stwierdziłam, że jednak jakąś informację powinnam zamieścić.

I przy okazji - wszystkiego najlepszego w nowym roku! (Mam deja vu.)

Nadine-sama 2/01/2015 23:51:13 [komentarzy 1] Komentuj

Ogłoszenie

Niestety, nie jest to nowe opowiadanie. Chciałam tylko powiedzieć, że ten blog, mimo wszystko, nie został porzucony. Cały czas o nim pamiętam. Nie chcę jednak robić zbyt wielu wymówek, zwalać winy czy to na studia, czy ogromne problemy z pisaniem czegokolwiek. Na jako-takie pocieszenie mogę tylko powiedzieć, że mam około trzydziestu projektów opowiadań z różnych fandomów, z czego cztery zaczęte.
Oprócz tego, jeśli to kogoś w ogóle interesuje, cosplayuję Izayę, zdjęcia można zobaczyć tutaj i tutaj.
Mam nadzieję, że następna notka pojawi się szybciej (ale nic nie obiecuje) i że będzie nią już jakieś opowiadanie.
A przy okazji - wszystkiego najlepszego w nowym roku.

Nadine-sama 30/12/2012 23:43:59 [komentarzy 4] Komentuj

Ogłoszenie + Just the beginning

Przepraszam za jednodniowe opóźnienie - nie dałam rady wyrobić się ze wszystkim wczoraj.
Postanowiłam zrezygnować z regularnego dodawania opowiadań lub ich części. Nie chcę całkowicie zawieszać bloga, ale mam zbyt dużo na głowie, żeby móc trzymać się tych dwóch tygodni. Jedyne, czego możecie być teraz pewni (pewne?) to pojawianie się notek w soboty.
Dodatkowo: wybieram się na Pyrkon w Poznaniu (23-25 marca) jeśli ktoś będzie i ma ochotę się spotkać - nie mam nic przeciwko, kontaktujcie się mailem lub na gg.
I na sam koniec jeszcze. Dzisiaj opowiadanie z pairingiem, którego jest zdecydowanie za mało. Jeżeli ktoś ma/zna jakieś fanfiki (po polsku lub po angielsku) lub doujinshi w jakimkolwiek języku - bardzo bym prosiła o podzielenie się nimi ze mną.

Pairing: Satou x Souma z Working.


Just the beginning

- Satou-kun, wszystko w porządku? - Poplar spytała z troską w głosie. Właściwie była bardzo zdziwiona, ponieważ pierwszy raz widziała go w takim stanie. Nawet wtedy, kiedy był chory, wyglądał zdecydowanie lepiej. Zastanawiała się, co takiego mogło się stać, że wypił aż tyle alkoholu, doprowadzając się do takiego stanu. Oczywiście nie wpadła na to, że mogło to mieć jakikolwiek związek z Yachiyo, a już tym bardziej z Soumą.
- Ara... Nie martw się, ja się nim zajmę - Souma właśnie pojawił się jakby znikąd i pomógł Satou utrzymać równowagę. - W końcu to po części też moja wina - uśmiechnął się i powiedział pod nosem, czego dziewczyna już jednak nie usłyszała.

Satou nie był szczególnie zadowolony, kiedy dowiedział się o organizowanym przez Kyoko "przyjęciu noworocznym". Miał przeczucia, że nie skończy się ono najlepiej, zwłaszcza, kiedy Souma uśmiechnął się swoim najniewinniejszym uśmiechem, który nie zwiastował niczego dobrego. Niemal całkiem się załamał, kiedy Yachiyo podekscytowanym głosem zaczęła powtarzać, jaka to Kyoko-san nie jest cudowna, genialna i tak dalej, że organizuje coś takiego. Oczywiście cieszył się, że będzie mógł spędzić więcej czasu z Yachiyo (chociaż nigdy tego po sobie nie pokazywał), nawet mimo tego, że już od dawna nie sprawiało mu to zbytniej przyjemności, a czasami wręcz przeciwnie.
Souma z kolei był niesamowicie szczęśliwy. Już widział te wszystkie możliwości do manipulacji innymi, czy dowiedzenia się kilku nowych sekretów.
- Taaak, to będzie cudne przyjęcie - wymamrotał pod nosem, uśmiechając się szeroko, tak, że po plecach stojącej obok niego Poplar przebiegł zimny dreszcz.

- Nee, nee, Kyoko-san, Kyoko-san... - słychać było z drugiej strony stołu, kiedy Yachiyo radośnie świergotała przeróżne pochwały na temat szefowej. Souma dokładnie obserwował całe otoczenie, więc nie uszło jego uwadze, że z chwili na chwilę Satou robi się coraz bardziej zirytowany. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby porzucił taką okazję. Najpierw robił to tak, jak zwykle, dla czystej zabawy, ale później postanowił wykorzystać to w jeszcze inny sposób. Nie wiedział tylko, że z czasem obróci się to przeciwko niemu.

Szczerze mówiąc Souma był bardzo zdziwiony, że tego dnia Satou był tak bardzo podatny na jego wpływy. Przez dłuższy czas zastanawiał się, co jest tego powodem, aż doszedł do wniosku, że Satou ma po prostu dość tego wszystkiego, co dzieje się dookoła niego. No bo przecież kto jest w stanie znieść ciągłe obserwowanie obiektu swojej miłości fascynującego się kimś zupełnie innym? A przecież Yachiyo wciąż to robiła. Kompletnie nieświadoma uczuć Satou, mimo, że inni w mniej lub bardziej subtelny sposób chcieli je jej uświadomić, zachwycała się Kyoko i adorowała ją. Souma dobrze wiedział, jak Satou się czuł. Oczywiście nikt nie miał o tym pojęcia, nikt nie był świadomy tego, co tak naprawdę dzieje się w jego umyśle i sercu. A działo się wiele. Bo przecież wielcy manipulatorzy też są ludźmi, też mają uczucia i też mają coś do ukrycia. Souma był jednym z nich i też miał pewne tajemnice, których nie chciał nikomu wyjawić. Sam nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie to może mieć konsekwencje.

Wszystko szło idealnie według planu Soumy. Zirytowany, może nawet podłamany Satou, nie zwracał już właściwie uwagi na to, co i ile pije. A o to właśnie Soumie chodziło. Kiedy, jego zdaniem, Satou już wystarczyło, może i był mu potrzebny pod wpływem alkoholu, ale nie mógł być kompletnie pijany i niekontaktujący z otoczeniem, starał mu się wyperswadować dalsze picie, a zamiast tego mówił, że najwyższy czas wrócić do domu. W tym właśnie momencie blondynem zainteresowała się Poplar. Souma oczywiście wtrącił się, mówiąc, że nic mu nie jest, a nawet gdyby, to dziewczyna nie musi się przejmować, bo on się nim zajmie i odprowadzi do domu. I tak, jak powiedział, tak zrobił. Satou zazwyczaj przeciwstawiał się większej, niż konieczna, obecności Soumy, ale tym razem jakby na to nie zwracał uwagi. Nie przeszkadzało mu nawet to, gdy ten wprosił się do jego mieszkania, sadzając go na poduszce leżącej przed łóżkiem.
Satou, nie ściągając nawet kurtki, rozsiadł się wygodniej, opierając głowę o łóżko i przymykając oczy.
- Nee, Satou-kun, napij się trochę wody, dobrze ci zrobi - Souma przykucnął obok niego i podał mu szklankę.
- Mhm... - Satou tylko mruknął w odpowiedzi, ale nawet się nie ruszył. Czuł się dziwnie zmęczony, jakby te wszystkie uczucia go zdecydowanie przerosły.
- Nee, Satou-kun... - Souma powtórzył i delikatnie potrząsnął jego ramieniem, na co blondyn burknął z niezadowoleniem. Wtedy w oczach Soumy pojawił się dziki błysk. Nabrał duży łyk wody i pochylił się nad Satou, a później go pocałował, zmuszając do rozchylenia warg. Blondyn zerwał się do siadu, właściwie nie wiadomo, czy ze względu na pocałunek, czy może na to, że o mało nie zakrztusił się wodą, która później pociekła po jego brodzie. Otarł się rękawem i ze ściągniętymi z niezadowolenia brwiami spojrzał na Soumę:
- Co ty właściwie...? - nie dokończył, ponieważ Souma przerwał mu kolejnym pocałunkiem, tym razem już bez wody.
- Satou-kun, a może lepiej by było po prostu zapomnieć? Chociaż na chwilę? - Souma powiedział cicho, wprost w jego usta, ponieważ po pocałunku odsunął się tylko na kilka milimetrów. Zdezorientowany Satou nie bardzo wiedział, jak zareagować, a Souma to wykorzystał, siadając na nim okrakiem i zarzucając mu ręce na szyję. Lekko dotykając swoim nosem nosa Satou wyszeptał - Nikt nie będzie miał o to do ciebie pretensji - i znów się uśmiechnął, tym razem jednak za jego uśmiechem kryło się coś jeszcze. Gdyby Satou był trzeźwy, może by to zauważył i wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Ale nie był. Początkowo siedział bez ruchu, biernie poddając się pieszczotom Soumy, który znów złączył ich usta w pocałunku, jedną dłoń wplatając w jego blond włosy, a drugą rozpinał jego rozporek.
Souma był mile zaskoczony tym, że Satou w ogóle nie protestuje. Po krótkiej chwili blondyn zaczął odpowiadać na pocałunki, nawet objął go, przyciągając mocniej do siebie. Souma wciąż starał się zachować kontrolę nad sytuacją, ale powoli się zatracał. Kto by się nie zatracił przy tak zachłannych pocałunkach, w których czuć było desperację i niezaspokojone pragnienie bliskości? Wtedy w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, że działa na Satou tak samo, myślał, że, tak, jak zawsze, idealnie wszystko maskuje, że jego własne pragnienia są idealnie ukryte. Cały jego misterny plan zaczął się sypać, gdy poczuł dłonie Satou na swoich pośladkach, zupełnie nieświadomie jeszcze bardziej się do niego przysunął, ocierając o niego. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak jego spodnie zrobiły się ciasne i niewygodne. Z jego ust wyrwał się, głośny, przeciągły jęk, gdy poczuł dłoń Satou wsuwającą się pod jego bieliznę. Dalej wszystko potoczyło się w takim tempie, że nawet nie wiedział, co się stało. Następne, czego był świadomy, to to, że leżał na łóżku blondyna, w rozpiętej koszuli i pozbawiony spodni, a sam Satou pochylał się nad nim i całował jego szyję. Zupełnie nieświadomie odchylił głowę na bok, jeszcze bardziej nadstawiając się pod pieszczotę, na której skupił się tak bardzo, że nawet nie zauważył, kiedy Satou wszedł w niego. Dopiero, gdy go poczuł, cały zesztywniał, mocno zaciskając palce na pościeli i wydając z siebie niemy krzyk. Również blondyn zamarł w bezruchu, ocierając wierzchem dłoni kilka łez, które potoczyło się po twarzy Soumy, czekając na znak, że może kontynuować. Souma z całej siły starał się rozluźnić, a później w niemym przyzwoleniu dla Satou lekko ruszył biodrami. Blondyn już więcej nie zwlekał, chociaż początkowo poruszał się bardzo powoli i delikatnie, żeby dopiero później przyspieszyć. Jeśli Souma jeszcze w jakiś sposób panował nad sobą, tak teraz stracił kontrolę. Jedyne, do czego był zdolny, to głośne westchnienia i zduszone jęki, ciągłe zaciskanie palców na pościeli i nieśmiałe wychodzenie naprzeciw ruchom blondyna.
Przez cały ten czas żaden z nich się nie odezwał. Ciszę w pokoju zakłócały tylko ich przyspieszone oddechy i szelest pościeli. Gdy Satou był już blisko, niespodziewanie złapał dłoń Soumy i splótł ich palce, Souma wtedy nie wytrzymał i doszedł z głośnym jękiem, pociągając za sobą Satou, który wgryzł się w jego ramię. Krótką chwilę później obaj zasnęli.

Poranek nie był dla obu najprzyjemniejszy. Souma obudził się pierwszy, miał zamiar po prostu wstać, ubrać się i wyjść niezauważony, ale nie był w stanie, ponieważ był zbyt obolały i zmęczony. Postanowił udawać, ze dalej śpi, ciekaw reakcji Satou. Blondyn z kolei obudził się z ogromnym bólem głowy. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się, co takiego robił poprzedniego dnia. Jakie było jego zdziwienie, kiedy dotarło do niego, że śpi nago, a obok niego leży Souma, mający na sobie jedynie koszulę. Wtedy wspomnienia z poprzedniego dnia, a raczej nocy, wróciły z ogromną siłą prędkością. Nie bardzo wiedząc, co teraz zrobić, stwierdził, że spróbuje się jeszcze przespać.

Souma i Satou zawsze myśleli, że byłoby im zdecydowanie dużo łatwiej bez wszystkich uczuć, które głęboko w sobie skrywali. Nie mieli jednak pojęcia, co czeka ich teraz, bo to był przecież dopiero początek.

Nadine-sama 11/03/2012 19:56:30 [komentarzy 5] Komentuj

Papieros

Obiecała powrót w lutym, więc jest powrót w lutym. Ale ledwo się wyrobiłam, sesja to zdecydowanie zło. Początek nowego semestru też. Zwłaszcza, jeśli się człowiekowi całkowicie plan zajęć zmienia. Ale co ja będę mówić.

Mam nowego maila: 420xx138@gmail.com. Ze starego wciąż korzystam, ale ten jest główny.

Pairing: Shizuo x Izaya, Durarara, songfik do Video - Papieros.
Kolejne opowiadanie: 10.03.2012r


Papieros

Papieros w dłoni cicho zgasł,
siedzę sam, późno już.
Za oknem księżyc świeci sam,
dobrze mu tak - jest nas dwóch.
Znów próbuję cofnąć czas,
boję się, że nie zmienię nic.
I godzinami patrzę jak
obok mnie, niespokojnie śpisz.


Shizuo siedział na parapecie okna w swojej sypialni. Papieros, który trzymał w dłoni, już dawno się wypalił, chociaż w powietrzu wciąż utrzymywał się jego charakterystyczny zapach. Pozbywając się niedopałka głośno westchnął i odwrócił wzrok od księżyca, w który wpatrywał się już od dłuższego czasu. Gdy spojrzenie Shizuo padło na łóżko, na jego twarzy pojawił się ledwo widoczny, smutny uśmiech. W skotłowanej pościeli, która nie zakrywała zbyt wiele jego ciała, spał Izaya. Blondyn uważnie obserwował jego postać, wręcz zafascynowany tym, jak dziwnie nieziemsko wyglądała blada skóra Izayi, gdy padał na nią tylko blask księżyca. Przyglądał się szczupłym nogom, które prawie zawsze pomagały Izayi uciec przed Shizuo:
- Prawie zawsze - blondyn cicho się zaśmiał, przypominając sobie chociaż dzisiejszy wieczór, kiedy po długiej gonitwie po Ikebukuro w końcu udało mu się złapać Izayę za kaptur i... Shizuo ściągnął brwi z niezadowoleniem, myśląc o tym, co stało się później. Miał sobie za złe, że nie panował nad sobą, że jego ogromna siła nie wystarczała, by ujarzmić jego gniew. Na krótką chwilę zamknął oczy, widząc sine plamy na rękach Izayi. Cieszył się, że ten leżał do niego plecami, ponieważ wiedział, że więcej siniaków znajduje się na jego torsie i twarzy. Dłonie Shizuo bezwiednie zacisnęły się w pięści. Cicho, jeszcze ciszej, niż szeptem, powiedział:
- Ja nie chciałem, ja nigdy nie chcę... Gdybym tylko mógł cofnąć czas.
Starając się pozbyć czarnych myśli, Shizuo kontynuował wędrówkę wzrokiem po Izayi. Mimowolnie się uśmiechnął, widząc mniejsze i większe czerwone plamki na plecach i szyi Izayi. Tych śladów się nie wstydził, tych śladów nie żałował. Wręcz przeciwnie, był z nich na swój sposób dumny. Wiedział, że Izaya nigdy nie był, nie jest i nie będzie jego, ale te ślady nigdy nienasyconych ust i zębów dawały mu chociaż namiastkę tego uczucia. Blondyn wzdrygnął się przestraszony, gdy Izaya niespokojnie poruszył się, a później, z raczej niezadowolonym pomrukiem, przewrócił się na drugi bok. Na szczęście wciąż spał. Shizuo znów zacisnął dłonie w pięści i odwrócił wzrok. Czuł się winny, winny, tak bardzo winny. Mimo tego, że nie był śpiący, postanowił pójść już do łóżka. Ostrożnie, żeby nie obudzić Izayi, położył się obok niego. Ze ściśniętym sercem wyciągnął drżącą dłoń, delikatnie dotykając siniejącego i puchnącego policzka Izayi. Wstrzymał oddech, gdy ten wymruczał coś z niezadowoleniem i zmarszczył brwi. Blondyn szybko cofnął rękę i, kiedy upewnił się, że Izaya wciąż śpi, odwrócił się do niego plecami. Ostatnie, o czym myślał, zanim zasnął, to chęć objęcia tego szczupłego ciała, które leżało po drugiej stronie łóżka.

Powietrze ma chemiczny smak,
leczę strach oddechem z twoich ust,
zaciągam się kolejny raz
i trzymam tak w płucach zapach twój,
i boję się każdego dnia,
że pęknie nam pod nogami lód.
I co po drodze czeka nas,
nie chcę myśleć już.


Kolejny normalny dzień w Ikebukuro, o ile dni tutaj mogły być nazwane normalnymi, zmierzał ku końcowi. Shizuo i Tom właśnie w ciszy wracali od ostatniego dłużnika. Tom co jakiś czas spoglądał na blondyna, który palił papierosa za papierosem, za każdym razem niemal miażdżąc zębami filtr. Znał go na tyle dobrze, że wiedział, że nie była to jego zwykła irytacja, musiało stać się coś większego, żeby Shizuo był aż tak zdenerwowany. Kiedy już otwierał usta, żeby zapytać, na horyzoncie pojawił się Izaya. Stał po drugiej stronie przejścia dla pieszych, uśmiechając się w swój charakterystyczny sposób i patrząc wprost na Shizuo. Wzdłuż kręgosłupa Toma przebiegł zimny dreszcz, gdy zobaczył, że blondyn także na niego patrzy. Po krótkiej chwili bezruchu, która Tomowi wydawała się wiecznością, Izaya uśmiechnął się jeszcze szerzej, coraz bardziej prowokując Shizuo, który oczywiście nie wytrzymał. Nigdy nie wytrzymywał. Nie był w stanie. To zawsze było od niego silniejsze. Od samego rana błagał cały otaczający go świat, żeby tylko nie natknął się na Izayę. Nie chciał, bał się. Bał się swojej reakcji na niego, ponieważ wiedział, że to Izaya nasłał na niego grupkę podejrzanych facetów, którzy poprzedniego wieczoru, mimo wielkich starań, nie byli nawet w stanie nic mu zrobić. Ale oprócz strachu czuł też irytację i złość, był wściekły. Miał nadzieję, że jeśli nie spotka Izayi, to mu przejdzie, że chociaż raz, ten jeden, jedyny raz, uda mu się zapanować nad gniewem. Niestety... Zaciągnął się ostatni raz, złamał papierosa w palcach, rzucił na ziemię i przydeptał, a później, nie zwracając już uwagi na nic, rzucił się w pościg za Izayą.
W takich chwilach Shizuo już o niczym nie myślał. Nie zastanawiał się nad tym, co robił wcześniej, nie obchodziło go, czy w tym samym czasie powinien robić coś zupełnie innego, zdawało się nawet, że zapominał, dlaczego w ogóle gonił Izayę, dlaczego rzucał w niego wszystkim, co nawinęło mu się w ręce.
Tego dnia Izaya nie dał się złapać. Oczywiście nie wyszedł z tej gonitwy nietknięty, ale nie musiał martwić się tym, że następnego dnia w ogóle nie będzie mógł się ruszać. Jednak zamiast wrócić do siebie obserwował Shizuo, tym razem robiąc to tak, żeby blondyn go nie spostrzegł. Sławny uśmieszek nie znikał z jego ust, gdy widział, jak Shizuo kilkakrotnie uderza pięścią w ścianę, warcząc coś wściekle. Izaya w ostatniej chwili zniknął, tuż przed tym, gdy blondyn odwrócił się i spojrzał wprost w księżyc, na tle którego Izaya jeszcze niedawno stał.

Nieważne, co nadchodzi,
chcesz tego, czy nie,
nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień
i właśnie o to chodzi,
o to chodzi, wiem.
Nie zasnę dzisiaj sam.


Shizuo jeszcze przez kilka chwil stał sam, wpatrując się w księżyc. Jego srebrny blask przypomniał mu o ostatniej nocy z Izayą. Była podobna do tej, jedyną różnicą było to, że udało mu się złapać Izayę. A może Izaya po prostu dał się złapać. Shizuo nie wiedział. Był świadomy tylko tego, że później go skrzywdził. Cios za ciosem, cios za ciosem. Każdy trafny, każdy bolesny. I dopiero, gdy ten cholerny uśmiech Izayi zniknął z jego twarzy, Shizuo przestał. A później zabrał go do siebie, gdzie dali upust zupełnie innym emocjom. Zaczęli już przy drzwiach, ledwo, gdy blondyn zamknął je za sobą. Nie zdążyli nawet się dobrze rozebrać, gdy usta złączyły się w mocnym, głębokim pocałunku, a biodra, wręcz z desperacja, ocierały się o siebie nawzajem. Izaya już rozpinał pasek i spodnie Shizuo, ale zanim osunął się na kolana, Shizuo złapał go i podniósł, nieznacznie się uśmiechając, gdy jego nogi objęły go w pasie…
- Cholera - blondyn warknął, ostatni raz uderzając pięścią o ścianę, po czym ruszył w kierunku swojego mieszkania. Wiedział, że dziś nie zaśnie, wiedział, że tej nocy, jego, przecież wcale nie największe, łóżko, będzie dla niego zdecydowanie za duże. Wiedział, że sam nie zaśnie.

Przepraszam cię ostatni raz,
więcej tak nie chcę już się czuć.
Zamykam oczy la, la, la - i czekam na twój ruch.
A jeśli pójdzie coś nie tak
i siebie znać nie będziemy już,
nie powiem jak mi ciebie brak,
bo nie ma takich słów...


Przez kilka następnych dni Shizuo miał względny spokój, problemy od czasu do czasu stwarzali jedynie dłużnicy. Ale wciąż był niespokojny. Z całych sił starał sobie wmówić, że to wcale nie dlatego, że nie widział Izayi, że to wcale nie dlatego, że chciał go zobaczyć. W końcu, po tygodniu, stało się. Powtórzył się dobrze znany mu scenariusz. Gdy wracał z pracy późnym wieczorem, z jednej z uliczek wyszła niewielka grupka mężczyzn i otoczyła go. Jak zawsze, byli pewni siebie, czuli się bezpieczni z nożami i metalowymi prętami. I tak, jak zawsze, kilkanaście minut później leżeli na ziemi zakrwawieni lub uciekali w popłochu. A w głowie Shizuo dudniło tylko: "Izaya, Izaya, Izaya, Izaya". Chwilę później zauważył znikającą za rogiem kurtkę wykończoną futrem. Bez zastanowienia ruszył w tym kierunku, przyspieszając jeszcze bardziej, gdy upewnił się, że to naprawdę Izaya. A później ogarnęła go dobrze znana, znienawidzona wściekłość. Gdy się opanował, wiedział, że było już za późno. Izaya leżał bezwładnie na ziemi, a Shizuo zaciskał dłonie na jego szyi. Ze strachem w oczach blondyn sprawdził, czy ten oddycha. Na szczęście Izaya stracił tylko przytomność. Chociaż dokładniej mu się przyglądając, Shizuo nie był taki pewien, czy sytuację można było nazwać szczęśliwą. Izaya nie wyglądał najlepiej, wciąż krwawił z rozbitego łuku brwiowego, a jego lewa ręka była nieco dziwnie wykrzywiona w nadgarstku, nie mówiąc już o wszelkich zadrapaniach i obiciach. Najdelikatniej jak tylko potrafił, Shizuo wziął Izayę na ręce i zabrał do siebie. Na miejscu położył go na łóżku, a później poszedł do łazienki po apteczkę. Pół godziny później skończył opatrywać Izayę i usiadł tuż obok niego. Przez długą chwilę wpatrywał się w jego twarz, a później odgarnął kosmyk czarnych włosów z jego czoła. Szybko jednak cofnął dłoń, kolejny raz mając ogromne wyrzuty sumienia. Skierował spojrzenie przed siebie, pustym wzrokiem wpatrując się w okno. Nie usłyszał szelestu pościeli, więc wzdrygnął się przestraszny, gdy poczuł na swoich ramionach dłonie Izayi, a chwilę później ciepły oddech na uchu:
- Nee, Shizu-chan... Ne jesteśmy dzisiaj zbyt mili? - Izaya wymruczał cicho. Blondyn nic nie odpowiedział, złapał tylko jego ręce i odsunął go od siebie. Na krótką chwilę ich spojrzenia się spotkały, ale Shizuo szybko odwrócił wzrok i zamknął oczy. - Shizu-chan? - Izaya zapytał jeszcze raz. Kiedy myślał, że i tym razem nie dostanie odpowiedzi, Shizuo wymamrotał:
- Idź do domu...
- Nee, Shizu-chan... Chyba nie po to mnie tutaj przyniosłeś, prawda? - znów chciał go objąć, ale zatrzymało go, tym razem głośne i stanowcze:
- Wyjdź.
Izaya nie rozumiał. Nie wiedział, dlaczego Shizuo zachowuje się w ten sposób. Siedzieli tak w ciszy jeszcze przez jakiś czas, aż Izaya w końcu sięgnął po swoją koszulkę i kurtkę, które Shizuo zdjął, gdy go opatrywał. Gotowy do wyjścia, już w drzwiach powiedział jeszcze:
- Shizu-chan, dzięki za pierwszą pomoc - mimo, że nie było tego czuć w jego głosie, jego uśmiech był wymuszony. Ale tego Shizuo już nie zauważył, nie odważył się nawet spojrzeć w jego stronę. Gdy usłyszał, jak drzwi się zamykają, schował twarz w dłoniach, zły na siebie teraz także o to, że nie potrafił nic powiedzieć. Nie potrafił powiedzieć tego, że czuje się winny, że przeprasza i że... wcale nie chce, żeby Izaya wychodził.

Nieważne, co nadchodzi,
chcesz tego, czy nie,
nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień
i właśnie o to chodzi,
o to chodzi, wiem.
Nie zasnę dzisiaj sam...


Shizuo obudził się dość wcześnie z niespokojnego snu. Wciąż czuł się winny, więc postanowił coś z tym zrobić. Jeśli nie teraz, to nigdy. Zerwał się z łóżka i szybkim krokiem poszedł do łazienki, a niedługo później wychodził już ze swojego mieszkania, kierując się w stronę Shinjuku.
Przez całą drogę starał się skupić swoją uwagę na czymkolwiek innym, żeby się czasem nie rozmyślić. Wszystko szło gładko, dopóki w końcu nie stanął twarzą w twarz z zaskoczonym Izayą, który otworzył mu drzwi. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że tak naprawdę nie miał pojęcia, co teraz zrobić. Stali tak w ciszy, dopóki Izaya się nie odezwał:
- Shizu-chan, co ty tutaj...? - nie dokończył, ponieważ Shizuo wyciągnął rękę i dotknął jego policzka, delikatnie gładząc go palcami. - Shizu-chan?
- Izaya, ja... - blondyn nie wiedział, co powiedzieć, dlatego przyciągnął go do siebie i objął. Izaya uśmiechnął się delikatnie, opierając czoło o jego ramię.
- Nee, Shizu-chan, czyżbyś się martwił? - zaśmiał się cicho, gdy Shizuo mocniej go objął. Po dłuższej chwili odsunął się od niego i spojrzał mu prosto w oczy, jakby na coś czekając.
- Izaya, ja naprawdę nie... - blondyn wciąż nie mógł znaleźć odpowiednich słów.
- Shizuo – Izaya zaczął poważnym tonem. - Dlatego właśnie uważam cię za idiotę. Powinieneś dobrze wiedzieć, że tak naprawdę nie jesteś w stanie nic mi zrobić. A ja się ciebie nie boję. Czym się przejmujesz? Tym? - podniósł rękę tak, żeby Shizuo widział zabandażowany nadgarstek. - Czy może tym? - teraz dotknął szyi, na której widać było ślady duszenia. - Nie masz się czym przejmować. Naprawdę. Shizu-chan... - przysunął się do niego tak, że ich usta dzieliło tylko kilka milimetrów. Ale nie robił nic więcej. Czekał na Shizuo, bo wiedział, że ten ruch musi należeć właśnie do niego. I teraz blondyn już nie zwlekał. Patrząc Izayi prosto w oczy złapał go za podbródek i pocałował. Mimo, że tak naprawdę niewiele zostało powiedziane, zwłaszcza z jego strony, wiedział, że zrozumieli się nawzajem, był pewien, że coś się zmieni i cieszył się, że teraz nie tylko będzie myślał o tym, żeby objąć śpiącego Izayę, teraz po prostu to zrobi.

Nieważne, co nadchodzi,
chcesz tego, czy nie,
nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień
i właśnie o to chodzi,
o to chodzi, wiem.
Nie zasnę dzisiaj sam...


Nadine-sama 25/02/2012 18:00:26 [komentarzy 9] Komentuj

Ogłoszenie + Full House - Hidden sides

Ogłaszam około półtora miesięczną przerwę w działalności bloga. Na uniwerku zaczynają się ciężkie czasy, zamieszanie końcowosemetralne i sesyjne. Dodatkowo jeszcze skończyły mi się opowiadania, które miałam w zapasie. Wrócę po sesji, czyli w lutym.
W międzyczasie zapraszam na bipolar disorder, gdzie coś powinno się pojawić.

Dzisiaj kolejna część Full House, tym razem skupiająca się na innych postaciach.

Pairing: Tsugaru x Psyche, Shizuo x Izaya, Tsukishima x Hachimenroppi, Durarara
Kolejne opowiadanie: luty 2012r


Full House - Hidden sides

- Och! Już wraca, już wraca! - Psyche uśmiechnął się sam do siebie, słysząc, jak ktoś otwiera, a później zamyka za sobą drzwi. Chwilę później rozległ się, nieco zmęczony, głos Tsugaru:
- Wróciłem - w pierwszej chwili blondyn zdziwił się, gdy odpowiedziała mu cisza. Mieszkało tutaj aż osiem osób, więc niezbyt często zdarzało się, żeby nikogo nie było.
- Tsu-chan! - rozległo się radośnie i z kuchni wyskoczył Psyche w swoim różowym, falbaniastym fartuszku. I niczym więcej.
- Psy...che?
- Nee, Tsu-chan? Na co masz ochotę? - chłopak zbliżył się, lekko mrużąc oczy, z każdym słowem mówiąc coraz ciszej. - Na kolację? Kąpiel? Czy... na mnie? - ostatnie wyszeptał blondynowi do ucha, muskając je później ustami.
- Psyche... A reszta? Co byś zrobił, gdyby... - nawet Tsugaru, jako najbardziej opanowany z czwórki blondynów miał problem z powstrzymaniem się od rzucenia się na swojego kochanka.
- Tsu-chan, nie martw się. Iza-chan i Shizu-chan znowu demolują miasto, pewnie widziałeś, Deli-chan i Hibi-chan wyjechali przecież na wycieczkę, a Tsuk-kun i Roppi-chan są w szkole. Nee, Tsu-chan... - Psyche spuścił głowę, przybierając smutną minę. - Już ci się nie podobam? - może nie potrafił udawać i manipulować innymi tak, jak Izaya, ale to, co umiał, na Tsugaru wystarczyło bez problemu. Zwłaszcza, że nie zapomniał jeszcze odwrócić się bokiem do niego, przypominając, że oprócz fartuszka, nie ma na sobie nic innego. Wtedy jakakolwiek samokontrola, jaką jeszcze posiadał Tsugaru zniknęła. Blondyn podszedł do niego wolnym krokiem, mierząc go od stóp do głów. Psyche nieco się zmieszał i cofnął, zatrzymując na ścianie. Przez jego ciało przebiegł dreszcz, gdy poczuł jak Tsugaru wsuwa dłoń pomiędzy ścianę i jego plecy, a później powoli zsuwa, zatrzymując ją na jego pośladku i ściskając go.
- Ależ skąd... - Tsugaru przygryzł jego ucho. - Podobasz mi się aż za bardzo - Psyche nie bardzo mógł mu odpowiedzieć, gdy blondyn sunął językiem od jego ucha, przez linię szczęki, aż do ust. Nie pocałował go od razu, przez krótką chwilę, która Psyche wydała się wiecznością, unosił swoje wargi nad jego.
- Tsu-chan... - tylko tyle wystarczyło, aby pokonał dzielące ich milimetry i złączył ich usta w gorącym pocałunku. W tym samym czasie jego dłonie również nie próżnowały, jedną wciąż trzymał na pośladku Psyche, a drugą wsunął pod fartuszek. Najpierw gładził jego klatkę piersiową, co jakiś czas zahaczając palcami o jego sutki, ale nie poświęcał im zbyt wielkiej uwagi. Drażnił się z nim dalej, zsuwając dłoń niżej, do pępka i podbrzusza, ale nie robiąc nic więcej.
Psyche zaczynał się niecierpliwić, więc zarzucił jedną nogę na biodro Tsugaru, mocniej przyciągając go do siebie, starając się przy tym ocierać o niego:
- Tsu-chan... - wręcz wyjęczał z niezadowoleniem. - Nie przeciągaj - dodatkowo jeszcze wydął policzki. Tsugaru zaśmiał się w duchu, myśląc, że bez względu na to, jak bardzo Psyche stara się być seksownym uwodzicielem, to pewnych, zdaniem Tsugaru, uroczych, nawyków się nie pozbędzie. Ale blondyn właśnie za to go kochał. Teraz podniósł go, aby ten mógł objąć go w pasie obiema nogami. Obaj zgodnie stwierdzili, że do sypialni jest zbyt daleko - stół w kuchni był zdecydowanie bliżej.
Nie minęło wiele czasu, nim Psyche leżał na blacie, plecami do Tsugaru, który właśnie przygotowywał go językiem. Żaden z nich nie zwrócił uwagi na to, że różowe ramiączko fartuszka zsunęło się z ramienia Psyche.
- Tsu-tsu-chan... Wy...starczy... - chłopakowi udało się z siebie wydusić. Tsugaru wstał prawie od razu, uśmiechając się na widok kokardy tuż nad jego pośladkami, a później wszedł w niego, pochylając się i opierając o niego całym ciałem.
Zajęci sobą w ogóle nie usłyszeli, że ktoś właśnie wrócił do mieszkania. Nie zwróciliby na to zupełnie uwagi, gdyby nie Roppi, który, nawet na nich nie spoglądając, podszedł do lodówki i wyciągnął z niej butelkę soku. Sam Hachimenroppi nie był jednak problemem - zaraz za nim wszedł Tsukishima:
- Wróciliś... - nie dokończył, gdy zobaczył, co właśnie dzieje się na stole. Natychmiast oblał się głębokim rumieńcem i zamknął oczy, a później zaczął gorączkowo powtarzać - Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam...
Mijający go w drzwiach Hachimenroppi złapał go za rękaw koszuli i z suchym:
- Przeszkadzasz - pociągnął go do swojego pokoju. Tsugaru tylko przewrócił oczami, a Psyche roześmiał się w głos radośnie:
- Nee, Tsu-chan, ale nie przerywaj - powiedział, spoglądając na niego spod przymrużonych powiek. Tsugaru wcale nie miał zamiaru przestawać.

Hachimenroppi puścił rękaw Tsukishimy dopiero, gdy zamknął za sobą drzwi pokoju. Nic nie mówiąc, blondyn usiadł w kącie, położył torbę na kolanach i schował twarz w dłoniach. Roppi z kolei usiadł na łóżku i położył brodę na dłoni ręki opartej o kolano. Uważnie wpatrywał się w blondyna, który wciąż był wyraźnie czerwony na twarzy.
- Tsukishima, wszystko w porządku? - spytał. Mimo, że jego głos był całkowicie wyprany z emocji, sam fakt, że zadał takie pytanie świadczył wiele. Gdyby blondyn wciąż nie był tak zawstydzony sytuacją z kuchni, właśnie umierałby ze szczęścia. - Oi, Tsukishima... - Roppi ciężko westchnął i wyprostował się. - Chodź tu - jakie było jego zdziwienie, gdy blondyn energicznie pokręcił głową. - Tsukishima - powtórzył, ale jego reakcja i tym razem była taka sama. Hachimenroppi już miał dać sobie z nim spokój, ale nagle uderzyła go niespodziewana myśl. - Tsuki... Nie mów, że cię to małe... przedstawienie... podekscytowało - robił małe przerwy między ostatnimi słowami, jakby szukając odpowiednich, żeby wyrazić to, co chciał. Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu, gdy Tsukishima nagle nabrał głośno powietrza, prostując się i wpatrując w niego szeroko otwartymi oczami. - Chodź tutaj - powtórzył ostatni raz. Tym razem blondyn posłuchał. Wstał powoli, podszedł ociągając się, nie podnosząc wzroku z podłogi. Gdy stanął przed Hachimenroppim, ten pociągnął go za rękę i posadził na łóżku. Sam wstał i przykucnął przed nim. - To niezdrowo tak się powstrzymywać, wiesz? - powiedział jeszcze, spoglądając na niego z dołu. Blondyn nie zdążył nic odpowiedzieć, głośno wciągając powietrze i zarywając usta dłonią, gdy Hachimenroppi, bez zbędnych wstępów, rozpiął jego rozporek i do razu zaczął pieścić go ustami. Jak zawsze, Tsukishima doszedł dość szybko, niemal natychmiastowo panikując i zaczynając przepraszać, widząc białą stróżkę spływającą po brodzie Hachimenroppiego. Ten, zupełnie tym nie przejęty, wytarł ją palcem, a później go oblizał, patrząc blondynowi prosto w oczy.
- Roppi-san... - Tsukishima powiedział słabo, całkowicie poddając się dłoniom, które popchnęły go na łóżko. Zagryzł wargę, obserwując, jak Hachimenroppi rozbiera się, a później siada na nim okrakiem, wciąż oblizując palce. Gdy stwierdził, że są odpowiednio wilgotne, sam zaczął się przygotowywać, wiedząc, że Tsukishima tego nie zrobi, bojąc się wyrządzenia mu jakiejkolwiek krzywdy. Co właściwie było równoznaczne temu, że w ogóle nie będzie uprawiał z nim seksu, bo to przecież "jeszcze gorsze, niż same palce". Hachimenroppi nawet nie starał mu się tego wszystkiego tłumaczyć, nie wyprowadzał go z błędu, uważał, że to nie jest potrzebne, skoro wystarczało, kiedy sam przejmował inicjatywę. W międzyczasie nieco się zapomniał, zbytnio skupiając na swoich palcach. Gdy stwierdził, że wystarczy, otworzył oczy i spojrzał na blondyna. Na jego twarzy znów pojawiło się coś, co można było nazwać uśmiechem, gdy dotarło do niego, że chłopak był bliski dojścia kolejny raz, od samego patrzenia na niego. Postanowił zlitować się nad nim i nic już więcej nie przeciągać.

Shizuo i Izaya wrócili do domu razem, choć przez cały czas udawali, że w ogóle na siebie nie zwracają uwagi. Izaya jednak co jakiś czas zerkał na Shizuo, myśląc, czy czasem nie pociął go zbyt mocno i czy blondyn nie stracił przez niego zbyt dużo krwi. Z kolei Shizuo z niezadowoleniem obserwował jak Izaya lekko kuleje. Zastanawiał się, czy to od znaku drogowego, którym podciął mu nogi, czy może od śmietnika, przed którym Izaya ledwo uskoczył, lądując dość nienaturalnie.
Obaj zdziwili się, gdy w dotarła do nich cisza panująca w mieszkaniu. Była to rzadkość, więc zaciekawieni rozglądali się po pomieszczeniach, które mijali. W kuchni panował nienaganny porządek, ale zdążyli też zauważyć kompletny brak obiadu. Shizuo przeklął pod nosem, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, jaki jest głodny. Z kolei Izaya opierał się o wejście do salonu, uśmiechając się w swój charakterystyczny sposób. Na kanapie siedział Tsugaru i z uśmiechem głaskał po głowie śpiącego na jego kolanach Psyche. W rogu pokoju, w swoim ulubionym fotelu siedział Hachimenroppi i, jak zwykle, czytał jakąś książkę. Oczywiście nie zabrakło siedzącego niedaleko Tsukishimy, który, również jak zwykle, wpatrywał się w niego jak w obrazek. Izaya zauważył jednak, że nie było to jego normalne zapatrzenie się, gdzieś w jego oczach kryło się coś zupełnie innego. Coś, co za każdym razem ekscytowało go do granic możliwości, gdy Shizuo patrzał na niego w ten szczególny sposób. Wspomniany blondyn właśnie stanął za nim, opierając brodę o jego głowę.
- Waaah! Shizu-chan! Nie udało ci się przygnieść mnie niczym w mieście, to teraz sam chcesz mnie zmiażdżyć? - Shizuo odburknął coś niezrozumiale, a później odsunął się i pociągnął go w kierunku łazienki.
- Chodź się umyć. I pokaż co z twoją nogą - Izaya w odpowiedzi uśmiechnął się tak, jak na co dzień robił to Psyche:
- Ach, Shizu-chan, jak ja kocham, kiedy tak o mnie dbasz - o dziwo w jego słowach nie było ani krzty złośliwości.

Nadine-sama 17/12/2011 20:35:10 [komentarzy 5] Komentuj

Being oneself

Ostrzegam przed spoilerami do kinówki Suzumiyi, zaznaczam też, że jeżeli ktoś w/w kinówki nie zna, może nie do końca połapać się, o co tutaj chodzi. Ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle.
Dodatkowo jeszcze: zawsze staram się nigdy tego nie robić, chcę jak najbardziej trzymać się kanonu, ale niestety musiałam tutaj nieco nagiąć oryginalną fabułę.

Pairing: Koizumi x Kyon, The Disappearance of Haruhi Suzumiya.
Kolejne opowiadanie: 17.12.2011r


Being oneself

- John Smith?! To ty jesteś John Smith?! - Haruhi trzymała Kyona za szalik i potrząsała nim z całej siły. Tuż za nią stał Koizumi, przyglądając się całej sytuacji ze zdezorientowaniem. Nie miał pojęcia, kim był chłopak nazywający siebie Johnem Smithem, nie rozumiał też, dlaczego na jego twarzy pojawiła się ulga, gdy go zobaczył.

Kyon bardzo szybko zauważył odmienne zachowanie tego Koizumiego. Właściwie były to tylko drobne szczegóły, ale nie umknęły jego uwadze. Jak na przykład to, że w kawiarni kompletnie mu nie uwierzył i miał go za kompletnego idiotę. Do tego jeszcze wyraźnie odczuwał cynizm i niezadowolenie w jego słowach. Starał się tego po sobie nie okazywać, ale był tym bardzo rozczarowany. Miał nadzieję, że Koizumi będzie dla niego jakimś wsparciem. Tak, jak zawsze. Kyon oczywiście nigdy by nie przyznałby na głos, że był Koizumiemu wdzięczny za to, że zawsze był obok, że zawsze pomagał. Nawet, jeśli irytował go swoim zachowaniem, ciągnącymi się w nieskończoność monologami, w których używał wielu długich, trudnych słów, a które niemal niczego nie tłumaczyły. Teraz jednak nie było nawet tego, była tylko wyraźna niechęć i nieprzyjazne spojrzenie.

Koizumi zawsze był dobrym obserwatorem. Bez względu na to, czy był "starym" Koizumim, czy Koizumim z nowej rzeczywistości. Tak, jak Kyon obserwował jego, tak i on obserwował Kyona. Od samego początku czuł, że coś z tym chłopakiem jest nie tak. Nie mógł wymazać ze swojej pamięci widoku ulgi i radości na jego twarzy, gdy go zobaczył. Odczuł sadystyczną przyjemność widząc, jak, jakiekolwiek by one nie były, nadzieje Kyona rozpadają się w drobne kawałeczki. Nie miał zamiaru być dla niego miły. Nie podobało mu się zainteresowanie, które Kyon wzbudził w Suzumiyi. Był po prostu zazdrosny. Nie zdawał sobie jeszcze tylko sprawy, kogo to uczucie tak naprawdę dotyczyło i do czego mogło doprowadzić.

Obaj nie bardzo wiedzieli, jak doszło do tego, że znaleźli się w mieszkaniu Koizumiego. Kyon tłumaczył sobie to tym, że nie chciał wracać do domu, w pewnym sensie bał się być sam. Nawet, jeśli to nie był dobrze znany mu Koizumi, to chociaż wyglądał jak on, co dodawało mu trochę otuchy. Przez cały czas panowała między nimi dość nieprzyjemna cisza, ale Kyon nie wiedział, co mógłby powiedzieć. Koizumiemu z kolei w ogóle to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie - czuł dziwną satysfakcję widząc, jak Kyon miota się wewnętrznie, przejęty i zestresowany całą sytuacją. Ale chciał więcej, więcej, jeszcze więcej. Nie rozumiał dlaczego, ale pragnął zobaczyć go pogrążonego w całkowitej rozpaczy. Dlatego też przerwał ciszę:
- Jaki on jest?
- Kto? - zaskoczony Kyon nie bardzo wiedział, o co Koizumi go pyta.
- Ten drugi... - prychnął - ja.
Kyon nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć, spuścił więc tylko spuścił głowę, milcząc.
- Po twojej reakcji wnioskuję, że jest zupełnie inny. - podszedł i złapał go za brodę, zmuszając do spojrzenia na siebie. Uśmiechnął się ze złośliwą satysfakcją, widząc zdezorientowanie, niepewność i smutek w jego oczach.
- Nie... nie aż tak... bardzo... - Kyon wydusił z siebie, uciekając wzrokiem przed jego spojrzeniem - To tylko szczegóły. - mówił po cichu - Tylko drobne szczegóły. I to jest najgorsze.
Koizumi gniewnie ściągnął brwi i popchnął go na ścianę:
- Najgorsze? Najgorsze?! - podniósł głos - Najgorsze jest to, że pojawiasz się znikąd i burzysz cały mój poukładany świat! Suzumiya-san jest teraz tobą wręcz niezdrowo zainteresowana, a mi wmawiasz, że nie jestem mną. Jeśli nie jestem sobą, to kim? Negujesz moją egzystencję? Mówisz, że nie powinienem istnieć?! - Kyon szeroko otworzył oczy, w których malowało się przerażenie. Nigdy, przenigdy nie widział zdenerwowanego Koizumiego, a co dopiero mówić o takim wybuchu złości.
- K-koizumi... Ja nie...
- Kim dla ciebie jest Koizumi Itsuki? Kim on jest, że ja nie mogę być nim? Przecież ja jestem Koizumi Itsuki! - Koizumi pochylał się nad nim tak nisko, że niemal stykali się nosami. Wzdrygnął się zaskoczony, gdy zobaczył swoje własne odbicie w oczach Kyona. Szeroko otwartych oczach, które mówiły mu więcej, niż usta, które tylko bezgłośnie otwierały się i zamykały. Nie miał pojęcia, dlaczego pochylił się jeszcze trochę, łącząc ich usta w silnym, pozbawionym jakiejkolwiek delikatności, pocałunku. Nie zwrócił uwagi na to, jak Kyon mocno zaciska palce na rękawach jego marynarki, zignorował też to, że chłopak starał mu się wyrwać i odepchnąć go. Nie pozwolił mu na to. Odsuwając się tylko kilka centymetrów powiedział cichym głosem, w którym czaiła się jakby groźba - Jeśli uważasz, że nie jestem Koizumim, to pokażę ci, jak bardzo się mylisz, pokażę ci, jak bardzo prawdziwy jestem. - nie zwlekając popchnął go na łóżko i zawisł nad nim, szybko pozbawiając go koszuli, a później rozpinając rozporek jego spodni. W tym momencie Kyon przestał się buntować i wyrywać. Zdał sobie sprawę z tego, że było to kompletnie bez sensu, wiedział, że nie miał szans. Nie był też w stanie powtrzymać łez, które zaczęły napływać do jego oczu.
- Koizumi, Koizumi, Koizumi, Koizumi... - zaczął nieświadomie powtarzać. Wtedy Koizumi przestał. Pochylił się i oparł czoło o jego ramię.
- To nie mnie wołasz, prawda? Nie mnie... Bo ja nie jestem twoim Koizumim... - powiedział cicho i wstał, a później wyszedł do drugiego pokoju.
Obaj nie zamienili ze sobą słowa aż do następnego dnia, gdy, wraz z Haruhi, Mikuru i Nagato znaleźli się w sali, gdzie w pierwotnym świecie Kyona znajdowała się SOS Brigade. Wtedy udawali, jakby poprzedniego dnia nic między nimi się nie wydarzyło. Koizumi zauważył tylko, że Kyon ucieka przed nim wzrokiem. A Kyon zwrócił uwagę na to, że uśmiech Koizumiego, który zawsze gościł na jego twarzy był wymuszony. Przestał myśleć o czymkolwiek innym, gdy na komputerze pojawiła się wiadomość od Nagato. Przepełniła go nadzieja, wiedział, że ma szansę na powrót do swojej prawdziwej rzeczywistości.

Kyon powoli otworzył oczy i rozejrzał się dookoła. Leżał na łóżku szpitalnym, a niedaleko niego siedział Koizumi i obierał jabłka. Uśmiechnął się, gdy zobaczył, że chłopak się obudził. Kyon wiedział, że tym razem jest to prawdziwy, szczery uśmiech.
- Och... w końcu się obudziłeś. - do jego uszu dotarł spokojny, ciepły głos. Kolejny raz nie mógł powstrzymać łez. Zdziwiony Koizumi zerwał się z fotela i podszedł do niego szybkim krokiem - Wszystko w porządku? - pochylił się nad nim, zabierając rękę, którą Kyon zasłonił twarz. Powoli, jakby bojaźliwie, otarł dłonią jego mokry policzek. Wtedy Kyon otworzył oczy i spojrzał wprost na niego. Wystarczył ułamek sekundy, żeby Koizumi pochylił się, lekko go całując, a kolejny ułamek sekundy później, Kyon zarzucił mu ręce na szyję i mocno przyciągnął do siebie.

Nadine-sama 3/12/2011 13:31:43 [komentarzy 1] Komentuj

Full House - Possessions & Slaves

Bezczelna autoreklama: na bipolar disorder nowa notka. O konwentach.

Dzisiaj Durarara, ale w nieco innym podejściu. Co się stanie, gdy w jednym mieszkaniu upchniemy Shizuo, Izayę i ich (prawie) wszystkie osobowości alternatywne? Prawie wszystkie, ponieważ będzie Tsugaru, Psyche, Delic, Hibiya, Tsukishima i Hachimenropp, a Shitsuo i Sakurayę sobie podarowałam. Na wszelki wypadek dodam jeszcze, że to, że pojawia się Tsugaru, w ogóle nie znaczy, że opowiadanie ma jakikolwiek związek z Lovers & Liars.
Muszę też zaznaczyć, że to pierwszy, ale nie ostatni raz, kiedy wykorzystam "Full House".
Dodam jeszcze tylko, że to, co w pewnym momencie robią Shizuo i Delic zawsze mi się marzyło i wydaje mi się dość fascynujące (nie tylko ze względu na to, że to akurat ta dwójka).

Pairing: powiedzmy, że Shizuo x Izaya w różnych konfiguracjach osobowościowych, oczywiście Durarara.
Kolejne opowiadanie: 03.12.2011r


Full House - Possessions & Slaves

Shizuo miał dzisiaj zły dzień. Nawet bardzo zły dzień. Jedyne, o czym teraz myślał, to ciepły posiłek, gorąca kąpiel i łóżko. Tak, pójście spać było idealnym rozwiązaniem. Miał nadzieję, że mieszkająca z nim banda nie zakłóci tego planu na resztę dnia.
Gdy otworzył drzwi, z kuchni wyszedł radośnie uśmiechający się Psyche w różowym fartuszku z falbankami.
- Witaj z powrotem, Shizu-chan.
W tym samym momencie z pomieszczenia na chwilę wyjrzał Tsugaru, w ciszy kiwając mu głową.
- Mhm... wróciłem. - blondyn odburknął wyraźnie zmęczony i niezadowolony.
- Obiad będzie za kilka minut. - z tymi słowami Psyche wrócił do kuchni, Shizuo zaś poszedł do salonu. Stanął jak wryty, gdy zobaczył, co się tam dzieje, a chwilę później rzucił się na Delica, który przygwoździł Izayę do kanapy i mocno go całował.

Izaya już od dłuższego czasu zastanawiał się, dlaczego w ogóle pracuje w tym pokoju, zamiast pójść do siebie. Siedzącego w kącie Hachimenoroppiego nie zauważał, ponieważ ten jak zwykle nie zwracał na siebie uwagi, skupiony na czytaniu książki. Podobnie Tsukishima był znośny – po prostu siedział i wpatrywał się w Roppiego maślanym wzrokiem. Izaya zaśmiał się pod nosem, wyobrażając sobie Shizuo z taką miną. Większy problem stanowili Hibiya i Delic. Obaj byli wyjątkowo hałaśliwi, zwłaszcza teraz, kiedy, znowu, się kłócili. Hibiya wyzywał blondyna od wieśniaków, prostaków i plebsu, a Delic już nie wytrzymał i naśmiewał się z jego wyniosłej, książęcej postawy.
- Phi! Nawet nie zasługujesz na niesamowitego mnie! - Hibiya rzucił zirytowanym tonem i ostentacyjnie odwrócił się, nawet nie spoglądając na blondyna - Rób sobie co chcesz.
W tym momencie na twarzy blondyna pojawił się uśmiech godny Izayi:
- Ależ oczywiście.
To, co stało się później nastąpiło tak szybko, że Izaya nawet nie zdał sobie sprawy z tego, co się dzieje. Nagle został położony na kanapie, odległość między nim a blondynem drastycznie się zmniejszyła, a następne, co zarejestrował, to usta Delica na jego własnych i uparty język domagający się rozchylenia warg. Kilka sekund później do jego uszu dotarł wściekły ryk i, tak nagle, jak się pojawił, tak szybko ciężar Delica zniknął.

Shizuo oczywiście nie zastanawiał się nad niczym, tylko, tak jak zawsze, dał się ponieść instynktowi. Z chęcią mordu w oczach rzucił się na Delica, łapiąc go za kołnierz koszuli i odciągając od Izayi.
- Ach... Shizuo, wróciłeś? - Delic starał się zachować spokój, gdy odpowiedziało mu jedynie głuche, wściekłe warknięcie. Shizuo spojrzał na ciężko oddychającego Izayę, który zdezorientowany leżał na kanapie.
- Delic. Nigdy. Więcej. Nie. Dotykaj. Tego. Co. Moje! - blondyn wycedził, ponownie przenosząc na niego swoje spojrzenie. Delic był pewien, że najbliższe kilka dni spędzi w szpitalu. Jakże się zdziwił, gdy zamiast pięści Shizuo na swoim policzku, poczuł, jak były barman wręcz miażdży jego usta własnymi, siłą pogłębiając pocałunek. Gdy początkowy szok minął, Delic nie był dłużny. Ich pocałunek nie należał do delikatnych pieszczot, była to zawzięta walka o dominację - gdy Shizuo mocno przygryzł jego wargę, Delic odwdzięczył się tym, samym, dodatkowo jeszcze wplatając palce we włosy Shizuo i mocno je na nich zaciskając. Shizuo syknął krótko i oparł kolano między udami Delica, popychając go do tyłu. Mimo lepszej techniki, Delic, jak zwykle, przegrał z Shizuo, w końcu tu nie chodziło o to, kto jest lepszy, tylko kto jest silniejszy. Po dłuższej chwili Shizuo odsunął od siebie Delica, złapał Izayę, zarzucił go sobie na ramię i wyszedł do jednej z sypialni.
- Hooo, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że Shizuo może być taki zazdrosny. - Delic zaśmiał się, spoglądając na Hibiyę. Chłopak, wciąż cały czerwony na twarzy, wstał i szybko podszedł do Tsukishimy, który obserwował wcześniejsze przedstawienie szeroko otwartymi, przestraszonymi oczami. Blondyn wzdrygnął się, gdy Hibiya pojawił się obok niego, a po chwili cały zesztywniał, gdy ten na dłuższą chwilę zetknął ich usta.
- Ha! Ja też tak mogę! - Hibiya wycelował palcem w Delica, po czym uciekł do swojego pokoju. Przetworzenie sytuacji zajęło zdzwionemu blondynowi dłuższą chwilę, ale szybko doszedł do siebie i ruszył za nim.
W tym samym momencie Tsukishima, ze łzami w oczach, podszedł na kolanach do Hachimenroppiego i złapał go za rękaw.
- Roppi-san, Roppi-san, to nie tak, ja nie chciałem! To Hibiya-san, Hibiya-san... - niewiele brakowało, żeby blondyn wybuchł płaczem. Hachimenroppi, nawet na niego nie spoglądając, przewrócił kartkę książki, którą czytał, a później poklepał Tsukishimę po głowie:
- Mhm...
Z kolei Tsugaru i Psyche stali w drzwiach do kuchni i obserwowali całą sytuację, od momentu, gdy usłyszeli wściekły krzyk Shizuo.
- Nee, Tsu-chan... Widzisz, jakie z nich głupki? - Psyche zaśmiał się, przytulając się do ramienia blondyna.
- Psyche... Dlaczego zaraz głupki? - Tsugaru westchnął.
- No bo robią głupie rzeczy, Tsu-chan. I kto teraz będzie jadł obiad?
- Nie martw się. Teraz się zmęczą, później będą głodni. - blondyn uśmiechnął się delikatnie i pocałował Psyche w czoło.

Shizuo zatrzasnął za sobą drzwi, a później, niezbyt delikatnie, rzucił Izayę na łóżko:
- Shizu-chan... Wątpię, żeby fakt, że to Delic mnie zaatakował wiele zmienił, prawda? - blondyn warknął tylko w odpowiedzi, po czym mocno go pocałował:
- Nikt nie będzie dotykał tego, co moje. - w jego głosie słychać było groźbę.
- Yay, Shizu-chan... Jaki zazdrosny i zaborczy. - Izaya zmrużył oczy i uśmiechnął się pod nosem. Chciał objąć Shizuo i przyciągnąć go do siebie, do kolejnego pocałunku, ale blondyn mu na to nie pozwolił, łapiąc jego nadgarstki lewą ręką i z łatwością przytrzymując je nad jego głową.
- Dzisiaj będzie po mojemu. - wyszeptał mu do ucha, muskając je wargami, a później przygryzając. Wolną ręką podciągnął do góry jego ciemnoszarą koszulkę, odsłaniając blady tors, który zaraz zaczął pokrywać lekkimi pocałunkami. Gdy Izaya rozluźnił się na tyle, że zapomniał o tym, że jest skrępowany, Shizuo zamienił lekkie muśnięcia ust na przygryzanie, tak, że w niektórych miejscach nawet pokazała się krew. Za pierwszym razem Izaya wydał z siebie zaskoczony jęk, a później starał się uciec swoim ciałem przed Shizuo, ale ten był od niego o wiele silniejszy. Mimo wszystko blondynowi przeszkadzały jego ciągłe ruchy, więc odwrócił Izayę na brzuch, tak, że opierał się o niego całym ciałem.
Ta pozycja irytowała Izayę jeszcze bardziej. Dopiero teraz dotarło do niego, że oprócz tych nieznośnych, drażniących pieszczot, Shizuo nie robił zupełnie nic. Mimo to ledwo już wytrzymywał, chcąc czegoś więcej, chcąc Shizuo. Uśmiechnął się sam do siebie i zaczął poruszać biodrami, prowokująco ocierając się o blondyna.
- Nee~, Shizu-cha~an... - powiedział przyciszonym głosem, przeciągając samogłoski - Wystarczy, Shizu-chan... - mimo, że nie otrzymał odpowiedzi, Izaya wiedział, że dobrze zrobił, ponieważ czuł na swojej skórze, jak jego usta wyginają się w zadowolonym uśmiechu. Shizuo szybko pozbył się spodni i bielizny Izayi, swoje jedynie zsunął, a później od razu, bez wcześniejszego przygotowania, wszedł w niego jednym ruchem. Izaya głośno nabrał powietrza i mocno zacisnął palce na pościeli. Shizuo wciąż uśmiechał się z zadowoleniem. Izaya czuł to za każdym razem, gdy usta blondyna dotykały jego pleców lub karku.

- Oi, Hibiya. - Delic bezgłośnie zamknął za sobą drzwi. Chłopak siedział na brzegu łóżka z nogą założoną na nogę. Nawet nie spoglądając na blondyna wysyczał:
- Dla ciebie Hibiya-sama, prostaku. - dopiero teraz skierował na niego wzrok. W takich momentach Delic zawsze zastanawiał się, skąd u Hibiyi brało się czasami to zimne, władcze spojrzenie - I na kolana przede mną. - także ton jego głosu pozbawiony był wszelkich uczuć. Blondyn uniósł jedną brew, ale posłuchał.
- "To będzie zabawne." - pomyślał, podchodząc do niego na kolanach - Hibiya-sama... - powiedział cicho, nie podnosząc głowy.
- Hoo, czyżby w końcu udało mi się cię wytresować? - Hibiya oparł stopę o ramię blondyna. Delic nie zwlekając ani chwili, chwycił ją w dłonie i ucałował jej wierzch. Odsuwając się na kilka centymetrów uśmiechnął się pod nosem, czując, jak Hibiya lekko drży pod dotykiem jego dłoni i ust. Zachęcony zaczął obsypywać nagą stopę Hibiyi delikatnymi pocałunkami i muśnięciami języka, kierując się coraz wyżej. Zerknął na jego twarz, gdy był na wysokości jego kostki. Wiedział, że wygrał, kiedy zauważył, że Hibiya już ma bardzo zaczerwienione policzki i przymknięte oczy. Ale grał dalej, był pewien, że będzie warto. Dlatego też zaczął pieścić również drugą stopę chłopaka, najpierw gładząc ją palcami, a później przenosząc na nią usta. Wtedy usłyszał ciche:
- Delic...
- Tak, Hibiya-sama? - wciąż nie podnosił wzroku, nie przerywał też pieszczot.
- Tutaj wystarczy... Więcej, Delic. - w tym momencie blondyn był niezwykle szczęśliwy, że potrafił nad sobą panować, w przeciwieństwie do Shizuo. Gdyby nie to, sam już nie wiedział, co by zrobił z tym chłopakiem. Przez głowę przebiegła mu myśl, żeby udawać, że nie wie, co znaczy "więcej", ale stwierdził, że na dzisiaj wystarczy już złośliwości.

Po obiedzie Tsugaru usiadł na kanapie, a chwilę później na jego kolanach usadowił się Psyche. Blondyn czule go objął i znów pocałował w czoło, uwielbiał to robić, zwłaszcza, kiedy chłopak wtulał się w niego jeszcze bardziej. Przyjemna chwila relaksu nie trwała jednak zbyt długo, gdyż, niemal w tym samym momencie, z dwóch różnych sypialni, wyszło dwóch blondynów. Obaj mieli zmierzwione włosy i niedbale zapięte koszule. Jakby tego było mało, pierwszy odezwał się Delic:
- Psyche-chan... - a drugi Shizuo:
- ...obiad…
Blondyni spojrzeli na siebie z gniewnie ściągniętymi brwiami i, ku ich jeszcze większej irytacji, powiedzieli w tym samym momencie:
- Zjemy u siebie. - niewiele brakowało, by rzucili się sobie do gardeł, ale w pokoju rozległ się radosny śmiech Tsugaru. Rzadko można było coś takiego usłyszeć, więc nagle atmosfera całkowicie się rozluźniła. Psyche wstał i wyszedł do kuchni, skąd zawołał:
- A Iza-chan i Hibi-chan?
Stojący w drzwiach Delic odpowiedział:
- Wezmę dla niego też, chociaż nie wiem, czy do jutra wystawi głowę spod kołdry. - Shizuo przewrócił oczami, zirytowany jego uśmieszkiem.
- Shizu-chan, a Iza-chan?
- Jak chce, to niech sam sobie... - nie zdążył dokończyć, gdyż z sypialni rozległo się głośne:
- Shizu-chaaaaaaan, przynieś mi obiad. Sam nie wezmę, przez ciebie nie mogę nawet wstaaaaaać.
Psyche zaśmiał się pod nosem, widząc, że teraz to Delic jest zirytowany. Gdy obaj wyszli z kuchni, a chłopak wrócił do Tsugaru, powtórzył znowu:
- Tsu-chan, to naprawdę są głupki... - i zaśmiał się radośnie.

Nadine-sama 19/11/2011 15:45:31 [komentarzy 2] Komentuj

It's raining, man

Zawsze chciałam napisać coś z tym pairingiem, ale nie miałam pomysłu. Zawsze chciałam napisać opowiadanie w tym stylu, ale nie wiedziałam, jak się za to zabrać. W końcu połączyłam oba swoje... pragnienia i wyszło właśnie to opowiadanie. I jestem z niego zadowolona.

Na bipolar disorder notka na temat ostatnich "świąt".

Pairing: Gray x Natsu, Fairy Tail
Kolejne opowiadanie: 19.11.2011r


It's raining, man

- Nee, nee, ale Charles... - Lucy uśmiechnęła się pod nosem, widząc, jak Happy kolejny raz stara się przypodobać białej kotce.
- Ale oni są uparci, prawda Wendy? - powiedziała teatralnym tonem, nachylając się jej do ucha. Dziewczynka tylko przytaknęła, załamując ręce.
- Lucy-san, a gdzie jest Natsu-san? To dziwne, że nie są razem.
- Hm... Jakby się tak zastanowić, to nie tylko Natsu zaginął. Nie widać też nigdzie Graya. I Juvii. Jest późno, więc może wrócili już do siebie? Ja też będę się zbierać. - blondynka powoli wstała i owinęła się płaszczem. Ostatnimi dniami pogoda nie należała do najlepszych, a w powietrzu wisiał ciężki deszcz. Jak na zawołanie, zaraz po tym, gdy wyszła na zewnątrz, spadły pierwsze krople. Na szczęście nie zepsuło to jej dobrego humoru, ponieważ spodziewając się deszczu, Lucy miała przy sobie parasol.
Nie zdążyła dojść daleko, gdy zobaczyła dobrze znaną jej postać. Juvia stała tyłem do niej i wychylała się zza rogu, jakby kogoś uważnie obserwując, starając się pozostać niezauważoną. Lucy bez namysłu podeszła do niej i klepnęła w ramię:
- Juvia jest bardzo zajęta. Proszę nie przeszkadzać Juvii. Juvia chce się dowiedzieć, gdzie ostatnio znika Gray-sama.
Słysząc to, blondynka tylko przewróciła oczami:
- Nie łatwiej byłoby go po prostu zapytać? - na to już Juvia nie odpowiedziała, jedynie mocno się zaczerwieniła i wróciła do obserwowania Graya. Po chwili ciszy, nagle się odwróciła:
- Juvia już wie! Lucy-san idzie tam, gdzie Gray-sama, więc ona pewnie, pewnie... - aż się zapowietrzyła. Lucy z kolei ciężko westchnęła i kolejny raz zaczęła jej tłumaczyć, że nic jej z Grayem nie łączy. Oczywiście nic z tego do Juvii nie docierało, ale blondynka czuła się z tym jakoś lepiej. Gdy skończyła swój monolog, nieco zainteresowana, wyjrzała zza rogu. Zobaczyła stojącego nieopodal Graya, który wyraźnie na kogoś czekał. Po dość długiej chwili napięcia, obie dziewczyny uniosły brwi w zadziwieniu, widząc, że z naprzeciwka nadchodzi Natsu. Jakby tego było mało, nie nawiązała się między nimi żadna kłótnia, zamiast tego zaczęli gdzieś razem iść.
- Dziwne, dziwne, bardzo dziwne... - Lucy wymamrotała pod nosem. Juvia z kolei rzucała jakieś zirytowane przekleństwa w kierunku Natsu, niemal natychmiast ruszając za nimi. Blondynka, pchnięta ciekawością, postanowiła jej towarzyszyć. Niezbyt często można było zobaczyć, jak Gray i Natsu się nie kłócą.
Spokojna atmosfera pomiędzy magami była jednak jedyną anomalią. Gdy Lucy chciała już zrezygnować, obaj gwałtownie skręcili w bramę jednego z budynków. To oczywiście wydało się Lucy podejrzane. Rzuciła okiem na Juvię, która wciąż posyłała Natsu mordercze spojrzenia. Ostrożnie, powoli, żeby pozostać niezauważone, wychyliły się zza rogu. Ledwo udało im się zauważyć, jak Natsu i Gray znikają za którymiś drzwiami. Ku radości Juvii, drzwi te nie zamknęły się za nimi, zostały wciąż lekko uchylone. Dziewczyna odetchnęła głęboko i zajrzała do środka. Lucy stanęła tuż za nią, również zaciekawiona tym, co może dziać się w pokoju. Aż wstrzymała oddech widząc, jak Gray przypiera Natsu do ściany i go... W ostatniej chwili zdążyła zasłonić usta Juvii i stłumić jej krzyk, na widok tego, jak Gray całuje Natsu. Sama Lucy kompletnie nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Zwłaszcza, kiedy zobaczyła, jak Gray, wciąż nie odrywając swoich ust od ust Natsu, jedną ręką opiera się o ścianę, a drugą wsuwa pod jego kamizelkę. Jakby tego było mało, Natsu zarzucił mu ręce na szyję, mocniej przyciągając go do siebie.
- Nie wierzę... - Lucy wymamrotała nieświadomie, wciąż mocno trzymając Juvię, ale już nie zdając sobie z tego spawy. Założyłaby się o wszystkie swoje magiczne klucze, że Gray uśmiechnął się, gdy Natsu zaczął się o niego ocierać. Niedługo później po jej plecach przebiegł dreszcz, gdy do jej uszu zaczęły dobiegać ciche pojękiwania i pomruki.
- Gray... pospiesz się... - blondynka nie mogła uwierzyć w to, że Natsu mógł brzmieć w taki sposób. W jego głosie czuć było błagalną prośbę, niecierpliwe ponaglenie i, przede wszystkim, niezaspokojone pożądanie. Głośno nabrała powietrza, gdy Gray wsunął dłoń w spodnie Natsu, na co ten westchnął z zadowoleniem. Całkiem straciła oddech, gdy niedługo później chłopak widocznie się spiął, mocno zaciskając palce na ramionach Graya, a następnie rozluźnił się z głośnym jękiem. Po krótkim momencie, który jej wydał się wiecznością, Gray pochylił się nad nim i powiedział mu coś na ucho, przy okazji lekko je przygryzając. Lucy szeroko otworzyła usta, gdy Natsu skinął głową i osunął się na kolana. Blondynka nagle jakby oprzytomniała, chwyciła Juvię za rękę i odciągnęła ją od drzwi, jakby od tego zależały losy świata. Gdy wyszły na zewnątrz, w ogóle nie zauważyły ogromnej ulewy. Każda z nich, powolnym, ociężałym krokiem, ruszyła w kierunku swojego mieszkania. Z kolei Gray i Natsu jeszcze przez długi, długi czas w ogóle nie zwracali uwagi na otaczających ich świat.

Nadine-sama 5/11/2011 12:40:10 [komentarzy 3] Komentuj

Lovers & Liars II

Pamiętałam. Tym razem rozdział dzień wcześniej, ponieważ jutro i pojutrze będę na konwencie. Jeśli ktoś też wybiera się na JAPANicon w Poznaniu, może na mnie gdzieś tam wpaść.

Druga i ostatnia część tego opowiadania.

Pairing: Tsugaru/Shizuo x Izaya, Durarara
Kolejne opowiadania: 05.11.2011r


Lovers & Liars II

- Hmmmh... - Izaya obudził się i przeciągnął, przerywając niespokojną drzemkę Tsugaru, w którą blondyn zapadł tuż przed świtem.
- Izaya-san, dzień dobry. - Tsugaru uśmiechnął się delikatnie. Izaya odwzajemnił gest, chociaż Tsugaru był pewien, że nie był to szczery uśmiech - Śniadanie? - spytał, podnosząc się z łóżka, chociaż z góry znał już odpowiedź.
- Nah, Tsu-chan, muszę wracać, praca czeka. Namie pewnie się złości, że jeszcze mnie nie ma. Znowu oskarży mnie o lenistwo. - zaśmiał się, kończąc się ubierać - Pa, Tsu-chan. - rzucił jeszcze w drzwiach, po czym wyszedł.
W tym momencie Tsugaru był już pewien swojej decyzji. To była ich ostatnia wspólna noc. Wiedział, że nic z tego nie będzie, że, bez względu na to, co czuje do Izayi, nie stanie się dla niego "Shizu-chan".

Z racji, że Tsugaru przyjechał do Tokio tylko na jakiś czas, żeby trochę zmienić otoczenie, miał bardzo dużo wolnego czasu. Teraz postanowił go wykorzystać, żeby dowiedzieć się, kim jest "Shizu-chan". Teoretycznie najłatwiej byłoby spytać Izayę, ale nie chciał tego robić, bo wiedział, że wynikłaby z tego bardzo krępująca sytuacja. Nie miał jednak pojęcia, jak zabrać się do tych poszukiwań. Dlatego też właściwie bez celu szedł przez Shinjuku, w końcu trafiając do Ikebukuro. Zrezygnowany przysiadł na murku, popijając napój w puszce, który kupił gdzieś po drodze.
- Nee, nee, Yumacchi, patrz! Niemożliwe! Shizu-chan nie jest w stroju barmana! - gdzieś z oddali dobiegł go ożywiony, żeński głos. Szybko spojrzał w jego kierunku, gdy usłyszał "Shizu-chan". Zaraz później obok niego stała, nieco młodsza niż on, dziewczyna w ciemnym ubraniu. Wzdrygnął się, gdy pochyliła się, dokładnie przyglądając się jego twarzy - Yumacchi! To nie Shizu-Shizu! - wyprostowała się i odwróciła do swojego towarzysza, bardzo zdziwiona - Bardzo przepraszam, pomyliłam cię z kimś innym. - powiedziała jeszcze do Tsugaru, który wbił w nią równie zdziwione spojrzenie. Gdy Erika i Walker mieli już odejść, blondyn wstał i złapał dziewczynę za nadgarstek. Bez zastanowienia rzucił:
- Kim jest Shizu-chan?

Erika miała mieszane uczucia. Wydało jej się dziwne, że ktoś w Ikebukuro szukał informacji u przypadkowych przechodniów. Izaya był na tyle znany, że nawet przyjezdni wiedzieli, że jeżeli chcą się czegoś dowiedzieć, najlepiej będzie skontaktować się z nim. Oczywiście to, że nie byli świadomi konsekwencji kontaktowania się z nim, to inna sprawa, ale czym jest życie bez ryzyka?
Po chwili jednak, widząc szczere, proszące spojrzenie blondyna postanowiła mu pomóc. Zwłaszcza, że pytał o Shizuo, więc nie musiała się martwić, że w jakikolwiek sposób mu zagrozi. Zwróciła uwagę na to, że jej rozmówca wyraźnie się zainteresował, kiedy wspomniany został Izaya. Od razu zauważyła, jak zmarszczył brwi, gdy powiedziała, że się nienawidzą, starają się zabić za każdym razem, gdy tylko się zobaczą.
Cała sprawa bardzo ją zainteresowała, ale wolała się w to zbytnio nie mieszać. Jeszcze. Może później wyjdzie z tego coś ciekawego.
- Yumacchi, jak myślisz? Może to jakiś dramatyczny trójkąt miłosny? - zaśmiała się, na co chłopak tylko pokręcił głową z politowaniem.

Park w Ikebukuro był o tej porze bardzo spokojny. Erika powiedział Tsugaru, że bardzo często można spotkać tutaj Shizuo, więc blondyn postanowił, że dobrze byłoby tam pójść, skoro chce go znaleźć. Po drodze uważnie analizował wszystko, czego się dowiedział. Informacje były zwięzłe i sensowne, tworzyły spójną całość. Ale to, co wiedział Tsugaru nie bardzo pasowało mu do tego obrazka nienawiści. Chociaż gdy pomyślał o tym, jak Izaya oszukuje wszystkich dookoła, chowając przed nimi swoje prawdziwe "ja", odnalazł w tym zdecydowanie więcej sensu.
Już na miejscu, rozejrzał się dookoła. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, gdy na jednej z ławek zobaczył blondyna ubranego w strój barmana. Podszedł do niego, pytając:
- Heiwajima Shizuo-san?

Shizuo nie był zadowolony z tego, że miał wolny dzień. Gdyby był z Tomem, miałby coś, co odciągnie jego uwagę. A tak siedział teraz na ławce w parku, trzymając w ustach niezapalonego papierosa i starając się myśleć o niczym. Odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy, skupiając się na przyjemnie ciepłych promieniach słońca. Wyprostował się i otworzył oczy, gdy usłyszał, nieco niepewne, ale bardzo spokojne:
- Heiwajima Shizuo-san?
Miał ochotę zignorować osobę, która przerwała mu tę chwilę spokoju, ale zmienił zdanie, gdy zobaczył, że naprzeciw niego stoi wysoki, bardzo do niego podobny blondyn.
- Tak. - rzucił sucho, ledwo tłumiąc wściekłe warknięcie. Tsugaru nie zraził się, był przygotowany na podobną, a nawet gorszą reakcję, po tym, co powiedziała mu Erika.
- Ja... Chciałem porozmawiać. - Shizuo w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami, zirytowany jego obecnością - Heiwajima-san, to ciebie Izaya-san nazywa Shizu-chan, prawda? - Tsugaru aż cofnął się dwa kroki, gdy Shizuo skierował na niego spojrzenie pełne nienawiści. Zaryzykował jeszcze, zadając kolejne pytanie - Izaya-san... Kim dla ciebie jest Izaya-san? - stoicki spokój nie opuszczał go nawet wtedy, gdy Shizuo wstał i podszedł do niego tak blisko, że niemal stykali się czołami. Były barman wściekle zmrużył oczy i warknął:
- Nie mam pojęcia po co ci to, i nic mnie to właściwie nie obchodzi, ale jeżeli przeszkadzasz mi tylko dlatego, że masz ochotę na pogawędkę o tym dupku z kompleksem boga, to lepiej daruj sobie. Kim dla mnie jest? Jednym wielkim problemem i źródłem innych problemów. Nienawidzę go, nie mogę go znieść, chcę go zamordować własnymi rękoma. - bezwiednie zacisnął dłonie w pięści - I w ogóle nie obchodzi mnie co, z kim i gdzie robi po nocach. - odsunął się, ponownie siadając na ławkę, tym razem odpalając papierosa. Po mocnym zaciągnięciu się dodał jeszcze - Zadowolony?
- Heiwajima-san, podobno znacie się od wielu lat, więc wydaje mi się, że powinieneś wiedzieć, że Izaya-san nigdy nie pokazuje po sobie tego, co naprawdę czuje. - Shizuo mruknął coś tylko niezrozumiale, a Tsugaru usiadł obok niego - Bez względu na to, jakie stwarza pozory, Izaya-san nie jest szczęśliwy. Właściwie powiedziałbym, że jest bardzo nieszczęśliwy.
- I dobrze mu tak. - wyrwało się Shizuo, który tylko udawał, że nie zwraca na blondyna uwagi.
- Heiwajima-san, co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że to wszystko przez ciebie? - Tsugaru przerwał, czekając na jakąkolwiek odpowiedź, ale tym razem Shizuo milczał - Izaya-san... Izaya-san umawia się tylko z blondynami. Blondynami wyższymi od niego, raczej dobrze zbudowanymi. I raz wyrwało mu się, że oczy powinny być niebieskie tylko zza niebieskich szkieł okularów. A gdy się zapomni w trakcie... w łóżku lub gdy śpi, zdarza mu się powtarzać "Shizu-chan". Heiwajima-san - Tsugaru skierował na Shizuo spokojne spojrzenie swoich niebieskich oczu - W takich momentach chyba nie mówi się o kimś, kogo się nienawidzi, prawda? W bardziej oczywisty sposób chyba nie można się zachowywać.
Shizuo zaciągnął się ostatni raz, wyrzucając papierosa do stojącego obok kosza.
- Dlaczego mi to mówisz? - w końcu się odezwał - Przecież idealnie pasujesz do opisu... ulubionego typu Izayi. Minus oczy. - skrzywił się, celowo zapominając o "Shizu-chan".
- Heiwajima-san, ja chcę, żeby Izaya-san był szczęśliwy. Ze mną nie będzie, ponieważ "Shizu-chan" to nie ja. - po tych słowach Tsugaru wstał i odszedł, zostawiając Shizuo samego.

Tym razem Izaya do niczego się nie zmuszał. Nie chciał spotkać się z Shizuo, więc unikał Ikebukuro jak ognia. Był w pełni świadom, że w końcu będzie musiał tam pójść, ponieważ będzie to miało negatywny wpływ na jego pracę, ale wciąż to odkładał:
- Dzisiaj nie, może jutro. Jeśli nie jutro, to pojutrze. - powtarzał sobie dzień za dniem. Minęły już prawie dwa tygodnie, ale bez względu na to, jak długo myślał o tym, dlaczego Shizuo go pocałował, nie mógł dojść do żadnej sensownej konkluzji. Dodatkowo jeszcze, zupełnie nagle, zadzwonił do niego Tsugaru mówiąc, że wyjeżdża i najprawdopodobniej już nigdy się nie spotkają. Izaya nie był z tego zadowolony, ponieważ blondyn był dla niego idealnym partnerem. Może nawet zbyt idealnym. Nigdy mu się nie sprzeciwiał, spełniał jego zachcianki, zawsze miał dla niego czas i nigdy, nigdy nie był na niego zły, na jego twarzy nigdy nie pojawił się grymas nienawiści. Nie tak, jak ktoś, do kogo był tak bardzo podobny. Jego myśli zatoczyły kolejne koło, znów wracając do Shizuo. Zrezygnowany Izaya spuścił głowę, dotykając ust opuszkami palców, po czym westchnął ciężko:
- Izaya, kogo ty chcesz oszukać? Siebie? Oszukasz wszystkich, tylko nie siebie... - zatrzymał się w pół kroku, gdy zobaczył, że obok drzwi do jego mieszkania stoi Shizuo - Shizu-chan... - wyrwało mu się cicho, zanim doszedł do siebie, postanawiając zignorować blondyna. Czuł się nieswojo pod jego uważnym spojrzeniem, gdy otwierał drzwi.
- Izaya... - cały się spiął słysząc jego głos. Ale szybko przywdział jedną ze swoich masek. Z kpiącym uśmiechem odwrócił się w jego stronę i niemal wysyczał:
- Shizu-chan... Stęskniłeś się? Brakuje ci mnie w Ikebukuro, mimo, że zawsze mnie stamtąd wypędzasz? - nie spodziewał się, że Shizuo wepchnie go do jego własnego mieszkania i przyprze do ściany. Gdy spojrzał w jego oczy nie zobaczył tak dobrze mu znanej wściekłości, a spokój i powagę. Poczuł się jeszcze dziwniej.
- Nienawidzę cię. Tak cholernie cię nienawidzę. - szept Shizuo dźwięczał w jego uszach - Za wszystkie moje problemy, które powodowałeś, za to, że jesteś aroganckim dupkiem z kompleksem boga, za to, że chcesz kontrolować wszystko i wszystkich, za to, że wciąż udajesz i nie jesteś szczery z innymi i sobą, za to, że... za to... - Shizuo nie skończył wypowiadać swojej myśli, tylko pochylił się, całując Izayę, który tym razem go nie odepchnął. Zanim, niemal nieśmiało, uchylił usta, Shizuo, zupełnie inaczej niż poprzednio, delikatnie muskał je swoimi wargami, nie żądając, lecz wręcz błagając o pogłębienie pocałunku.
Izaya zapomniał się, czując nikły zapach i smak papierosów Shizuo, który wręcz go odurzał. To właśnie blondyn przerwał pocałunek, nie odsuwając się jednak od niego, pochylając się nad nim tak, że dotykali się czołami. Uśmiechnął się lekko, zdając sobie sprawę z przyspieszonego oddechu Izayi. Opuścił jedną z rąk, którymi opierał się o ścianę, tuż obok jego głowy i powoli, zaczynając od jego ramienia, sunął aż do dłoni, gdzie splótł ich palce. Wciąż patrząc mu w oczy, wciąż szepcząc, spytał:
- Chociaż raz, jeden jedyny, nie możesz być szczery?
- Shizu-chan... - Izaya był w stanie wydusić z siebie tylko tyle, ale wolną ręką objął Shizuo za szyję i przytulił się do niego, opierając głowę o jego ramię. Blondyn uśmiechnął się, udając, że nie czuje, jak jego koszula robi się w tym miejscu wilgotna. Objął Izayę w pasie, całując czubek jego głowy. Teraz był pewien, że był to dobry pomysł. Od rozmowy z Tsugaru cały czas się wahał, bał się, że to kolejny z pomysłów Izayi, żeby uprzykrzyć mu życie. Coś jednak mówiło mu, że blondyn był z nim szczery, dlatego też zaryzykował. I nie żałował tego. Z rozmyślań wyrwał go Izaya, który podniósł głowę i pocałował go zachłannie. Niewiele czekając zaczął popychać Shizuo w kierunku sypialni, gdzie z kolei od razu pchnął go na łóżko. Blondyn uśmiechnął się jeszcze bardziej, gdy zdał sobie sprawę, jak bardzo Izaya jest zdesperowany.
Z kolei Izayi cała ta sytuacja wydawała się surrealistyczna, ale mimo wszystko chciał skorzystać z niej jak najwięcej. Może to tylko ten jeden raz? Może w ten sposób Shizuo mści się za te wszystkie lata? Przestał o tym myśleć, gdy w końcu znaleźli się na łóżku. Wciąż zachłannie go całując, usiadł okrakiem na jego biodrach, wciąż się o niego ocierając, i szybkimi ruchami rozpiął kamizelkę i koszulę Shizuo, a później je ściągnął. W końcu oderwał się od jego ust, zsuwając się niżej i rozpinając mu spodnie. Uśmiechnął się do siebie, gdy zauważył, że uzyskał zadowalającą reakcję. Nie tracąc ani chwili dłużej, jakby bojąc się, że nagle Shizuo go odepchnie, rozmyśli się, zaczął pieścić go ustami. Zamruczał z zadowoleniem, gdy blondyn wplótł palce w jego włosy. Jęknął zaskoczony, gdy po dłuższej chwili Shizuo pociągnął go do góry, do kolejnego zachłannego pocałunku, w tym samym momencie mocno łapiąc jego pośladki. Izaya westchnął wprost w jego usta, znów zaczynając się o niego ocierać.
Widząc i czując tak zdesperowanego Izayę, Shizuo sam tracił nad sobą kontrolę. Szybko ściągnął jego koszulkę, a później zmienił ich pozycję tak, że to teraz Izaya leżał pod nim. Chwilę napawał się tym widokiem, a później pozbył się jego spodni. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu dreszcz, gdy Izaya chwycił jego dłoń i zaczął, najpierw lizać, a później ssać jego palce, patrząc mu w oczy:
- Shizu-chan... Shizu-chan... - jego głos brzmiał niemal błagalnie, Shizuo nie wytrzymał i zabrał dłoń, od razu wsuwając w niego dwa wilgotne palce, na co z ust Izayi wyrwał się wtedy niemy krzyk. Shizuo całował i przygryzał jego szyję i obojczyki, zostawiając czerwone ślady.
- Shizu-chan... - Izaya wciąż powtarzał, tracąc oddech. Blondyn stwierdził, że jest wystarczająco przygotowany i wszedł w niego. Aż wstrzymał oddech, gdy Izaya zacisnął palce na jego ramionach, poddając się oszałamiającemu uczuciu gorąca, które szybko rozeszło się po całym jego ciele.
Nie wytrzymali długo. Izaya doszedł szybko i głośno, pociągając za sobą Shizuo. Zanim blondyn ochłonął, Izaya zdążył już zasnąć. Położył się obok niego i odgarnął mu włosy z czoła, całując je później. Objął go i przysunął bliżej do siebie, gdy Izaya lekko uśmiechnął się przez sen, wtulając się w niego z cichym "Shizu-chan" na ustach. "Shizu-chan", którego teraz Shizuo nie zamieniłby na nic innego.

Nadine-sama 21/10/2011 17:23:50 [komentarzy 6] Komentuj

Lovers & Liars I

Dzisiaj pierwsza z dwóch części kolejnego opowiadania do Durarary. Z racji, że nie dało się (sensownie) podzielić inaczej, tym razem obie części będą dłuższe, niż poprzednio.

Jeśli ktoś ma ochotę poczytać o stereotypie złej i groźnej pani z dziekanatu, zapraszam na bipolar disorder.

Pairing: Tsugaru/Shizuo x Izaya, Durarara
Kolejna część: 21.10.2011r (jeśli nie zapomnę, a jak nie, to dopiero 24.10 - w weekend wybieram się na JAPANicon w Poznaniu)


Lovers & Liars I

Dzień od samego początku nie zapowiadał się najlepiej. Shizuo zapomniał zasłonić okno, więc obudziły go promienie słońca, padające mu wprost na twarz. Jakby tego było mało, z niewiadomych mu przyczyn, w lodówce nie było już mleka, mimo, że był przekonany, że me jeszcze zapas. W dodatku na krześle wisiała zniszczona koszula, którą poprzedniego wieczoru pociął mu Izaya. Na samą myśl jego humor popsuł się jeszcze bardziej.
Po wyjściu z domu Shizuo nie miał już problemów, ale nie cieszyłby się z tego, gdyby wiedział, że to tylko cisza przed burzą. Późnym wieczorem Tom powiedział, że muszą odwiedzić jeszcze jedno miejsce, ponieważ jeden z dłużników jest wyjątkowo kłopotliwy i chyba tylko Shizuo sobie z nim poradzi.
I właśnie wtedy się zaczęło. Oczywiście Shizuo poradził sobie z klientem, ale nie o to chodziło. Chodziło o to, że znaleźli się w gay barze, a, po odebraniu pieniędzy, Tom zostawił go, idąc jeszcze na chwilę do właściciela lokalu, który był jego znajomym. Nie, żeby homoseksualiści przeszkadzali Shizuo. Skąd. Nie miał nic przeciwko. No chyba, że, tak, jak teraz, gapili się na niego, niemal śliniąc, z wyraźną chęcią zaciągnięcia do łóżka. Chociaż na kobiety zachowując się w ten sposób reagował identycznie, więc może jednak nie była to sprawa płci. Szeroko otworzył oczy, gdy zauważył, jak w jego kierunku zmierza mężczyzna, mający na sobie COŚ we wściekłych kolorach, teoretycznie pasujących do, zdaniem Shizuo przerażającego, ostrego makijażu. Ostentacyjnie odwrócił wzrok od mężczyzny, który kojarzył mu się z papugą. Miał nadzieję, że ten ominie go i podejdzie do baru, obok którego stał blondyn. Shizuo jednak szybko przestał o tym myśleć, gdy jego uwagę przykuło coś zupełnie innego - raczej drobna, szczupła sylwetka mężczyzny w przylegającym, ciemnym ubraniu, które wyglądało zadziwiająco normalnie w tym otoczeniu. Jednak nie chodziło tutaj o strój, a o ruchy tej osoby. Mężczyzna, a może nawet chłopak, poruszał się powoli, idealnie z rytmem głośnej muzyki, prowokująco tańcząc nad nogami siedzącego przed nim na krześle innego mężczyzny. Shizuo uważnie śledził wzorkiem każdy jego ruch. To, jak niemal niezauważalnie kołysał biodrami w przód i w tył, prawie ocierając się o uda swojego towarzysza. Zmrużył oczy, gdy czarnowłosy jedną rękę położył na jego ramieniu, a drugą wplótł w jasne włosy, pochylając się, a później...
- Hooo... Czyżby nasz mały diabełek skradł kolejne serce? - Shizuo usłyszał niski, wyraźnie męski głos, który starał się imitować kobiecy sposób mówienia. Rzucił krótkie, zirytowane spojrzenie na przybysza, którym okazał się być wściekle kolorowy mężczyzna. Nic nie odpowiedział, ignorując go - Och... Ale spodobałbyś mu się... Bardzo, bardzo. - kontynuował, a Shizuo miał wrażenie, że ten rozbiera go wzrokiem - Takie cudowne ciało i blondyn... Zupełnie jak nasz mały diabełek lubi. Bawi się tylko z takimi.
Shizuo musiał przyznać, że, bez względu na swoją płeć, "mały diabełek" był zdecydowanie atrakcyjny, a po takim przedstawieniu, Shizuo obojętne było, czy miałby do czynienia z kobietą czy z mężczyzną. Obiekt jego zainteresowania właśnie przestał tańczyć i powiedział coś towarzyszowi do ucha, po czym obaj skierowali się w stronę baru, w stronę Shizuo. Gdy się odwrócili, blondyn nie mógł uwierzyć własnym oczom, starał się wyprzeć tę informację całym swoim umysłem, ale nie mógł. Izaya. Izaya. Izaya. To był Izaya. Shizuo nie poczuł zwykłej wściekłości, po prostu stał, zszokowany tym, co właśnie się stało.

Izaya bawił się dzisiaj świetnie. Uwielbiał takie dni jak ten, zwłaszcza, że miał dobre towarzystwo. Nabrał ochoty na alkohol, więc namówił swojego partnera na przejście się do baru. Gdy był już prawie przy nim, zauważył coś, co mu się zdecydowanie nie spodobało. Wysoki, przystojny blondyn w stroju barmana, który jednak na pewno tu nie pracował. Stanął jak wryty, odwzajemniając zszokowane spojrzenie.
- Shizu-chan... - wymamrotał z niedowierzaniem, mając ochotę uciec. Nagle poczuł dłoń na ramieniu i ciepły oddech na uchu.
- Izaya-san, coś nie tak? - to przywróciło go do rzeczywistości. Odwrócił się do niego, jak zwykle chowając się za jedną ze swoich masek. Tym razem był to dwuznaczny uśmiech:
- Ależ skąd, Tsu-chan. Wszystko w porządku. Ale straciłem ochotę na drinka. Za to nabrałem jej na coś zupełnie innego. - powiedział, lekko mrużąc oczy i oblizując wargi. Tsugaru zrozumiał aluzję i na jego spokojnej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Jednak "wszystko w porządku" Izayi nie do końca go przekonało i, zanim poszedł za nim do wyjścia, spojrzał w stronę baru, gdzie zauważył blondyna, który też uważnie mu się przyglądał.

Shizuo nie wiedział, jak zareagować, gdy ich spojrzenia się spotkały. Nie był pewien, ale miał wrażenie, że Izaya wręcz spanikował na jego widok. Aczkolwiek wydało mu się to absurdalne. "Ten cholerny drań i panika? Niemożliwe." Chwilę później zwrócił uwagę na towarzyszącego mu mężczyznę. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy zauważył, jak bardzo jest do niego podobny. Przy takim oświetleniu ktoś mógłby łatwo pomylić go z Shizuo. Różnili się jedynie strojem, tamten miał na sobie jeansy i białą koszulę z niebieskim wzorem. Shizuo zmarszczył brwi, gdy ich spojrzenia spotkały się po tym, jak Izaya odszedł w kierunku wyjścia.

Tsugaru może nie znał Izayi zbyt długo, ale dobrze wiedział, że ten zazwyczaj chowa się za przeróżnymi maskami, udając kogoś, kim w rzeczywistości nie jest, fałszując uczucia i naginając prawdę do swoich korzyści. O ile nie zajmował się handlem informacjami. Oczywiście wtedy też zdarzało mu się manipulować klientami, ale fakty były najważniejsze. Dopiero podczas seksu lub gdy spał, Izaya pokazywał swoje prawdziwe oblicze. Dlatego też myśl o blondynie, którego widzieli wcześniej nie dawała Tsugaru spokoju. Izaya dziwnie na niego zareagował, a ponadto, gdy w końcu znaleźli się w łóżku, też zachowywał się inaczej niż zwykle. Teraz Tsugaru przyglądał się jego śpiącej twarzy, odgarniając niesforne, czarne kosmyki z jego czoła. Mimo, że nie powinien, bo "to nie związek, nie ma tu miłości", poczuł się zraniony, gdy Izaya wymamrotał przez sen:
- Shizu-chan...

Minęło kilka dni od tego wydarzenia, a Shizuo wciąż nie mógł zapomnieć, tego, co widział. Z tym, że taniec tej osoby, mimo, że była mężczyzną, podobał mu się zdecydowanie za bardzo, pogodził się jeszcze w momencie, gdy z uwagą śledził każdy ruch tej postaci. Gorzej jednak było z myślą, że to Izaya. Shizuo nigdy nie był zainteresowany mężczyznami, ale playboyem zmieniającym kobiety jak rękawiczki również nie był. Zwłaszcza, że zdecydowana większość ludzi słysząc "Heiwajima Shizuo" traciła ochotę na jakiekolwiek znajomości, nie mówiąc już o tych bliższych. Oczywiście były jeszcze prostytutki, ale Shizuo niezbyt za nimi przepadał, ponieważ uwielbiały naciągać klientów, a i po takim "biznes seksie" czuł się trochę pusty w środku. Wracając myślami do Izayi, Shizuo rozpamiętywał różne sytuacje z jego osobą. Dopiero teraz dotarło do niego, że jego śmiertelny wróg rzeczywiście jest atrakcyjny. Może i był zbyt szczupły czy drobny jak na mężczyznę, ale miał w sobie "to coś", co przyciągało do niego ludzi. No i był przystojny, na co Shizuo wcześniej nigdy nie zwrócił większej uwagi, nienawidząc jego uśmieszku, który doprowadzał go do szału. Wtedy przypomniał sobie, jak Izaya uśmiechał się do tamtego blondyna i pomyślał, że chciałby, żeby ten uśmiech był skierowany w jego stronę. Gdy sens tej myśli dotarł do niego, uderzył pięścią w najbliższą ścianę i warknął wściekle. Idący obok niego Tom aż podskoczył z zaskoczenia.
- Shi-shizuo... Spokojnie... - powiedział do niego. Zauważył, że z blondynem od kilku dni coś jest nie tak, jest raczej poddenerwowany, zdecydowanie bardziej, niż zwykle, i wciąż usilnie nad czymś myśli.
- Ach... Tom-san, przepraszam. - Shizuo szczerze mu odpowiedział i spuścił głowę. Tom cicho się zaśmiał, w takich chwilach blondyn przypominał mu winnego szczeniaczka. Bez względu na to, co myśleli wszyscy inni, Tom wiedział, że Shizuo wcale nie jest żadną straszliwą bestią Ikebukuro. Dlatego też często się o niego martwił. To, że Shizuo nigdy nie mówił mu o swoich problemach, nic nie znaczyło, Tom wyczuwał je w zmianach jego nastroju. Zawsze chciał mu pomóc, ale nigdy nie wiedział, jak.
Tom ciężko westchnął i spojrzał przed siebie. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu zimny dreszcz, gdy zobaczył, że niedaleko stoi Izaya. Znów przeniósł wzrok na Shizuo, tym razem zaniepokojony z zupełnie innego powodu. Zdziwił się, gdy blondyn jeszcze nie ruszył, by znów starać się zamordować handlarza informacjami. Przez dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem, aż Izaya odwrócił się i powoli zaczął odchodzić. Dopiero w tym momencie Shizuo krzyknął:
- Izaya! - chociaż w jego głosie nie było wściekłości. Ten z kolei nie odwrócił się, tylko przyspieszył, na co blondyn szybko poszedł za nim.
- No to się zaczęło. - powiedział pozostawiony sam sobie Tom.

Shizuo szybko dogonił Izayę i złapał go za ramię, przypierając do ściany.
- Yaa, Shizu-chan, dzisiaj niczym we mnie nie rzucasz? - czarnowłosy powiedział prowokująco. Shizuo uważnie przyglądał mu się dłuższą chwilę, zdając sobie sprawę, że jego uśmieszek już go nawet tak bardzo nie irytuje. Chociaż wciąż wolałby tamten uśmiech - Shizu-chan? - w tym momencie blondyn niewiele myśląc pochylił się i pocałował go. Mocno i pożądliwie.

Izaya nie miał zbyt dużej ochoty pojawiać się w Ikebukuro, ponieważ nie chciał natknąć się na Shizuo. Ale praca, to praca, a on, jako najlepszy informator nie mógł sobie pozwolić na to, żeby ją zaniedbać. Był dość szczęśliwy, gdy przez cały dzień nie natknął się na blondyna. Już miał wracać do siebie, do Shinjuku, gdy zauważył go niedaleko. Chciał uciec niezauważony, ale mu się to nie udało. Spodziewał się, że Shizuo, tak, jak zawsze rzuci się w jego kierunku, bez względu na wszystko, ale on po prostu stał, patrząc na niego. Izaya źle się z tym czuł, więc odwrócił się, powoli odchodząc. Wiedział, że powinien rzucić jakiś złośliwy komentarz, ale w ogóle nie miał na to ochoty. Wzdrygnął się i przyspieszył kroku, gdy usłyszał jak Shizuo go woła. Bez wściekłości w głosie. Bez wściekłości. To spowodowało, że poczuł się jeszcze bardziej nieswojo, ale postanowił w ogóle nie reagować. Okazało się to błędem, gdy poczuł, jak Shizuo łapie go za ramię i przypiera do ściany. Niewiele myśląc, Izaya rzucił jakąś złośliwość, która, ku jego zdziwieniu, została zignorowana. Shizuo tylko uważnie, z powagą na twarzy, przyglądał mu się.
- Shizu-chan? - powiedział zbity z tropu, a wtedy Shizuo pochylił się i pocałował go. Najpierw Izaya cały zesztywniał, ale za chwilę uległ pokusie. Przez jego umysł przebiegła myśl, że każdy poddałby się, czując te usta i język na swoich wargach, wręcz żądające pogłębienia pocałunku. Natychmiast poczuł smak papierosów, które palił Shizuo, i zwrócił uwagę na to, że ich nikły zapach unosi się dookoła niego. Tak, jak normalnie tego nienawidził, tak teraz w ogóle mu to nie przeszkadzało. Gdy po kilku sekundach dotarło do niego, co właśnie robi, odepchnął od siebie blondyna, przy okazji szybko dobywając noża i rozcinając jego policzek. Zaskoczony Shizuo przyglądał mu się, dotykając krwawiącej rany. Izaya nie miał zamiaru kiedykolwiek wspominać ostatniego spotkania, ale w tym momencie wydało mu się to idealnym sposobem na zirytowanie go. Chciał go rozwścieczyć. Chciał, żeby gonił go zaułkami Ikebukuro i groził mu śmiercią. Chciał, żeby wszystko było normalne.
- Arara... Shizu-chan... Czyżby atmosfera gay baru ci się udzieliła i nagle zainteresowałeś się mężczyznami? Och... A może zawsze byłeś, tylko tak skrzętnie to ukrywałeś, że nawet ja, wspaniały informator o tym nie wiedziałem? - nic. Zupełnie nic. Zero reakcji. Nie tylko takiej, jakiej oczekiwał, ale nawet jakiejkolwiek innej. Nie zniósł tego. Nie mógł, nie był w stanie. Przeklął pod nosem i rzucił się do ucieczki, mając nadzieję, że skoro Shizuo zachowuje się inaczej, niż zwykle, również nie będzie go gonił. Tym razem miał rację.

Tsugaru właśnie szykował sobie kolację, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Ledwo gdy je otworzył, poczuł, jak ktoś popycha go na ścianę, zatrzaskuje za sobą drzwi i natychmiast go całuje.
- Izaya-san... - odsunął go od siebie zdziwiony. Fakt, to zazwyczaj Izaya inicjował ich spotkania, ale nigdy nie robił tego w taki sposób. Zawsze wcześniej się umawiali, nawet, jeżeli Izaya miał ochotę na spontaniczny seks, to dzwonił do niego kilka minut wcześniej.
- Tsu-chan... - w jego głosie słychać było niemal desperację, gdy skierował na niego błagalne spojrzenie. Tsugaru nie mógł odmówić. Wiedział, że nie powinien, bo źle się to dla niego skończy, ale zaczynał coś do niego czuć. Nawet nie tyle, co zaczynał, on już coś do niego czuł.
Przez całe jego ciało przebiegł dreszcz, gdy Izaya, na nic nie czekając od razu rozpiął mu spodnie i zsunął je nieco, najpierw pieszcząc go ręka, a chwilę później osuwając się na kolana i biorąc go do ust. Izaya nie robił tego często, więc to była kolejna rzecz, która dała Tsugaru do myślenia. Tylko, że teraz w ogóle nie mógł się na tym skupić. Oparł się plecami o ścianę, poddając się ogarniającej go fali przyjemności.
Niedługo później przenieśli się do łóżka. Izaya cały czas starał się utrzymać kontrolę, ale z czasem przychodziło mu to coraz trudniej. W końcu leżał pod Tsugaru, głośno jęcząc i tracąc oddech. Blondyn czuł już, że jest blisko, gdy całe jego ciało drżało jeszcze bardziej. O mało cały nie zesztywniał w bezruchu, gdy Izaya doszedł, cicho powtarzając:
- Shizu-chan, Shizu-chan... - a z jego oczu potoczyło się kilka łez. Tsugaru zacisnął zęby, udając, że nie słyszy. Tej nocy nie mógł zasnąć, tym razem ciepło drugiego, tulącego się do niego ciała nie relaksowało go tak, jak zawsze, tylko powodowało, że był jeszcze bardziej spięty.

Gdy Izaya uciekł, Shizuo skierował się do swojego mieszkania. Powoli docierało do niego, co się stało. Nie mógł zrozumieć uczucia, które pojawiało się w nim na samą myśl o tym, że Izaya mógł uśmiechać się, dotykać, być kogokolwiek innego. Wiedział tylko, że to raczej nie miało zbyt wiele wspólnego z tym, że "to Heiwajima Shizuo będzie tym, który zabije Oriharę". Przecież to już nie chodzi o to, gdy w grę wchodzą pocałunki. Zamykając za sobą drzwi, Shizuo dotknął ust opuszkami palców. Przypomniał sobie, jak Izaya zesztywniał, a później odwzajemnił pocałunek, żeby za chwilę odepchnąć go od siebie i jeszcze zaatakować. Blondyn przeniósł dłoń na policzek, ścierając zaschniętą krew. Zastanawiał się, dlaczego Izaya nie odepchnął go od razu, tylko dopiero po tym, gdy rozchylił usta, pozwalając mu...
- Argh... - zirytowany uderzył pięścią w szafkę i sięgnął do kieszeni po papierosy. Tej nocy starał się o tym nie myśleć, zwłaszcza, kiedy dotarło do niego, że Izaya mógł się zapomnieć, bo Shizuo był podobny do tamtego blondyna.

Nadine-sama 8/10/2011 15:07:02 [komentarzy 3] Komentuj

imaginary-yaoi
217432

Dodaj do Ulubionych

Fanfiki i oryginalne opowiadania, wszystko w klimacie cudownej męsko-męskiej miłości. Perwersyjna Nadine-sama zaprasza. YAOI BANZAI!

Kontakt do mnie:
mail: 420xx138@gmail.com lub nadine1991@op.pl
gg: 2818894


Ksiega Gości

Archiwum
2015
Styczeń
2012
Grudzień
Marzec
Luty
2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
2010
Październik
Wrzesień
Sierpień
Czerwiec
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Changes:
01. Czerwona wstążka i nienawiść
02. Nuda
03. Summertime
04. Drugi Wymiar
05. Sami w domu
06. Zapłata
07. Desperacja może być zgubna
08. Krew jak czekolada
09. Szpieg doskonały
10. Oko za oko
11. Zamiast psychologa
12. Pojedynek
13. Odrobina słodyczy
14. Urodzinowe niespodzianki
15. Garść wspomnień, czyli dawno temu w Drugim Wymiarze
16. Nienawiść
17. "...love is not a victory march..."
18. Dwa zgorzkniałe "skurwysyńskie wyjątki"
19. Cafe song
20. Ti amo
21. Liga Niezwykłych Dżentelmenów
22. Pęknięcia i dziury
23. Przy fortepianie
24. Uważaj na kobietę w czerwieni i tajemniczego mężczyznę
25. Gorące źródła
26. Zesłani
27. Kuma to Kitsune / Inu to Usagi / Ookami to Neko

Millenium love:
01. Spotkanie
02. Wspomnienia I
03. Wspomnienia II
04. Nowy początek

Fanfiki:
01. Distance (Axel x Demyx/Axel x Roxas; Kingdom Hearts
02. My december (Kurogane x Fay; Tsubasa Reservoir Chronicle)
03. Obietnica (Doumeki x Watanuki; xxxHOLiC)
04. Uwierzyć w... (Kyoya x Tamaki; Ouran High School Host Club)
05. Requiem (Suzaku x Lelouch; Code Geass)
06. Quincy archer hates you (Kurosaki x Ishida; Bleach)
07. Mała rzecz, a cieszy (Yamamoto x Gokudera; Katekyo Hitman Reborn)
08. Gwiazdy
09. Eternally (Riff x Cain; Count Cain)
10. One night stand (Isogai x Hiroto; Challengers/Koisuru Boukun)
11. It's raining, man (Gray x Natsu; Fairy Tail)
12. Being oneself (Koizumi x Kyon; The Disappearance of Haruhi Suzumiya)
13. Just the beginning (Satou x Souma; Working)

Durarara:
01. Ikebukuro night (Shizuo x Izaya)
02. Tramwaj (Shizuo x Izaya)
03.
Thin line (Shizuo x Izaya) Part I / Part II / Part III / Part IV / Part V / Part VI
04.
Lovers & Liars (Tsugaru/Shizuo x Izaya) Part I / Part II
05.
Full House (Shizuo x Izaya, Tsugaru x Psyche, Delic x Hibiya, Tsukishima x Hachimenroppi) Possessions & Slaves / Hidden sides
06. Papieros (Shizuo x Izaya)


Linki
Śmiechawka - forum dla ludzi, którzy lubią się śmiać


Ulubieni





©blog4u.pl